26 maja 2017, piątek
Dąbrowski komentarzy: 0

rysuje

Claudia Rogge komentarzy: 0

Aktywność sposobem przeciwdziałania wypoczynkowi!

Redakcja komentarzy: 0

A czym dzisiaj żyje Warszawa?

Facebook komentarzy: 0

...

Julien Douvier komentarzy: 0

Filmy Juliena

Andrzej Rysuje komentarzy: 0

...

Dorota Masłowska komentarzy: 0

Masło ze smalcem

Janek Koza komentarzy: 0

Na dziś

Szczepan Twardoch komentarzy: 0

Zupełnie pierwsza randka




Powiedz jej, że jest piękna, myślę sobie, bo jest ładna, a jeśli jej powiesz, że jest piękna, to na chwilę specjalnie dla ciebie stanie się piękna, nie gadaj o terrorze, weź ją za rękę i powiedz jej, że jest piękna...



Niedziela, prawie wieczór. Dziewczyna całkiem ładna w bojaźliwy sposób, odziana gustownie, niczym urzędniczka bankowa średniego szczebla, która w weekend i na randce chce wyglądać luźniej, jakby ciągle wierzyła, że w jej życiu coś jeszcze może się wydarzyć. Twarz skupiona, usta zacięte, ręce zaplecione i cała jestem nadzieją, że okażesz się kimś, chłopaku, ale prawdę mówiąc, nie liczę na to, zbyt wielu was widziałam. A jeszcze mam czas. Jeszcze mam.


Chłopak, taki w moim wieku raczej, ale chłopak, chudy, T-shirt i trampki, chociaż włos rzednie. Napięty. Żeby ani chwili milczenia, bo niezręcznie. Bardzo się stara, opowiada o historii, demokracji, wojnach prewencyjnych, a ona udaje głupiutką i pozwala sobie tłumaczyć, cóż to takiego ta wojna prewencyjna, że Hitlera zaatakować należało w 1935 r., niemożliwe...? Ale nie zaatakowaliśmy, tak...? Wielkodusznie pozwala mu być mądrym, nie okazując znudzenia.


Powiedz jej, że jest piękna, myślę sobie, bo jest ładna, a jeśli jej powiesz, że jest piękna, to na chwilę specjalnie dla ciebie stanie się piękna, nie gadaj o terrorze, weź ją za rękę i powiedz jej, że jest piękna... On tymczasem o zaletach demokracji, że prawa człowieka i wojna prewencyjna, a dziewczyna w nieskończonej swej cierpliwości pyta go, och, naprawdę w 1935 r. polska armia była silniejsza niż niemiecka?


No bo owszem, jest trochę nudziarzem, ale za to jest też całkiem inteligentny i ładnie pachnie, może jest kimś... Może nie kłamie. Może nie jest zazdrośnikiem, pijakiem, artystą, tchórzem, może nie jest wiecznym chłopcem przerażonym perspektywą kreseczek na teście ciążowym, może ma jakąś pracę, a nie „właśnie pracuje nad projektem", może przy tym jeszcze radzi sobie w łóżku, nie pytając o pozwolenie na to czy tamto, może jakoś to będzie, może nie wyłysieje już bardziej, może zamieszkają razem u niej albo u niego, to się potem dogada, będzie taniej, może kupi jakiś pierścionek, może będzie to dziwne wesele z warszawskimi znajomymi patrzącymi z góry na dalekich krewnych spod Siedlec i Ciechanowa, z wujkiem o czerwonej twarzy żądającym „A teraz idziemy na jednego" i warszawskimi znajomymi ironicznie popierającymi te żądania; potem może jakiś kredyt na większe mieszkanie, no bo dwie pensje, może auto, żeby na wakacje, może w końcu będą kreseczki na teście, a on z kumplami uchleje się ze strachu, a potem rzeczywiście może jakoś to będzie, coś się urodzi i potem się tym urodzonym zachwycą, a potem kolejne albo nie, odsuną się od siebie albo nie, potem może on odejdzie z inną albo może ona pozna kogoś, kto w łóżku zrobi jej takie rzeczy, że ona za te rzeczy odda wszystko, te dzieci, co się urodziły, i tego miłego, łysiejącego chłopaka i jego okulary, T-shirt i trampki, bo przecież kobietom też się to zdarza.


Albo może on zginie w wypadku, albo może nikt nie zginie i nikt nie odejdzie i tak będą sobie żyć razem, a może wbrew wszystkiemu i wbrew znużeniu będą się bardzo mocno kochać i być ze sobą z miłości i płodzić dzieci z miłości i będą się kochać tak długo, jak długo ludzie się zwykle tak naprawdę bardzo, bardzo kochają, czyli ile, dziesięć lat?; a potem dalej będą się kochać, tylko już jakby trochę mniej, ale może nie zdążą się przestać kochać, oboje nie są już młodzi, ona zaraz przed trzydziestką, on już dobrze po, może teraz im się właśnie uda, bo już pozbyli się złudzeń.


„Jestem głodna chyba trochę..." – dziewczyna przerywa opowieść o zaletach demokracji. „W zasadzie... chyba, ewentualnie też bym coś chętnie... chyba przekąsił..." – chłopcu drży głos. „Tylko nie wiem, bo autobus czy tu gdzieś... Jak na Nowy Świat, bo..." .


„To ja przepraszam na chwilę...".


„Tak, ja też muszę do toalety. To ja po tobie..." – niezgrabnie zgadza się chłopiec.


