19 listopada 2017, niedziela
Marek Raczkowski komentarzy: 0

Rysuje

Redakcja komentarzy: 0

2012 dowcipów mijającego roku, część pierwsza - piłkarska






- Łuuuuuuu...!!!



Miś polski
albo miś Polski


Klick !!!




Klick!!!

 

 

Janek Koza Rysuje:


Klick !!!



Janek Koza Rysuje:


Klick !!!



Marek Raczkowski rysuje:


Klick !!!


Ciąg dalszy jutro, po obiedzie.

 

Redakcja komentarzy: 0

2012 dowcipów mijającego roku, część druga - cacanki rządowe






- Łuuuuuuuu...!!!



Janek Koza rysuje:


Klick !!!



Cezary Krysztopa rysuje:


Klick !!!



Janek Koza rysuje:


Klick!!!



Cichy&Parda:

Dżentelmeni rozmawiają wyłącznie o pieniądzach





Andrzej rysuje:


Klick !!!



Andrzej Mleczko rysuje:

Klick !!!




PORYSUNKI:


Klick !!!


Ciąg dalszy jutro, po obiedzie.


Redakcja komentarzy: 0

2012 dowcipów mijającego roku, cz. 3 - kultura i rozrywka czasu wolnego






- Łuuuuuuu...!!!



Janek Koza rysuje:


Klick !!!




Rysunek z albumu Katarzyny Brzezińskiej (fb)



C&C:
Znowu do tego teatru...





Antek Wajda rysuje:


Klick !!!


Marek Raczkowski rysuje:


Klick !!!




Marek Raczkowski rysuje:

Klick !!!


Redakcja komentarzy: 0

2012 dowcipów mijającego roku, cz. 4 – za chlebem






- Łuuuuuuu...!!!



rysunki.bardzofajny.net:



Klick!!!



rysunki.bardzofajny.net:


Klick!!!



Janek Koza rysuje:


Klick !!!



Piotr Świderek rysuje:


Klick !!!



PORYSUNKI: Urząd Pracy


Klick !!!



Angielski, to proszę pana...

|


Redakcja komentarzy: 0

I już podsylwestrowo troszkę

Folga, Jankowski, Kubik komentarzy: 0

Kawałek Podlasia

Zygmunt Haupt (1907 - 1975) komentarzy: 0

Deszcz (opowiadanie)









Opowiadanie Zygmunta Haupta możecie przeczytać w „Morelach i Grejpfrutach” dzięki życzliwej przychylności Janusza Drzewuckiego (Redaktor Naczelny SW „Czytelnik”)

 



Deszcz

 

Niektóre sprawy zapamiętuje się w życiu na zawsze.


Pamiętam na przykład jeden deszcz. Musiałem być przez jeden dzień w tym miejscu obcym, nie znanym mi dotąd, byłem tam przez cały dzień i deszcz padał przez dzień cały, i zaledwie ustał nad wieczorem.


Kiedy przyjechałem tam rano, wcześnie, to przyjechałem już za tego deszczu. To było lato i ciepło i nic właściwie nie dolegało owego dnia, tylko deszcz. Było zielono: jasna zieleń wczesnego lata, jasna, srebrzysta i dlatego srebrzysta, że była zaciągnięta szarugą tego deszczu. Na stacji kolejowej trzeba było poczekać, może na to, ażeby ten deszcz trochę przestał tak padać, bo nie było nań rady – deszcz ulewny, ciągły. Potem, jak miałem tam pobyć cały dzień, to i przyzwyczaiłem się do tego deszczu, jakby należał on do krajobrazu, jakby tu nie miało nigdy być co innego, tylko deszcz. Bo ani przedtem tam nie byłem nigdy, ani potem. Mogłem sobie domyślać się, jak tam było za sucha, za pogody i słońca, ale wtedy, kiedy byłem, to był deszcz i zielono. Pamiętam zieleń tego miejsca, jakby zieleń ta, jak farba przez ten deszcz rozpuszczona, zafarbowała wszystko na zielono.


Powiedziałem tu przedtem: szaruga. Otóż nie, nie była to szaruga. Było coś świeżego, żywego w tym deszczu: padał prosto, nie zacinał, nie zalewał szyb okiennych ani ścian, ale w jakiś stanowczy, zdecydowany sposób, gdzie tylko było obrócić oczy, leżał pionowo na tym zielonym krajobrazie z zieleni drzew.

Ciąg dalszy, Klick !!!


Raz Dwa Trzy komentarzy: 0

W wielkim mieście