26 lipca 2017, środa
Dorota Masłowska komentarzy: 0

Masło ze smalcem

Janek Koza komentarzy: 0

Na dziś

Szczepan Twardoch komentarzy: 0

Zupełnie pierwsza randka




Powiedz jej, że jest piękna, myślę sobie, bo jest ładna, a jeśli jej powiesz, że jest piękna, to na chwilę specjalnie dla ciebie stanie się piękna, nie gadaj o terrorze, weź ją za rękę i powiedz jej, że jest piękna...



Niedziela, prawie wieczór. Dziewczyna całkiem ładna w bojaźliwy sposób, odziana gustownie, niczym urzędniczka bankowa średniego szczebla, która w weekend i na randce chce wyglądać luźniej, jakby ciągle wierzyła, że w jej życiu coś jeszcze może się wydarzyć. Twarz skupiona, usta zacięte, ręce zaplecione i cała jestem nadzieją, że okażesz się kimś, chłopaku, ale prawdę mówiąc, nie liczę na to, zbyt wielu was widziałam. A jeszcze mam czas. Jeszcze mam.


Chłopak, taki w moim wieku raczej, ale chłopak, chudy, T-shirt i trampki, chociaż włos rzednie. Napięty. Żeby ani chwili milczenia, bo niezręcznie. Bardzo się stara, opowiada o historii, demokracji, wojnach prewencyjnych, a ona udaje głupiutką i pozwala sobie tłumaczyć, cóż to takiego ta wojna prewencyjna, że Hitlera zaatakować należało w 1935 r., niemożliwe...? Ale nie zaatakowaliśmy, tak...? Wielkodusznie pozwala mu być mądrym, nie okazując znudzenia.


Powiedz jej, że jest piękna, myślę sobie, bo jest ładna, a jeśli jej powiesz, że jest piękna, to na chwilę specjalnie dla ciebie stanie się piękna, nie gadaj o terrorze, weź ją za rękę i powiedz jej, że jest piękna... On tymczasem o zaletach demokracji, że prawa człowieka i wojna prewencyjna, a dziewczyna w nieskończonej swej cierpliwości pyta go, och, naprawdę w 1935 r. polska armia była silniejsza niż niemiecka?


No bo owszem, jest trochę nudziarzem, ale za to jest też całkiem inteligentny i ładnie pachnie, może jest kimś... Może nie kłamie. Może nie jest zazdrośnikiem, pijakiem, artystą, tchórzem, może nie jest wiecznym chłopcem przerażonym perspektywą kreseczek na teście ciążowym, może ma jakąś pracę, a nie „właśnie pracuje nad projektem", może przy tym jeszcze radzi sobie w łóżku, nie pytając o pozwolenie na to czy tamto, może jakoś to będzie, może nie wyłysieje już bardziej, może zamieszkają razem u niej albo u niego, to się potem dogada, będzie taniej, może kupi jakiś pierścionek, może będzie to dziwne wesele z warszawskimi znajomymi patrzącymi z góry na dalekich krewnych spod Siedlec i Ciechanowa, z wujkiem o czerwonej twarzy żądającym „A teraz idziemy na jednego" i warszawskimi znajomymi ironicznie popierającymi te żądania; potem może jakiś kredyt na większe mieszkanie, no bo dwie pensje, może auto, żeby na wakacje, może w końcu będą kreseczki na teście, a on z kumplami uchleje się ze strachu, a potem rzeczywiście może jakoś to będzie, coś się urodzi i potem się tym urodzonym zachwycą, a potem kolejne albo nie, odsuną się od siebie albo nie, potem może on odejdzie z inną albo może ona pozna kogoś, kto w łóżku zrobi jej takie rzeczy, że ona za te rzeczy odda wszystko, te dzieci, co się urodziły, i tego miłego, łysiejącego chłopaka i jego okulary, T-shirt i trampki, bo przecież kobietom też się to zdarza.


