22 sierpnia 2017, wtorek
Facebook komentarzy: 0

Rysunek

Antek Wajda komentarzy: 0

Niespodzianka wyborcza

Redakcja komentarzy: 0

Kup psa!

Tekst: Marta Fox, ilustracja: Vladymir Agapov


Vladymir Agapov
Klick!!!

DLA KOBIET POSZUKUJĄCYCH TOWARZYSZA ŻYCIA

Oto, co dostałam dziś w poczcie i po małej modyfikacji, upubliczniam:


Jeśli szukasz kogoś, kto przyniesie Ci gazetę i nie wymiętoli jej przeglądając rubrykę sportową ...

kup psa.

Jeśli szukasz kogoś, kto będzie cieszyć się na Twój widok ...

kup psa.

Jeśli szukasz kogoś, kto zje wszystko, co mu ugotujesz i nigdy nie powie Ci, że nie jest tak dobre jak u jego matki to ...

kup psa.

Jeśli szukasz kogoś, kto zawsze jest skłonny wyjść z Tobą, obojętnie o której godzinie, wszystko jedno na jak długi spacer i dokądkolwiek chcesz ...

kup psa.

Jeśli szukasz kogoś, kto spłoszy włamywaczy bez używania śmiercionośnej broni, która przeraża Ciebie i naraża życie Twojej rodziny i wszystkich sąsiadów ...

kup psa.

Jeśli szukasz kogoś, kto nigdy nie dotyka pilota, nie wrzeszczy podczas meczu i kto usiądzie obok Ciebie gdy oglądasz romantyczne filmy ...

kup psa.

Jeśli szukasz kogoś, kto jest w stanie przyjść do Twojego łóżka tylko po to, by ogrzać Ci stopy, i kogo możesz wypchnąć z łóżka, gdy chrapie ...

kup psa.

Jeśli szukasz kogoś, kto zawsze się przebudzi, kiedy ty się budzisz, choćby w samym środku nocy i pójdzie za tobą do toalety sprawdzić, czy nic złego się nie dzieje, a jak się dzieje, to tak będzie piszczał, że innych obudzi...

kup psa.

Jeśli szukasz kogoś, kto nigdy nie krytykuje tego co robisz, nie obchodzi go, czy jesteś ładna czy brzydka, gruba czy chuda, młoda czy stara, kto zachowuje się tak, jak gdyby każde słowo, które wypowiadasz było specjalnie godne słuchania, i kto kocha Cię bezwarunkowo, całkowicie ...

kup psa.

http://marta-fox.blog Klick!!!

Redakcja komentarzy: 0

Coś do poczytania na wieczór? Proszę bardzo!

METROPOLITAN MUSEUM OF ART komentarzy: 0

50-letnie buty od Diora

Cy Twombly komentarzy: 0

Kiss

Vincent van Gogh komentarzy: 0

Vincent van Gogh

................................................................................................


  Galeria http://marialaterza.blogspot.com Klick!!!


Tom Robbins Cel istnienia księżyca

     Vincent van Gogh obciął sobie ucho i posłał je Marilyn
Monroe.
    
     Marilyn Monroe tak się wzruszyła, że zrezygnowała z

kariery, z basenu, z kręcenia pupką z telefonu, z samobójstwa
- słowem, ze wszystkiego - i wyjechała na południe Francji do
Vincenta van Gogha.
     Czy żyli długo i szczęśliwie? Tego nie wiadomo. Ale na
pewno udawali, że żyją szczęśliwie. Ponieważ zaś wszystko,
co udajemy, staje się rzeczywistością, fałszywe szczęście w
niczym nie ustępuje prawdziwemu…

Cały tekst Klick !!!

Andrea Galvani komentarzy: 0

I minister się wypalił...

komentarzy: 0

Grochów Andrzeja Stasiuka

 

 


Andrzej Stasiuk „Grochów"

Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2012



Książka ma twardą i laminowaną okładkę przyjemną w dotyku, i składa się z około 90-ciu stron na papierze Alto 80 g. Kosztuje 31 pięćdziesiąt. Ktoś powie: drogo! - Drogo?! - zdiwi się ktoś inny. - Przecież to wypada tylko 35 groszy (mniej niż jeden papieros)  za stronę, na której Stasiuk daje dużo gęstych zdań dojrzałego pisarza, takich jak te tutaj, z tytułowego Grochowa, spisane pod wpływem kremacji zwłok przyjaciela:


Str. 46 - 48

Kiedy wsuwali cię do pieca, wiedziałem już, że będę

chciał to wszystko opisać. Ponieważ nie mogłem zrobić

nic innego. Ten piec, to wnętrze, ten wózek przypominały

fabrykę naszych ojców. I potem naszą. To

wszystko działo się za szybą ale czułem zapach rozgrzanych

stalowych strużyn, zapach iskier tryskających
spod korundowych tarcz, zapach oleju, woń

tych wszystkich wydziałów, kuźni, hartowni, tłoczni.

Chociaż wszystko działo się za szybą. Gdy ruszyły

dmuchawy, które miały rozpalić płomień do tysiąca

stopni, zrobiło się jak w hucie. Nawet zielone kafle

na ścianach przypominały szatnię z tymi okropnymi

metalowymi szafkami, w których robocze ubrania zawsze

przechodziły oleistą wilgocią. Nie znosiłem tego

momentu, gdy tuż przed szóstą trzeba było się przebierać

w granatowy drelich. Był ciężki od fabrycznego

powietrza. Ciężki i zimny. Prawie jak z metalu.

Właściwie to nie ubierałem się w niego, tylko wsuwałem

z odrazą. Musiały minąć minuty, nim przeszedł
ciepłem ciała. Tłustawy dotyk wnętrza kieszeni. Opiłki

metalu. Teraz przypominam sobie, że materiał nie

był granatowy, ale szary. Szary jak to wszystko wokół,

z zielonkawymi korpusami radzieckich maszyn,

zasmolonym szkłem okien i podłogą z drewnianej

kostki, czarnej od smaru i brudu. Niezależnie od pory

dnia i roku te wszystkie hale, te wydziały wypełniał
zimowy świt. Nawet gdy było gorąco. Na przykład

w kuźni obok elektrycznych pieców. Albo w hartowni,

gdzie jasnopomarańczowy metal zanurzał się w olejowej

kąpieli. Tam też zalegało zimne, szare światło.

To było życie naszych ojców. A my mieliśmy je powtórzyć,

ponieważ czekało na nas już gotowe i nic innego

nie trzeba było robić. Z przystanku, rano, z tłumem

mężczyzn przez główną bramę wchodziłem do fabryki

jak do wnętrza własnego losu. Tak to można ująć,

chociaż wtedy ani ty, ani ja nie wiedzieliśmy, co to
los. Simple twist of fate... Ale dotyk drelichu był jak

dotyk wnętrza cudzej, zimnej skory. Mężczyźni na

Makowskiej przypominali naszych ojców, ale nigdy

nie przyszło nam do głowy, by zasiąść obok nich. Szliśmy

dalej, poza zasięg ich wzroku. Przez torowiska,

zagajniki, przez kolejne nasypy, by patrzeć na pociągi

odjeżdżające w głąb pejzażu, na Wschodni, na Centralny

albo do Władywostoku. Ponieważ od początku
było postanowione, że zdradzimy swoich ojców. Ponieważ

chcieliśmy odejść jak najdalej. Ponieważ nie

chcieliśmy wstawać przed świtem. Ponieważ wydawało

nam się, że tak wygląda wolność. Ponieważ byliśmy

zdrajcami.