23 maja 2017, wtorek
Piotr Czerski komentarzy: 0

My, dzieci Sieci

Tak, to jest ten słynny już tekst Czerskiego (red.)

 

Dora­sta­li­śmy z sie­cią – i w sieci. To nas odróż­nia, to czyni nie­oczy­wi­stą z waszej per­spek­tywy, ale istotną róż­nicę: my nie „sur­fu­jemy”, a sieć nie jest dla nas „miej­cem” czy „wir­tu­alną prze­strze­nią”. Sieć nie jest dla nas czymś zewnętrz­nym wobec rze­czy­wi­sto­ści, ale jej rów­no­praw­nym ele­men­tem: nie­wi­doczną, ale stale obecną war­stwą prze­ni­ka­jącą się z prze­strze­nią fizyczną. My nie korzy­stamy z sieci, my w niej i z nią żyjemy. Gdy­by­śmy mieli opo­wie­dzieć wam, ana­lo­go­wym, nasz bild­nung­sro­man – w każ­dym kształ­tu­ją­cym nas doświad­cze­niu ist­niał natu­ralny pier­wia­stek inter­ne­towy. W sieci nawią­zy­wa­li­śmy przy­jaź­nie i kłó­ci­li­śmy się, w sieci przy­go­to­wy­wa­li­śmy ściągi na kla­sówki, w sieci uma­wia­li­śmy się na imprezy i wspólną naukę, w sieci zako­chi­wa­li­śmy się i roz­sta­wa­li­śmy ze sobą. Sieć nie jest dla nas tech­no­lo­gią, któ­rej musie­li­śmy się nauczyć i w któ­rej udało nam się odna­leźć. Sieć jest pro­ce­sem, który dzieje się i nie­ustan­nie prze­kształca na naszych oczach; z nami i przez nas. Tech­no­lo­gie poja­wiają się, a potem zni­kają na pery­fe­riach, ser­wisy powstają, roz­kwi­tają i gasną, ale sieć trwa, bo sieć to my – komu­ni­ku­jący się ze sobą w natu­ralny dla nas spo­sób, bar­dziej inten­sywny i wydajny niż kie­dy­kol­wiek w histo­rii ludzkości.

 

Cały, kultowy już tekst Klick!!!

 

Foto: zdjęcie z profilu Piotra Czerskiego

Karolina Dryps - Facebook komentarzy: 0

Jackson Pollock vs Ruch Chorzów

Janek Koza komentarzy: 0

Rysunek

WSL komentarzy: 0

Bardzo sprytna reklama...

Janek Koza komentarzy: 0

Dowcip



Klick!!!

Największym milionerem minionego roku był Michael Jackson - zarobił 170 milionów dolarów, tuż za nim Elvis Presley, a trójkę zamyka żywa Madonna - tylko 27 milionów. Ile zarobi "nowa" płyta Amy Winehouse, ile Whitney Houston? Może wyglądać na to, że życie nie jest najbardziej sprzyjającą fortunie fazą istnienia. (red)

 

kultura.gazeta.pl komentarzy: 0

O chłopcach z małych miast, którzy dostają Oscara

Michał Danielewski: - Zatrzymajmy się na chwilę w Koninie. Dorastając w małym mieście dostaje się w posagu pewien rodzaj niepewności, poczucia, że robiąc każdy kolejny krok dalej, trzeba radzić sobie z presją, nieznanym, odnajdywać się wciąż w zupełnie nowych warunkach. Był taki moment w pana życiu, kiedy na dobre pozbył się pan tego balastu, kiedy zyskał pan pewność, że to, co pan robi jest w porządku, że nie musi pan wciąż na nowo udowadniać swojej wartości?

Jan AP Kaczmarek: - Budowanie w sobie takiej pewności jest procesem. Ona powstaje podczas dojrzewania, ale nigdy nie jest absolutna i dana na zawsze. Zresztą nie powinna taka być. U mnie ta niepewność jest jednym z ważnych elementów psychiki. I dobrze, bo to niesie za sobą wrażliwość, wsłuchiwanie się w świat - a to z kolei jest źródłem sukcesu. Bo jeśli zamykamy się we własnej skorupie i nabieramy pewności, to stajemy się aroganccy. Wydaje nam się, że jesteśmy centrum wszechświata i że to my decydujemy o wszystkim. A to jest złudzenie, które wykończyło już niejednego.

Jest jeszcze jedna dobra cecha, którą mamy - my chłopcy z małych miast. Jest nią głód, podejrzenie, że świat gdzieś tam daleko jest wspaniały. I to przeczucie czekającej nas wielkiej przygody jest ogromną siłą napędową, która mnie ciągnęła przez całe życie. I nadal ciągnie. Wciąż widzę miejsca i horyzonty, do których jeszcze nie dotarłem, a do których chciałbym dojść.

 

Oscar nie daje tego złudzenia pewności? Poczucia, że jestem świetny, doskonały i w ogóle najlepszy w całym kosmosie?

- Miałem szczęście, że ta nagroda nie przyszła do mnie na początku mojej kariery, tylko wówczas, gdy byłem już dorosłym chłopcem ze sporym dorobkiem. Kiedy taki zaszczyt zdarza się dojrzałemu człowiekowi, to ryzyko chodzenia z głową w chmurach nie jest aż tak duże. Być może to tylko moja fantazja, ale mam wrażenie, że nie zmieniłem się po tym Oscarze, że mój sposób myślenia, życia, stosunek do siebie samego i do innych ludzi jest ten sam, co wcześniej.

(…)

Jak Jan A. P. Kaczmarek, chłopak wyznający etos poznański, wspomina swój staż w rozwibrowanej przestrzeni teatru Jerzego Grotowskiego?

- Byłem wtedy po drugim roku prawa, w lekkiej depresji związanej z tymi studiami, i pojechałem do Grotowskiego szukać sensu. A spotkało mnie coś całkiem odwrotnego. Wyprano mi tam mózg kompletnie. Byłem w stanie absolutnego szoku, bo Grotowski stosował metody, które stosuje się wobec rekruta w wojsku. Totalne oderwanie od rzeczywistości i atak bardzo silnymi bodźcami: brak snu, bardzo intensywne ćwiczenia aktorskie. Wyszedłem stamtąd bardzo przetrącony. W najwyższym stopniu oderwany od świata, z którego tam przyszedłem. Stanąłem na rozdrożu - nie chciałem wracać tam, gdzie byłem przed Grotowskim, a jednocześnie nie miałem recepty na nowe życie. Miałem za to ogromne szczęście, że odnalazłem się w muzyce. Ale wielu ludzi, którzy stażowali u Grotowskiego, nigdy się nie pozbierało. Praktykowany przez niego rodzaj psychicznej dekompozycji skończył się dla nich fatalnie.

(…)

 

Cała rozmowa Klick!!!

Foto: Reed Saxon / AP

Jan A.P. Kaczmarek z Oscarem za muzykę do "Marzyciela"

 

Me'Shell Ndegéocello komentarzy: 0

x 2

design-dautore.com komentarzy: 0

Piękni konserwatywni

Dietrich Wegner komentarzy: 0

Bombowy puchacz mieszkaniowy