Albo może on zginie w wypadku, albo może nikt nie zginie i nikt nie odejdzie i tak będą sobie żyć razem, a może wbrew wszystkiemu i wbrew znużeniu będą się bardzo mocno kochać i być ze sobą z miłości i płodzić dzieci z miłości i będą się kochać tak długo, jak długo ludzie się zwykle tak naprawdę bardzo, bardzo kochają, czyli ile, dziesięć lat?; a potem dalej będą się kochać, tylko już jakby trochę mniej, ale może nie zdążą się przestać kochać, oboje nie są już młodzi, ona zaraz przed trzydziestką, on już dobrze po, może teraz im się właśnie uda, bo już pozbyli się złudzeń.


„Jestem głodna chyba trochę..." – dziewczyna przerywa opowieść o zaletach demokracji. „W zasadzie... chyba, ewentualnie też bym coś chętnie... chyba przekąsił..." – chłopcu drży głos. „Tylko nie wiem, bo autobus czy tu gdzieś... Jak na Nowy Świat, bo..." .


„To ja przepraszam na chwilę...".


„Tak, ja też muszę do toalety. To ja po tobie..." – niezgrabnie zgadza się chłopiec.


I najpierw ona idzie się wysikać, wraca, potem on idzie się wysikać i wraca. I coś się stało między nimi. Zakładają kurtki, nagle oboje jeszcze bardziej niezgrabni, niezgodni, sztywni, on ją przepuszcza, ona nie wie, więc czeka, on się uśmiecha przerażony, tacy oboje już wysikani. Po co szliście do tej toalety, po co? Tak, długo nudził o tym Hitlerze prewencyjnym, ale mogłaś nie iść do toalety, mogłaś wytrzymać, wszystko jeszcze mogło się udać, gdybyś nie poszła się wysikać, wszystko mogłoby się udać, gdybyś nie poszedł po niej, a teraz, kiedy tak obok mnie przechodzicie naznaczeni dla siebie nawzajem piętnem tego, że właśnie sikaliście, to już pewne, że nic wam się nie uda, idziecie obok tacy sztywni i smutni oboje.


Pójdą dalej do jakiejś nieudanej restauracji, bo akurat stolik, zamówią dziwną kolację, bardzo zwracając uwagę na ceny – żeby nie za drogo ani nie za tanio, ona kieliszek wina, czerwone wytrawne, on wolałby piwo, ale też weźmie wino i nie będzie miał odwagi wziąć butelki, martwiąc się, czy mu wystarczy pieniędzy na karcie, żeby wstydu nie było. Potem pochwalą jedzenie, zjedzą, udając apetyt. On znowu będzie mówił, ona będzie dalej udawać, że ją to obchodzi, potem go może nawet na pożegnanie cmoknie w policzek, on potem będzie sobie wyrzucał, wracając samotnie do domu, że znowu nie miał odwagi pocałować, bał się, czy nie odepchnie. Ty tchórzu, powie sobie do lustra w garderobie.


Jej w metrze będzie smutno, że nie pocałował, patrzeć będzie na zakochane pary, ale może jednak lepiej, tak sobie będzie myśleć, może jednak lepiej, że nie pocałował. Ale mógł przynajmniej spróbować. Może mu się nie podobałam? Pewnie mu się nie podobałam. Potem napisze esemesa do przyjaciółki, że całkiem miły ten chłopak. Przyjaciółka zapyta, całowaliście się? Na to już nie odpowie, nie dzisiaj.


On w tym czasie zajrzy do lodówki, otworzy żywca, obejrzy serial na laptopie, potem włączy porno i zaśnie bardzo smutny w powalanej pościeli.


Ona jeszcze napisze do byłego chłopaka, który jest skurwysynem, ale którego ona ciągle trochę kocha, i zaraz pożałuje, że napisała.


Jutro oboje pójdą do pracy.


Kawiarnia literacka, polityka.pl,
Klick!!!

Jacek Gulczyński komentarzy: 0

Foto

Ludwik Cichy komentarzy: 0

W środku zimy, u progu dnia



To co się stało, mogłoby się równie dobrze i nie stać. I nic by się takiego nie stało z tego powodu. Ale to się jednak stało.