I najpierw ona idzie się wysikać, wraca, potem on idzie się wysikać i wraca. I coś się stało między nimi. Zakładają kurtki, nagle oboje jeszcze bardziej niezgrabni, niezgodni, sztywni, on ją przepuszcza, ona nie wie, więc czeka, on się uśmiecha przerażony, tacy oboje już wysikani. Po co szliście do tej toalety, po co? Tak, długo nudził o tym Hitlerze prewencyjnym, ale mogłaś nie iść do toalety, mogłaś wytrzymać, wszystko jeszcze mogło się udać, gdybyś nie poszła się wysikać, wszystko mogłoby się udać, gdybyś nie poszedł po niej, a teraz, kiedy tak obok mnie przechodzicie naznaczeni dla siebie nawzajem piętnem tego, że właśnie sikaliście, to już pewne, że nic wam się nie uda, idziecie obok tacy sztywni i smutni oboje.


Pójdą dalej do jakiejś nieudanej restauracji, bo akurat stolik, zamówią dziwną kolację, bardzo zwracając uwagę na ceny – żeby nie za drogo ani nie za tanio, ona kieliszek wina, czerwone wytrawne, on wolałby piwo, ale też weźmie wino i nie będzie miał odwagi wziąć butelki, martwiąc się, czy mu wystarczy pieniędzy na karcie, żeby wstydu nie było. Potem pochwalą jedzenie, zjedzą, udając apetyt. On znowu będzie mówił, ona będzie dalej udawać, że ją to obchodzi, potem go może nawet na pożegnanie cmoknie w policzek, on potem będzie sobie wyrzucał, wracając samotnie do domu, że znowu nie miał odwagi pocałować, bał się, czy nie odepchnie. Ty tchórzu, powie sobie do lustra w garderobie.


Jej w metrze będzie smutno, że nie pocałował, patrzeć będzie na zakochane pary, ale może jednak lepiej, tak sobie będzie myśleć, może jednak lepiej, że nie pocałował. Ale mógł przynajmniej spróbować. Może mu się nie podobałam? Pewnie mu się nie podobałam. Potem napisze esemesa do przyjaciółki, że całkiem miły ten chłopak. Przyjaciółka zapyta, całowaliście się? Na to już nie odpowie, nie dzisiaj.


On w tym czasie zajrzy do lodówki, otworzy żywca, obejrzy serial na laptopie, potem włączy porno i zaśnie bardzo smutny w powalanej pościeli.


Ona jeszcze napisze do byłego chłopaka, który jest skurwysynem, ale którego ona ciągle trochę kocha, i zaraz pożałuje, że napisała.


Jutro oboje pójdą do pracy.


Kawiarnia literacka, polityka.pl,
Klick!!!

Jacek Gulczyński komentarzy: 0

Foto

Ludwik Cichy komentarzy: 0

W środku zimy, u progu dnia



To co się stało, mogłoby się równie dobrze i nie stać. I nic by się takiego nie stało z tego powodu. Ale to się jednak stało.



Ludzie już szli po zaśnieżonym chodniku na przystanek autobusu, który zaraz zabierze ich do pracy na cały dzień. Właściwie nie było już ciemno, a nawet było prawie jasno. Na oblodzonej ławce pływała czerwona rybka z tropików w niezwyczajnej szklanej bańce – ciekawe skąd tu się wzięła i po co?

Naprawdę ciekawe?


Pośpiesznie przechodzili obok  hetero i homo, pijący i nałogowo nie pijący, palący i rzucający, sportujący się i tylko odchudzający, uprawiający regularne życie małżeńskie i nie uprawiający. Tup. Tup. Tup, tup, tup...


Podjeżdżające autobusy połykały kolejne nadchodzące partie i dowoziły do miejsc, w których ludzie wysiadali i od razu wiedzieli dokąd mają iść i jak szybko, żeby nie podpaść spóźnieniem.


Ruch na chodniku prowadzącym do przystanku rozwożącego całe osiedle do zajęć ostygł po kwadransie, a po następnym zamarł kompletnie. Następne poruszenie miało nastąpić za niecałe pół godziny. Mróz zelżał do minus siedemnastu, ale na oblodzonej ławce czerwona rybka z tropików nie pływała już w  szklanej bańce. Wyglądała teraz bardzo ładnie, unieruchomiona w przeźroczystej lodowej bryle; nawet ktoś się zatrzymał i zastanawiał, czyby nie zabrać takie eleganckie coś do biura na szafkę. Ale ktoś drugi odradził, że zaraz się roztopi i tylko będzie śmierdzieć.


Trzy życzenia przegapione owego ranka, poszły się jebać. Nieodwracalnie.

Okruchy szkła, z rozsadzonej mrozem bański, uprzątnęło dopiero (paroma kopnięciami) dwóch młodych pijących na wiosnę. Podsuszony trupek w ogóle nie zwracał ich uwagi, wobec tematów, jakie mieli tu do poruszenia.


O czym właściwie jest ta opowieść?:

Większość nawet nie ma w życiu okazji żeby coś powiedzieć od siebie, coś stworzyć swojego, dobrego albo zaledwie wyjątkowego. Większość nawet nie wie, że coś takiego można by zrobić czy powiedzieć; po prostu wychodzi codziennie do pracy rano, wraca wieczorem, pouprawia trochę jakieś życie towarzyskie czy małżeńskie w przerwach od roboty, a pewnego dnia umiera. I nawet nie ma pretensji, bo się nie wiedziało, że taka okazja powinna być, i taka szansa powinna w życiu każdego człowieka istnieć.


Ilustracja,
Klick!!!