23 czerwca 2017, piątek
Raz Dwa Trzy komentarzy: 0

W wielkim mieście

Aleksander Jansson komentarzy: 0

Gwiazdka w drodze

Emeli Sande komentarzy: 0

Nowa Emeli, polecamy: Beneath Your Beautiful

Facebook komentarzy: 0

Kętrzowski na dziś

Raczkowski w Przekroju komentarzy: 0

Fragmenty wyjęte z wywiadu z Markiem Raczkowskim




(...)
Stąd ta radykalizacja poglądów i podziały społeczne w Polsce?

Moim zdaniem to jest wszystko nasza wina. Lekceważyliśmy wielu ludzi, wyśmiewaliśmy ich, przezywaliśmy „moherowymi beretami". Żaden człowiek się nie pogodzi z tym, że jest do dupy, że ma siedzieć cicho i głosować na Platformę. Więc nagle przychodzi człowiek, który mówi, że ich kocha, a oni mu oddają wszystko, co mają, i w niego wierzą.
(…)

 

A nas ciekawi twoja empatia. Nie dzielisz ludzi na tych, co na prawo, na tych, co na lewo, na wyznania... To kto jest, według ciebie, złym człowiekiem?

Moja miłość do ludzi kończy się mniej więcej na Arturze Zawiszy i AntonimMacierewiczu. Skóra mi cierpnie, kiedy słucham Macierewicza.


U niego widoczna jest nieustanna potrzeba „namierzania wroga". Skąd się bierze ten polski głód wroga?

Z braku dystansu, z prostoty. Z kulawej edukacji w Polsce. W głupich szkołach głupie nauczycielki udzielają dzieciom głupich odpowiedzi. Jak kogoś nie zmusisz do myślenia, to nie będzie myślał. Jak sądzicie, dlaczego emocje, na przykład strach, powodują przyspieszone bicie serca? Dlatego, że mózg zużywa energię. Więc myślenie też jest fizyczną pracą, wysiłkiem, a człowiek ze swojej natury wysiłku unika.
(…)


Porozmawiajmy o wstydzie. W książce mówisz: „Jesteśmy krajem, w którym dzieją się same niepoważne rzeczy. To jest może fajny temat do rozmów i rysunków, ale jednak jest mi trochę wstyd". Dlaczego ci wstyd?

Nie wiem, czy dziś bym się pod tym wstydem podpisał. Ten wstyd to jest właściwie forma retoryczna. Głupio mi, że żyjemy w kraju, w którym istnieje wyłącznie prawica, w którym lewica jest urojeniem prawicy. Bo w Polsce wszyscy, chcąc nie chcąc, musimy należeć do lewicy wymyślonej przez prawicę.
(…)

 

Mówisz, że lewica nie istnieje. A wiesz, że prawica sytuuje cię w obrębie lewicy. Co z tym zrobisz?

Prawica z definicji potrzebuje wroga. Najpierw sama ustala kryteria i według tych kryteriów mianuje wroga. A ponieważ my nie jesteśmy tacy wyszczekani – bo nie drzemy mordy, nie dzwonimy do telewizji, nie wysyłamy SMS-ów do „Szkła Kontaktowego", generalnie nie zajmujemy się takimi rzeczami – nie mamy wpływu na to, co o nas mówią.


Jeszcze jeden cytat. „Polska to jest taki kraj, w którym, jeśli ktoś nie doświadczył w życiu jakiejś patologii, traumy, to jest upośledzony". Doświadczyłeś traumy?

W pewnym momencie zaczęło mi się wydawać, że chociaż wywodzę się z pokolenia, które nie doświadczyło wojny, zostałem wychowany w etosie walki. Pamiętacie piosenkę „W Polskę idziemy"? Gdzie ten mężczyzna musi pokazać jakieś blizny, żeby legitymizować swoją męskość. A to wszystko jest tak naprawdę próbą wytłumaczenia się z niepowodzeń, zwalenia na kogoś swoich słabości. Zrobiłem kiedyś taki rysunek: „Co wpisać w rubryce »znajomość języków obcych«? Napisz coś o trudnym dzieciństwie". Każdy, komu się nie udało w życiu, chętnie przyjmie każde usprawiedliwienie, że to nie jego wina. Że to jakiś spisek, ktoś mu przeszkodził, nie pozwolił. Można to zwalić na dowolny system. Dlatego ludzie, którym się powodzi, są dla mnie bardziej wiarygodni.