Ludzie już szli po zaśnieżonym chodniku na przystanek autobusu, który zaraz zabierze ich do pracy na cały dzień. Właściwie nie było już ciemno, a nawet było prawie jasno. Na oblodzonej ławce pływała czerwona rybka z tropików w niezwyczajnej szklanej bańce – ciekawe skąd tu się wzięła i po co?

Naprawdę ciekawe?


Pośpiesznie przechodzili obok  hetero i homo, pijący i nałogowo nie pijący, palący i rzucający, sportujący się i tylko odchudzający, uprawiający regularne życie małżeńskie i nie uprawiający. Tup. Tup. Tup, tup, tup...


Podjeżdżające autobusy połykały kolejne nadchodzące partie i dowoziły do miejsc, w których ludzie wysiadali i od razu wiedzieli dokąd mają iść i jak szybko, żeby nie podpaść spóźnieniem.


Ruch na chodniku prowadzącym do przystanku rozwożącego całe osiedle do zajęć ostygł po kwadransie, a po następnym zamarł kompletnie. Następne poruszenie miało nastąpić za niecałe pół godziny. Mróz zelżał do minus siedemnastu, ale na oblodzonej ławce czerwona rybka z tropików nie pływała już w  szklanej bańce. Wyglądała teraz bardzo ładnie, unieruchomiona w przeźroczystej lodowej bryle; nawet ktoś się zatrzymał i zastanawiał, czyby nie zabrać takie eleganckie coś do biura na szafkę. Ale ktoś drugi odradził, że zaraz się roztopi i tylko będzie śmierdzieć.


Trzy życzenia przegapione owego ranka, poszły się jebać. Nieodwracalnie.

Okruchy szkła, z rozsadzonej mrozem bański, uprzątnęło dopiero (paroma kopnięciami) dwóch młodych pijących na wiosnę. Podsuszony trupek w ogóle nie zwracał ich uwagi, wobec tematów, jakie mieli tu do poruszenia.


O czym właściwie jest ta opowieść?:

Większość nawet nie ma w życiu okazji żeby coś powiedzieć od siebie, coś stworzyć swojego, dobrego albo zaledwie wyjątkowego. Większość nawet nie wie, że coś takiego można by zrobić czy powiedzieć; po prostu wychodzi codziennie do pracy rano, wraca wieczorem, pouprawia trochę jakieś życie towarzyskie czy małżeńskie w przerwach od roboty, a pewnego dnia umiera. I nawet nie ma pretensji, bo się nie wiedziało, że taka okazja powinna być, i taka szansa powinna w życiu każdego człowieka istnieć.


Ilustracja,
Klick!!!

PORYSUNKI komentarzy: 0

Rysują

Kacper Zamarło & Company komentarzy: 0

Casting

Magdalena Danaj komentarzy: 0

Jak to się mogło stać?

Ada Karczmarczyk komentarzy: 0

Mówi oraz inne

Kuba Wojewódzki komentarzy: 0

Sypie



Celebryta to niszczący kulturę pasożyt.


Zadajmy sobie pytanie, czym tak naprawdę jest szoł biznes? To grupa ludzi, których powołaniem jest rozrywka. Aktorzy, scenarzyści, piosenkarze, literaci, reżyserzy, producenci. Czym jest szoł biznes w Polsce ? To Edyta Herbuś.


Krajowy szoł biznes ma twarz narcystycznego celebryty, którego jedynym sukcesem jest zajmowanie się sobą. Polski show biznes zamarzł w bezruchu. Stanął zadowolony w swej autoerotycznej bezmyślności. Tkwi na ściance otoczony fotoreporterami z radosnym poczuciem, że kariera i sukces to jest właśnie to, tu i teraz.


