26 lipca 2017, środa
Redakcja komentarzy: 1

Kawałek nowej Masłowskiej





Wszyscy już pewnie przeczytali, co tak czekali na nowe masło, a ci co nie wyczekiwali, niech tam się chociaż otrą o kawałek klasyki (którą przecież jest Kochanie, zabiłam nasze koty, nowa powieść Doroty Masłowskiej, wydawnictwo Noir sur Blanc, 2012), żeby choć wiedzieli czego tak bardzo nie lubią
.





Rozdzial 4

(fragment)


To zresztą takie typowe, bardzo często tak się zdarza.


Zupełnie inaczej niż mężczyźni, ci rozmiłowani w rozgrywkach, konkursach, we wszelkiego typu „ja mam bardziej" wojownicy, kobiety uwielbiają uciąć sobie partyjkę w ,,mam tak samo". Wpadłszy na siebie, dniami i nocami potrafią rozprawiać i zapewniać się w bliźniaczym podobieństwie doświadczeń i przeżyć; nawet ich fizjologia gustuje w siostrzyńskich przymierzach, synchronizując im cykle miesięczne. Wtedy popijają smakowe kawki i dziwują się w nieskończoność cudownej paralelności swoich traum, gustów kinowych i ulubionych jedzeń; chcą podzielić sprawiedliwie między siebie swoje klęski, swoje triumfy, swoje spirale. ,,Jeśli mnie lubisz, masz tak samo" — deklarują sobie w tej niemej przysiędze dozgonnej empatio-symetrii. Naciągają fakty, adiustują detale, przemilczają różnice, przycinają wspomnienia, mówią jednym językiem, by po paru tygodniach preparowania wszelkich dowodów na swoją bliźniaczość same w nią uwierzyć.


We dwie raźniej !


Ale niech raz która kiedyś powie: ,,mam zupełnie inaczej" albo „ ja to nie lubię koziego sera". Niech podniesie rękę na tę słodką symbiozę idylliczną, pachnącą pudrem i gumą Orbit programową jedność. Przerwie korowód empatii, odedrze od siebie siostrę syjamską jak nieważny kupon. Niech któraś nagle wyjdzie za mąż, a druga zostanie panną, niech jedna zacznie głosować na ugrupowanie prawicowe, choć druga deklaruje liberalizm, ta misterna, lecz chwiejna konstrukcja wpada w złowrogi dygot, by często w ciągu paru chwil złożyć się jak domek z kart, jedno szczęście, że nikt w nim nigdy nie mieszkał.

(...)

Inteligencja jest sexy komentarzy: 0

Zajrzyj do odpowiedniego słownika i sprawdź o co laleczka pyta paluszek

Asaf Avidan komentarzy: 0

Pewnego dnia, na przykład dzisiaj...

Redakcja komentarzy: 0

O dwóch takich, co zrobią ci 10 minut

rysunki.bardzofajny.net komentarzy: 0

Ogłoszenie

Adam Wajrak komentarzy: 0

W puszczy jest teraz tak

Redakcja komentarzy: 0

Ktoś ma chwilę na dzień kobiet w poniedziałek może?

andrzejrysuje.pl komentarzy: 0

Niedzielne powroty

Monty Python komentarzy: 0

Kawał

Sylwia Chutnik komentarzy: 0

Home sik, matka sik




Tekst jest fragmentem opowiadania "Biedne dzieci patrzą na biednych dorosłych" z antologii "Nie pytaj o Polskę" wydawnictwa Amea, Kraków 2009.

Rysukek: Tomasz Bohajedyn






Sylwia Chutnik

Home sik, matka sik


Najbardziej bym chciała, aby mój syn był żołnierzem. Nie wyobrażam sobie, aby nie chciał iść do jakiegoś powstania. Kilka już było w naszym mieście, no ale jego nie było, więc nie mógł na nich być. Lecz gdyby tylko, zaraz, wybuch jakiś i zbiórka z generałem - o, już ja bym malca dopilnowała, aby pierwszy w szeregu się stawił. Mundurek mu już taki uszyłam, zgrzebny, choć elegancki nawet. Wewnątrz ma ukryte kieszenie, aby schować w nich rozkaz, krzyżyk i kromkę chleba. W Empiku sprzedawali ostatnio nawet hełmy na dziecięce główki. Kupiłam kilka, na zapas. Obkleiłam dla pewności grubą warstwą paper mache, aby mu główka nie pękła od zagubionej kuli.


Ja to lubię takie rezolutne maluchy. W piaskownicy sypią piachem, w przedszkolu kradną zabawki i gryzą innych. Taki to sobie i na wojnie poradzi. A jak nie poradzi, to już mu mamusia tyłek spierze pasem, że się chłopiec zastanowi nad sobą i pewne sprawy przemyśli.


Chlebak ma po dziadziusiu, który szedł jeszcze z Napoleonem, i potem jeszcze dwa razy na Syberię i z Piłsudskim i potem z Borem-Komorowskim. Wszędzie był! A co sobie świata chłopina nazwiedzał, że to głowa mała. U nas tradycje domowe są patriotyczne i ja sobie osobiście nie wyobrażam inaczej, aby syn nie był jakim wojskowym. Tylko żeby w papierach nie wylądował i służby zza biurka nie prowadził. O nie, to dla mężczyzny zbyt babska robota. Żołnierz musi śmierdzieć, musi walczyć, musi wiedzieć co to front. Bo bez tego to już różni pozapadali w choroby, zapili się i zabili nawet. Także nie, dziękuję, my rodzina porządna i uzależnień tolerować nie będziemy.


Dzieciak normalnie pójdzie się bić, coś tam sobie wybierze już sam. Czy to kontyngent, czy to jakiś konflikt mniejszy. Albo w domu spokojnie poczeka, to się znajdzie zaraz jakiś przewrót. Najpewniej to od Zachodu będzie szło, jakieś niepokoje. Takie mam przeczucie. Na wszelki wypadek zakupiłam już bilet na samolot do Berlina, tylko się miejscówkę zabukuje w odpowiednią porę i synek będzie pierwszy. On zawsze taki pierwszy. Jak pani w grupie pyta o coś, to on od razu rączkę do góry. Trochę się jąka, taki nieśmiały troszkę. Więc zaraz zapomina, co chciał powiedzieć. Ale ja mu tyle razy powtarzałam, że ma być wszędzie pierwszy i nieważne, co i jak, ale łapa do góry. Ludzie mają widzieć, że z byle jakiego domu nie pochodzi i swój rozum ma. Poza tym: jak na wojnie będą rozdawać prowiant, to jakby stał na szarym końcu, to co by dostał? Nic by nie dostał! Kostki do ogryzienia.



Dalek, Klick!!!