Całość w Przekroju, Klick!!!

Facebook komentarzy: 0

Prace ręczne

Grażyna Łobaszewska komentarzy: 0

Piosenki z błyszczykiem

Piotr Czerski komentarzy: 0

Czerski idzie do lekarza

 

Nie nachwalę się tej naszej służby zdrowia. A było tak. Budzę się o trzynastej i czuję, że nic nie czuję. Odczekałem jeszcze trochę i pomyślałem: no dobra, podsumowując. Znasz się nie od dziś. To jest poważny epizod depresyjny, to się ciągnie, to samo nie przejdzie. A tu dookoła od celów jest aż gęsto, aż się mnożą te cele w ogóle, aż jeden za drugim następuje. To nie jest czas na depresję, to jest czas na krytyczne rozpoznania rzeczywistości, na organizowanie, na budowanie, na mądre kompromisy. To nie jest świat dla chorych ludzi, tu trzeba zarabiać pieniążki, spierać się o pryncypia. Tu o coś musi chodzić. Musisz wybrać życie, wybrać pracę, wybrać karierę, wybrać rodzinę. Czterdziestosiedmiocalowy telewizor, konsolę do gier, wczasy w Afryce Północnej. No więc wiesz, że to będzie bardzo, bardzo trudne, ale musisz wstać, ubrać się i pójść. Daleko nie masz, Srebrniki za płotem, powiesz co i jak, dostaniesz receptę, zrealizujesz receptę, odczekasz parę dni, wstaniesz, otrzepiesz pył z kolan. Z nową energią przystąpisz do tłuczenia buców i wypełniania ubytków rzeczywistości. Tak sobie powiedziałem i powtarzałem to przez jakieś trzy kwadranse, żeby weszło. No i w końcu, jak ten Jezus z grobu, tak ja z domu. Mróz, że szkliwo trzeszczy. Polska w budowie, głębokie wykopy, nieczynne przejścia. Śnieg, szadź i gołoledź. Wejście nieoznakowane. Ale panbóczek prowadził, to latarnią poświecił, to znowu księżycem. Dotarłem na izbę przyjęć, usiadłem, znużone czoło oparłem o podłogę. Siedzę, czekam. Jarzeniówki trupie, ale kaloryfer ciepły. Czego chcieć więcej. Czekam. A życie, jak to życie, toczy się niespiesznie jak kamień młyński u szyi. Raz sanitariusze z młodym w kaftanie, a znowuż za moment tajniacy z heroinistą na zgięciu. (Bardzo uprzejmi, jakby z kumplem przyjechali: "weź, stary, przestań z tą heroiną, bo się zajebiesz" - mówią mu, a on: "no wiem, kurwa, ale co zrobię, na metadon czekam, a póki co za trzysta dziennie muszę"). A to znowu miejscowy sanitariusz wchodzi, buty otrzepuje i "kurwa, ależ ten mróz piździ" - narzeka. A ja sobie siedzę, smutny, cichy i nieznaczny, z czołem troszkę na podłodze, a troszkę na ścianie. I słucham sobie, jak ktoś gdzieś wrzeszczy co jakiś czas krótko, przeraźliwie i regularnie jak w zegarku. Wchodzą, wychodzą. Raz akurat nikogo nie było, drzwi od gabinetu się otwierają - myślę sobie: "no może teraz", ale lekarka tylko pyta, czy ja czekam. "Czekam" - mówię. A naprawdę nie jest mi łatwo mówić. Ale: "aha" - mówi tylko lekarka, zamyka drzwi i sobie idzie. Po czym przywożą schizofrenika, następnego heroinistę i miłego starszego pana w bluzie z bardzo długimi rękawami. No i siedziałem tak dwie godziny, po czym pomyślałem: "nie no, kurwa, co ja tu, kurwa, do białego rana mam tak siedzieć z wariatami? A pierrrdolę to wszystko serdecznie, głodny jestem jak kurwa po dyżurze, idę coś zjeść". Wstałem, powiedziałem: "To co, to wesołych świąt" i poszedłem. No i co - wyleczyli? Wyleczyli! I to bezkosztowo, panie Mietku, bezkosztowo!

Klick !!!




Klick !!!