23 czerwca 2017, piątek
Tomás Taure Alonso komentarzy: 0

Buzi!

Ludwik Cichy komentarzy: 0

Szybka baja (pod wpływem królika Michaela Sowy)




(22. sierpnia 2012)|

Królik


Trzypokoleniowe, bardzo wieloosobowe spotkanie rodzinne, z obowiązkową sielską atmosferą beztroski i bezpiecznymi rozmowami jak u terapeuty, powoli, ale nieuchronnie doprowadzało go do punktu, za którym jest szał. Zjadł jeszcze śledzia w czymś czerwono-ostro-piekącym (było 7 rodzajów śledzi, a każdy w czymś, i każdego - by skomplementować jak oczekiwały kolejne autorki – musiał najpierw zjeść) po czym  wyobraził sobie, że jest królikiem, daleko stąd, na przykład w środku miasta.

 

Dla królika to bardzo niebezpieczne zajęcie, znaleźć się w środku wielkiego miasta. Zwłaszcza, gdy się tego nie spodziewa i nie jest na to w ogóle przygotowany, bo przecież wydaje mu się, że to nie dzieje się naprawdę, bo jakim cudem niby? W dodatku królik jest czerwony i ma na sobie kubrak dziadka, który włożono mu z powodu otwartego okna.

 

Postanowił wyglądać na kogoś, kto po prostu idzie sobie do punktu skreślić totka systemem albo chybił-trafił. Punkt był zamknięty. Chwilowo skończyły mu się pomysły. I gdy tak sobie stał…
- Królik! – … usłyszał znajomy dziecięcy głos. – Czerwony! I w płaszczu!

Poczuł jak łapa zaciska mu się na karku i unosi do góry.

– Fuj! Ale capi śledziami ta świnia! – już przypomniał sobie ten głos – należał do nieulubionego syna jego aktualnej kobiety i najbardziej rozwydrzonego gówniarza na jakiego natknął się w swoich pozamałżeńskich wyprawach.

- Zostaw! To może być chore! – wrzasnęła aktualna kobieta/matka.

- Zobacz mama jak jedzie rybą! – widział teraz z bliska znajomy nos i rozchylone usta z mistrzowską koronką na prawej górnej jedynce.
- Wywal to! Nie wiadomo kto się tym bawił. Chcesz się zarazić?!

- Okay! Zobaczymy czy króliki lądują na cztery łapy jak koty – poczuł że spada, a potem walnął o betonowy chodnik i zanim zdołał się pozbierać łapa znów uniosła go do góry.

- Wygląda jak żywy, ale nie widzę pilota, kluczyka też nie dali… – łapsko obmacywało go teraz - … coś tu się musi wciskać może…? - piekący ból palucha ładującego mu się w oko był nie do wytrzymania, naprężył się i zaczął drapać pazurami i gryźć rękę oprawcy.

 

 

Uścisk rozluźnił się, tym razem udało mu się opaść na cztery łapy, pognał przed siebie jak oszalały. Słyszał jeszcze oddalające się głosy:

- Ugryzł mnie! Ta świnia jedna! Zobacz mama!
- Mówiłam żebyś nie dotykał parcha! Szybko! Idziemy to przemyć. Na pewno był chory, od razu było widać jak śmierdzi, trzeba wiedzieć co dotykać, a co…


Nic więcej już nie usłyszał, bo pędząc szybko przekroczył granicę słyszalności, ale i tak przyspieszył i obejrzał się za siebie… Walnął z rozpędu w betonowy słup ogłoszeniowy z wielkimi plakatami o jutrzejszym występie światowego gitarzysty. Siła zderzenia ogłuszyła go.


- Możesz nie mieć głowy do takich spotkań – znajomy głos spowodował, że otworzył oczy. – Wciąż w tych rozjazdach, koncerty… a my tutaj… sam wiesz, jak to jest.

- Nie, nie – powiedział szczerze, co właśnie myślał.

- Może kieliszeczek pozwoli ci jakoś to przetrzymać, co my tutaj… - twarz teścia ładna jak sama bozia teraz, dalej zachęcała przepraszającym tonem.

- A wiesz, że chętnie…? – przystał szczerze.

- No, to zdrowie!

- Zdrowie! Wasze zdrowie – dołączył do toastu i uśmiechnął się do wszystkich najładniej jak potrafił.


Klick !!! do ilustracji

Paweł Kuczyński komentarzy: 0

Rysuje

Ludwik Cichy komentarzy: 0

Baja dla Piotra, co nie jest już małym chłopcem, więc przeważnie nie podoba mu się to, co podoba się wszystkim.


