26 czerwca 2017, poniedziałek
Jerzy Pilch komentarzy: 0

O katastrofie


Brak jakichkolwiek śladów zamachu nie dowodzi braku zamachu, dowodzi perfekcyjności zamachu. Z takim podejściem nie wygrasz nigdy.

 



Nie ma co ukrywać, że - jakkolwiek to brzmi - jestem

szczęściarzem, bo nie tylko pochodzę z miasta

w którym urodził się Adam Małysz, ale mam kuzyna

Adama Pilcha, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

Bo z tego, co widzę, wielu kolegów literatów, mniejsza

o nazwiska, dałoby niejedno, żeby w tej katastrofie zginął

im a to szwagier, a to żona, jakiś sąsiad przynajmniej.

Stąd kult katastrofy, bicie (bardzo pogańskie, choć

niby katolicy to czynią) pokłonów katastrofie, dawanie

jej nominacji na przeżycie pokoleniowe, na początek

jak nie nowej ery, to nowej historii Polski.

 

Głosi pan profetycznie, że to się nigdy nie skończy.

Z każdym rokiem rzecz będzie gęstnieć mitycznie i nabierając

zupełnie obłąkańczych mocy. Znaczne obszary genetycznej

polskiej antyrosyjskości będą na niej

wzrastać, owocować i czerpać życiodajne soki. I bez

względu na to, co powiedzą spece od katastrof, pozostanie

ona katastrofą tajemniczą, dziwną i straszną.

Głód apokalipsy mało kiedy maleje. I nie ma ludzkiej

siły, żeby to naprostować. Szkoda wdawać się

w polemiki. Brak jakichkolwiek śladów zamachu nie

dowodzi braku zamachu, dowodzi perfekcyjności

zamachu. Z takim podejściem nie wygrasz nigdy.

(...)

Fragment myśli Jerzego Pilcha,  zapisanych przez Dorotę Wodecką w Magazynie KSIĄŻKI nr 2/5
Ilustracja: Mezzapelle Deriu,
Klick!!!

Janek Koza komentarzy: 0

Polityka

Mitra Tabrizian komentarzy: 0

26 niepalących oraz trzeźwych - więc tryskających bardzo zdrowym humorem - facetów

Claudia Rogge komentarzy: 0

Aktywność sposobem przeciwdziałania wypoczynkowi!

Borsos Dávid komentarzy: 0

Punk śniadaniowy

Charlie Chaplin komentarzy: 0

Okropnie stary film z 1936 roku, ckliwie rozmiękczający, w dodatku niepokolorowany...

Niv Rozenberg komentarzy: 0

27 x 45

Jerzy Pilch komentarzy: 0

O piłce rozmawia z Dorotą Wodecką, w Magazynie Książki


Publiczne przyznanie się do braku ciekawości dla piłki uchodzi, droga pani, za znak intelektualnej wyższości. To jest zgubny klasowy zabobon - mówi pisarz Dorocie Wodeckiej.




Dużo miejsca w „Dzienniku" poświęcił pan piłce. Nie ma ważniejszych spraw?

Całe mnóstwo. Codziennie słyszałem, że jest mnóstwo ważniejszych spraw od piłki. Codziennie słyszałem, że premier jest infantylny, bo biega po boisku. I jeszcze się z tym afiszuje, a powinien się skrywać. Każdy naród byłby dumny ze sprawnego fizycznie, interesującego się piłką nożną przywódcy, z wyjątkiem Polaków, z wyjątkiem – dokładnie rzecz ujmując – polskich prawicowych rygorystów. Dla nich publiczne przyznanie się do braku ciekawości dla piłki uchodzi, droga pani, za znak intelektualnej wyższości. To jest zgubny klasowy zabobon. Kto jako dziecko nie wychował się na podwórku, ergo nie pograł tam w piłkę, ten na starość ma kompleksy. Krwawe. Kompleksy + władza = pożar.

   Czy moje rozległe pisanie o piłce było rodzajem polemiki z takim myśleniem? W jakiejś mierze tak.

