19 listopada 2017, niedziela
Edgar Mueller komentarzy: 0

3D Street Art - ICE AGE

Wisława Szymborska (1923 – 2012) komentarzy: 0

Wywiad z dzieckiem

 

 

Wisława Szymborska

Wywiad z dzieckiem

 

 

 

Mistrz od niedawna jest wśród nas.

Dlatego czai się ze wszystkich kątów.

Zasłania twarz rękami i patrzy przez szparkę.

Staje czołem do ściany, potem odwraca się nagle.



Mistrz odrzuca z niesmakiem absurdalną myśl,

że stół spuszczony z oka musi byś stołem bez przerwy,

że krzesło za plecami tkwi w granicach krzesła

i nawet nie próbuje skorzystać z okazji.

 


To prawda, trudno świat przyłapać na inności.

Jabłoń wraca pod okno tuż przed okamgnieniem.

Tęczowe wróble zawsze pociemnieją w porę.

Ucho dzbanuszka złowi każdy szmer.

Szafa nocna udaje bierność szafy dziennej.

Szuflada stara się przekonać Mistrza,

że jest w niej tylko to, co do niej wcześniej włożono.

Nawet w książce z bajkami otwartej znienacka

królewna zawsze zdąży usiąść na obrazku.



Czują we mnie przybysza — wzdycha Mistrz —

nie chcą obcego przyjąć do wspólnej zabawy.



Bo żeby wszystko, cokolwiek istnieje,

musiało istnieć tylko w jeden sposób,

w sytuacji okropnej, bo bez wyjścia z siebie,

bez pauzy i odmiany? W pokornym stąd — dotąd?

Mucha w pułapce muchy? Mysz w potrzasku myszy?

Pies nigdy nie spuszczany z utajonego łańcucha?

Ogień, który nie może zdobyć się na nic innego,

jak sparzyć po raz drugi ufny palec Mistrza?

Czy to jest ten właściwy ostateczny świat:

rozsypane bogactwo nie do pozbierania,

bezużyteczny przepych, wzbroniona możliwość?



Nie — krzyczy Mistrz i tupie tyloma nogami

iloma rozporządza — w tak wielkiej rozpaczy,

że mało by tu było i sześciu nóg chrząszcza.

 

Obraz: Gennady Privedentsev, Klick!!!

Pipoquinha komentarzy: 0

Pojawił się Pipoquinha!!!

Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki komentarzy: 0

Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki

onet.wnętrza komentarzy: 0

20 najdziwniejszych budowli świata, według onetu

You Tube komentarzy: 0

Cały You Tube w pigułce - 3:27

Mayer, Petty komentarzy: 0

Free Fallin'

Ludwik Cichy komentarzy: 0

cieć-łomen

Kiedy pisałem to kolorowe powiadanie, jakieś 15 lat temu – czy tam tylko zerżnąłęm z jakiegoś Hemingwaya czy kogo ja tam wtedy czytałem – to nie przypuszczałem, że opisuję zwyczajny poniedziałek '2012 mojej dalszej sąsiadki oraz wielu pewnie, których istnienie zaledwie podejrzewam. (LC)



- Twarz mam, faktycznie ... - rozbłysła w niej pozytywna myśl, gdy robiąc poranną łazienkę złapała swoje zbliżenie w lustrze - ... inteligentną... - starła z odbicia trzy musze bobki mącące obraz - ... można z nią porozmawiać na każdy temat.


Ta głęboka prawda sprawiła, że poczuła się lepszym człowiekiem.


- Mogłabym mieć elektryczną suknię, ale bym zadała szyku! - odłożyła na szklaną półkę plastikową lokówkę i przeniosła swoje myśli do kuchni, w okolice słoika z wodą po ogórkach. Popiła powoli, smakując i marząc:


- A gdybym tak została gwiazdą...?  Przecież to takie proste. Zrzuciłabym jutro z osiemnaście kilo i wszyscy zwariowaliby na moim punkcie. Nikt by już się nie ośmielił wypominać mi pochodzenia w towarzystwie; a bo to takie ważne w końcu, że się jest dzieckiem nałogowej pijaczki i tępego sadysty utrzymującego się z pędzenia bimbru?


Łatwość zostania gwiazdą nie odpowiadała jej chwilowej potrzebie przeżycia czegoś niezwykłego. Zapaliła więc i włączyła radio w nadziei usłyszenia czegoś oryginalnego, co by ją natknęło. Ale radio nic jej nie powiedziało. Nic ciekawego.


- Nie ma żadnych wiadomości - zdenerwowała się - a oni nadają bez przerwy!


Przekręciła gałkę w lewo i natknęła się na głos Johna Lennona brylującego w „Imagine".


- Ten głos ... - sztachnęła się płyciutko, delikatnie i elegancko, automatycznie ulegając magii wielkiego świata. - Dobrze byłoby go skądś znać prywatnie. Gość z lepszego domu: do każdych spodni osobny pasek, ranczo zamiast działki pracowniczej; porozmawiało by się przez komórkowy, o poezji, jakie trendy w Njujorku; fajnie by było przypomnieć sobie taki głos... wcale by mnie to nie zepsuło.


Spojrzała na zegarek, dochodziła dziesiąta. Zamknęła za sobą drzwi i schodząc po schodach zdrapała ze stopni gumy wyplute przez dzieciarnię, uporządkowała klomb przed blokiem, pokręciła się trochę, temu - dzień dobry, temu - jak leci, coś o przymrozkach, coś o ciśnieniu, o biomecie, wydrapała szlam ze studzienki, obejrzała gazety przez szybę w kiosku, ponarzekała na psie gówna, na podwyżki, kryzys, i ... już jedenasta, pora na kawkę u Kaczmarkowej, jak w każdy poniedziałek.


Ludwik Cichy



Foto:
Satomi Shirai,
Klick!!!

IVAN MAXIMOV komentarzy: 0

Dwa tramwaje

Niels Shoe Meulman komentarzy: 0

Beauty