19 listopada 2017, niedziela
Olga Ziemska komentarzy: 0

Koam cie pani miła bardzo, jak ci na imie?

Redakcja komentarzy: 0

Ktoś (może?) zapyta: - Dobra, ale o co chodzi?

Bieliki online komentarzy: 0

Zmień sobie obrazek przed oczami

Joanna Dziwak komentarzy: 0

Gry losowe. Odcinek 10.


Chłodne letnie wieczory, kiedy wiadomo, że wszystko już niedługo się skończy. Luksus zastygnięcia w czasie, moment od podjęcia decyzji do jej realizacji. Romanse nie mają przyszłości, ale po co komu przyszłość, skoro teraźniejszość jest wystarczająco urocza.


Jo w zasadzie podjęła decyzję, że musi uciec i to uciec bardzo daleko, ale konieczność ta została na razie odsunięta i czekała na bardziej odpowiedni moment. Jo obejrzała z T. wszystkie jego ulubione westerny. Jak każdy konserwatysta miał słabość do bajek umiejscowionych w odległych czasach. Nostalgia za nigdy nie przeżytą przeszłością jest jednym z ulubionych uczuć ludzi tego pokroju. Inna sprawa, że żadnego z filmów nie udało im się nigdy obejrzeć do końca. Kiedyś trzeba również znaleźć czas na seks.


Tępa Kate nie popełniła samobójstwa, z typową dla czytelniczek prasy kobiecej pewnością siebie stwierdziła, że widocznie zasługuje na kogoś lepszego. Pożałowała jedynie dziewictwa oddanego przed ślubem osobie niegodnej. Za plus sytuacji uznała natomiast fakt, że mogła wreszcie poczuć się kobietą doświadczoną, czy nawet po przejściach i udzielać porad mniej doświadczonym koleżankom podczas weekendowego spotkania na jedno mojito, w porywach do dwóch. Mogła wreszcie poczuć się jak bohaterka komedii romantycznych, za którymi tak przepadała i mogła wierzyć, że każde rozczarowanie zrekompensuje nagroda w postaci czyhającego tuż za rogiem bogatego, przystojnego mężczyzny, który pokocha ją nawet mimo utraconej pochopnie cnoty. Póki co jednak wolała nie zapeszać i wtórowała swoim równie tępym koleżankom, pijanym po jednym drinku, „faceci to dranie". Ciężko żywić sympatię do tępej Kate, (nawet pomijając kontekst sytuacji), tak jak ciężko żywić sympatię do aktorki reklamującej odrdzewiacz czy rewolucyjnie miękki papier toaletowy (...)

Cały odcinek,
Klick !!!

Facebook komentarzy: 0

Punkt widzenia

FraAcid Irregular (Fb) komentarzy: 0

Na balansie

Jeff Horner komentarzy: 0

Biedronka kwietniowa

wyborcza.pl komentarzy: 0

Zygmunt Bauman

Fragment rozmowy profesora Baumana z Tomaszem Kwaśniewskim, Magazyn Świąteczny, 14-15 kwietnia

Foto: Grzegorz Dąbrowski

 

Jak pan korzysta z wiedzy, która jest w internecie, to pan to potem jakoś zaznacza?

 

- Nie kradnę cudzych pomysłów. Tak mnie nauczono i w krew mi weszło. Ale nie jest to dziś postawa powszechna. Studenci uprawiają plagiat na potęgę. Jak w tym starym dowcipie: że jak się z jednej rzeczy ściąga, to jest plagiat, z dwóch to kompilacja, a z trzech to praca badawcza.

 

Jak ściągam muzykę z internetu, film, książkę, to kradnę czy nie?

 

- Odpowiem alegorycznie. Jak przychodzi na kolację niespodziewany gość, to gospodyni jest w kłopocie: jedzenia nie będzie dość dla wszystkich. Ale jak przychodzi niespodziewany gość na seminarium, to prowadzący się cieszy: będzie więcej strawy - intelektualnej, rzecz jasna - dla uczestników.

 

Inna jeszcze alegoria: jeśli ja panu dam dolara i pan mi da dolara, to każdy z nas ma po jednym dolarze. Ale jak ja panu dam myśl i pan mi da myśl, to każdy z nas ma dwie myśli. Na tym właśnie polega różnica między kradzieżą dolara i przyswojeniem sobie myśli czy melodii. W społeczeństwie myśliwskim, z którego wszyscy w jakiś tam sposób się wywodzimy, jak myśliwy przynosił ubitą zwierzynę, wszyscy cieszyli się perspektywą smakowych rozkoszy.

 

Mnie to bardziej skojarzyło się z sytuacją, gdy wyrywam ładny kwiat z ogrodu sąsiada i sadzę go u siebie.

 

- Kiedy zajmowałem się ogrodnictwem, to dawałem sąsiadom szczepionki, a oni dawali mnie i dzięki temu każdy z nas miał więcej ładnych kwiatów.

 

Ale rozumiem, że bez prośby i zgody się to nie odbywało. Tymczasem w internecie nikt o nic nie pyta, tylko bierze i już.

 

- Ale też nie jest tak, że ludzie cudzą muzykę sobie zabierają, kogoś jej pozbawiając czy choćby jej autorstwo sobie przypisując. Oni jej tylko słuchają. To nie jest więc odebranie komuś własności.

 

Jeżeli pozbawiam pana czegoś, np. pary spodni, to znaczy, że je kradnę, bo pan już tych spodni nie ma, a ja je noszę. Ale w wypadku dzielenia się myślą, wiadomością, poezją, muzyką nie rozumiem, w jakim sensie ma to być kradzież, skoro pan wciąż to ma.

 

Kiedy miałem 30 lat, nikomu do głowy by nie przyszło, żeby posądzać o kradzież kogoś, kto się napił wody z cudzej studni. Natomiast dzisiaj, gdy woda jest w butelkach, kosztuje funt dziesięć i pan się jej bez płacenia napije, to będzie kradzież. A to dlatego, że rozciągnięto rynkowe zasady na używanie wody, którą kiedyś uważano za dar Boży czy też wspólną własność. Ze słuchaniem muzyki chcą zrobić to samo.

 

Czy to znaczy, że wytwory umysłu...

 

- Zawsze uważałem, że myślami trzeba się dzielić, a nie za nie płacić. Internet nie internet, tysiące ludzi powtarza dziś moje myśli, nie tylko mi nie płacąc, ale nawet się na mnie nie powołując. I ja się z tego cieszę: po to wszak myślę i po to piszę, żeby jak najwięcej ludzi to przeczytało i przyjęło. To jest moje powołanie, innego nie mam.


Cała rozmowa,
Klick !!!