Ilustracja,
Klick!!!

- Lisy są fajne. Wszystkie rude. A w mojej wsi ruda jestem tylko ja… - powiedziała Ivon.

- Znowu nie poszłaś do szkoły… - domyślił się lis.

- Nie lubię się uczyć tego co wszyscy – wytłumaczyła Ivon.

- Bo…?

- Nie chcę być taka jak oni.

- Bo…?

- Chciałabym być taka jak ty – powiedziała Ivon.

- Nawet ja sam nie chcę być taki jak ja – powiedział lis. – Lisy są niefajne.

 

Ivon oderwała wzrok od głębokiej panoramy skłaniającej do westchnień i spojrzała na siedzącego obok.

- Zapytaj pierwszej lepszej głupiej gęsi, a powie ci dlaczego lisy są niefajne – poradził lis, gdy wzrok napotkał wzrok.

- Gęsi nie są głupie; są fajne na swój sposób – powiedziała Ivon.

- Gęsi są smaczne, bardzo…

 

Rozległ się skrzek sokoła i przez chwilę oboje obserwowali jak ptak wznosi się coraz wyżej, a potem pikuje znienacka i znika gdzieś w dolinie.

 

- Nazrywałam trochę kwiatów dla ciebie, zobacz – powiedziała Ivon.

- Lubię kwiaty – lis z przyjemnością spojrzał na bukiet. – Są pożyteczne, dobrze mnie maskują gdy się skradam.

- Kwiaty są piękne przecież!

 

Przez chwilę milczeli. Ivon patrzyła na białe obłoki nad szczytami, a lis na zagajnik świerków, w którym coś się poruszyło.

- Hm… prawie nic o mnie nie wiesz – powiedział lis. – Jak można pragnąć być kimś, o kim nie wie się nic? - zapytał jeszcze a potem zerwał się i pokłusował w stronę świerków. Gdy był blisko, przywarł do ziemi i zaczął się skradać do tego, co się w nich ruszało, nieświadome bliskości lisa.

Jakobe Mansztajn komentarzy: 0

o języku. który to już raz



28 lipca 2012


[161] od dawna mnie to frapuje. zwykle przed pisaniem, zanim usiądę do tekstu i zacznę – jak to się mówi – przelewać na papier czy też – jak to się mówi jeszcze inaczej – męczyć bułę, mam w głowie gotowy tekst. jest czytelna myśl i wyważona linia narracji, melancholia jak w czeskim filmie swobodnie przeplata się ze śmiechem, nie ma pretensji ani napinki, jest uczciwy autor i mimo że ciągną go w bramę koledzy-dygresje, zapraszają do tańca koleżanki-woltyżerki, to idzie prościutko, prosto do pointy, która po cichu rozrywa czytelnikowi serce. takie teksty mam w głowie, karteczko papieru, zanim zacznę pisać. proste i uczciwe. a potem zwykle coś się dzieje.


od dawna mnie to frapuje, to moje własne wyobrażenie wyobrażenia czytelnika na mój temat i to, jak mocno sam siebie trzymam za gardło, żeby ci czegoś nie powiedzieć albo nie powiedzieć niedbale. to zmienia wszystko, kartko papieru, całą relację między nami. zamiast obracać kamień w przełyku, autor zaczyna się stroić, poprawia czuprynę, wchodzi w kalosze swojego o sobie mniemania, ależ to głupie. przeglądam stare wiersze i zdaje się, że nie powiedziałem choćby połowy tego, co zamierzałem, i nie wiem, po jaką cholerę mówię ci o tym teraz. być może po to, żeby się usprawiedliwić, samego siebie przed sobą rozgrzeszyć: zawsze miałem dobre intencje, fiszko, biała karteczko, i teraz, w czasach wojen, naporu, już tylko o tym myślę, jak daleko jesteśmy od siebie – ja, który piszę, i ty, która właśnie przeczytałaś.

jakobe.art.pl
, Klick!!!

Andrzej Rysuje komentarzy: 0

Chyba

Magdalena Danaj komentarzy: 0

Złote interesy w parapaństwie

Sarkazmer komentarzy: 0

Nie dotyczy Polski, rzecz jasna, bo każdy Polak ma opinię, a nawet jest specjalistą, co zna się na wszystkim

Michael Sowa komentarzy: 0

Jeszcze trochę i wszystkie odlecą do ciepłych krajów

Redakcja komentarzy: 0

Ssaki (mammals)