   Pani i niestety nie tylko pani zdaniem intelektualiście nie powinni interesować się tak gminną dyscypliną jak futbol. Tymczasem takie zainteresowanie świadczy o wielu ciekawych rzeczach, np. kształtuje często u intelektualistów niepewny patriotyzm, uczy czci dla – masowo na każdy ważny mecz przywdziewanych – barw narodowych, przypomina słowa i nuty ważnych dla wspólnoty pieśni...


I "ćwiczy w dzielności, twardości, przebiegłości, a wreszcie - jak zauważył grający swego czasu na bramce Albert Camus - moralności".

- Niech pani nie udaje, że wie, o czym rozmawiamy. Pogrąża to panią. Camus Camusem. Pisarz wielki, ale - owszem - w piłkę grał na bramce. To jest zawsze trochę dwuznaczne, bo może był za słaby w polu, a może był tak dobry, że jako bramkarz kierował grą. Nie wiem.

   Piłkarze nie są od intelektualnej rozrywki. Oni dostarczają prarozrywkę. Spotkania piłkarskie są metaforą bitwy, zwłaszcza te o podtekście politycznym. Dość wspomnieć słynny mecz, nie piłkarski akurat, ale hokejowy, Rosja - Czechy po inwazji. Toż to było prawdziwe pole bitwy, przy użyciu kijów, w hełmach i w zbrojach. Piłka nożna rozgrywana na trawie jest bitwą pod Grunwaldem i jak każda bitwa zawsze uruchamia niesamowite pokłady głębinowych emocji.


Piłkarskie bitwy to jednak zwykle przegrywamy.

- Historycznie rzecz ujmując, historia polskiej piłki wygląda następująco: krótko przed wojną udział w mundialu i cztery bramki Wilimowskiego w meczu z Brazylią przegranym 5:6. Po wojnie nic, marnie idzie. Pierwszy znaczący sukces to zwycięstwo nad Związkiem Radzieckim na Stadionie Śląskim w 1957 r. i dwie bramki Gerarda Cieślika strzelone Jaszynowi. Do dzisiaj jest to...


Do dzisiaj się pan uśmiecha.

- Bo to jest wydarzenie! Wygraliśmy z Ruskimi! Kibice Cieślika na ramionach z w triumfalnym pochodzie nieśli! Potem znów kilkanaście (nie licząc europejskich triumfów Górnika Zabrze) postnych lat i wreszcie wiek złoty! Złoto na olimpiadzie '72, rok później Grunwald Grunwaldów, czyli zwycięski remis na Wembley, awans do mistrzostw świata i srebrny medal. Następny mundial i piąte miejsce drużyny Gmocha. Rok 1982, czyli kolejny, i tym donioślejszy, że w stanie wojennym odniesiony, zwycięski remis z Ruskimi w ćwierćfinale i trzecie miejsce zespołu Piechniczka.


I od kilkudziesięciu lat nic. Pan też nie wierzy w żadną losu odmianę, bo pisze, że wszystko jedno, czy polscy piłkarze nie wyjdą z grupy na Euro w koszulkach bez orła, czy z orłem.

- Orzeł został tak zdewaluowany, że nie ma najmniejszego znaczenia. Dziś każdy na każdym straganie orła może nabyć i gdzie zechce przylepić. Za moich czasów nie do pomyślenia. Orła mogli nosić na dresach tylko reprezentanci kraju i od nich aż łuna biła.

   Z orłem wszelako czy bez - lepiej, by Polska wyszła z grupy i doszła choćby do ćwierćfinału, bo wtedy wybaczone zostaną niedociągnięcia organizacyjne. Tak jak teraz Polska jest w budowie, tak po Euro czeka nas Polska w przerwanej, w nieukończonej budowie, i to dopiero będzie atrakcja. Teraz praca wre, bo termin, ale potem? Pali się? Całe dekady wykańczania tego, co miało być gotowe w czerwcu 2012. Ale jeśli Polacy zrobią wynik i staniemy się europejską potęgą piłkarską, to wtedy latami rozkopane pobocza, latarki ręczne zamiast świateł i krzesełka zamiast linii ciągłej nie będą ważne. Przeciwnie: będą czczone.

(...)


Źródło: Książki, magazyn do czytania,
Klick!!!

Cała rozmowa w papierowym wydaniu magazynu Książki, za 9,99 zł

Redakcja komentarzy: 0

Do Euro aż 25 dni, a do dnia dziecka 18