Dziś wielu moich kolegów ucieka od jakiejkolwiek przynależności do definicji szołbiznesu. Bo została ona okradziona ze znaczenia, z treści i wartości. W miejsce świętowania nowej premiery filmowej, nowej sztuki teatralnej, wartościowej literatury, czy nowej płyty mamy świętowanie kalejdoskopu tych samych uśmiechniętych statystów których banalne myśli i nie mniej banalne twarze zapychają medialny eter. Zamiast radości z przeżycia kulturalnego uniesienia na scenie teatru otrzymujemy sprawozdanie z faktu, kto wyglądał świetnie po porodzie, kto gorzej przed, a kto ubrał się w to samo co wczoraj, od czego gorsze może być tylko włożenie za dużych szpilek na za małe stopy.


Po premierze nowego filmu nie dowiadujemy się ani słowem, jak film wyszedł, ale komu wyszły majtki, dowiadujemy się, z kim sypia żona reżysera i czy główny aktor ciągle ma kochankę. Recenzje kulturalne zmarły śmiercią tragiczną. Relacje z artystycznych wydarzeń zabiła kronika garderobianego współzawodnictwa. Kto w co się ubrał, za ile a kto zaliczył masakrę modową i ile go to będzie kosztować.


Tabuny amatorów sensatów opisują amatorów uzurpatorów przy okazji zabijając kulturę.Tak jak długo będziemy oszukiwać siebie i widza, że oto są prawdziwe gwiazdy, tak długo będzie istniał cały przemysł internetowego hejtingu. Bo co jak co, ale Polak nie lubi jak się robi z niego durnia w żadnej sprawie. A na gwiazdach to on się zna tak samo jak na futbolu, medycynie i polityce.


Między redakcjami programów telewizyjnych, pomiędzy sekretarzami redakcji pism poświęconych pop kulturze, krążą coraz mniej tajne listy osób, które nie odmawiają nigdy. Dyżurnych przodowników pracy nic nie wnoszącego bełkotu. To ich gotowość odwrotnie proporcjonalna do refleksyjności i talentu, gotowość, by znowu sobą obdarzyć świat, powoduje, że obecność na okładce "VIVY" czy "GALI" staje się synonimem estetycznej rozpaczy. To ich nadmierne upojenie sobą zalewa nas z wszystkich kanałów, od telewizji porannej po pasma wieczorne.


Powstał gigantyczny biznes medialny, w którym zaczyna brakować aktorów. Gwiazdą staje się ten, który chce być gwiazdą i pójdzie na każdy układ. Opowie wszystko, wypowie się na każdy temat, zrobi sobie sesję z dzieckiem, narzeczonym, zwierzęciem, ulubionym meblem. Kiedy go do prasy, radia czy telewizji nie zaproszą, to nic straconego. Chętnie zafunduje nam swoją prywatność za pośrednictwem Facebooka czy Instagramu. I w obszarze mediów społecznościowych zauważalna jest ta sama tendencja. Im mniejszy kaliber postaci tym większa wylewność. Nowy narzeczony, świąteczna choinka, prywatne wakacje, służbowe cycki. Wszystko na sprzedaż.



Rodzi się podstawowe i lekko ambarasujące pytanie: po co oni to robią? Z głupoty, próżności, uzależnienia, strachu, czy może ze świadomości własnej nicości? Na polskiej pop kulturze pojawił się cień pasożyta, który ją deformuje i niszczy jej zdrowe komórki. To celebryta. Słowo wytrych i słowo postrach, które tłumaczy wszystko. Grupa średnio zdolnych, ale mocno zdeterminowanych na medialną obecność pierwotniaków wyznacza w Polsce standardy, kto jest człowiekiem sukcesu. Ilość okładek nie ma nic wspólnego z ilością jakichkolwiek dokonań. Ilość medialnych publikacji staje się jedynym dowodem istnienia. Słowo kariera zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do słowa karykatura.



Kiedyś rubryka towarzyska była dodatkiem do kultury, dziś kultura jest dodatkiem do rubryki towarzyskiej. Powstał układ zamknięty, w którym grupa kilkunastu osób sprowadziła polski szoł biznes do dyskusji plotkarzy z płotkami. Tym samym świat ten dogonił świat krajowej polityki, czyli ludzi zdefiniowanych do zajmowania się głownie sobą.



Jak mawiał Bertrand Russell: gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie. Wesołego kolejnego roku.

Całość,
Klick!!!