18 grudnia 2017, poniedziałek
Gare du Nord komentarzy: 0

Pablo's Blues

Szymon Szechter komentarzy: 0

W sobotę u Minki




Stało się to w sobotę, a zaczęło od tego, że Minka spoliczkowała publicznie Profesora, bo się jej na ulicy nie ukłonił.



Ilustracja: Tomasz Bohajedyn








W sobotę u Minki

Szymon Szechter

W sobotę u Minki i inne bajki, KONTRA, Londyn 1983



Stało się to w sobotę, a zaczęło od tego, że Minka – jedyna

w miasteczku prostytutka, która od uczniów pieniędzy nie

brała („Na razie na kredyt — mówiła — dorobisz się, to zapłacisz"),

spoliczkowała publicznie Profesora, bo się jej na

ulicy nie ukłonił. A trzeba wiedzieć, że Profesor bywał

u Minki w każdą sobotę, żadnej nie opuszczając. Ale teraz,

kiedy Profesor jest już na emeryturze, zachodzi do Minki tylko

raz na miesiąc. I tym pewno należy tłumaczyć, że jej od razu

na ulicy nie poznał.



A może po prostu był zamyślony? Może był wstrząśnięty

do głębi widokiem śmieci na czystych zazwyczaj ulicach

miasteczka? Profesor lubił porządek i uwielbiał czystość,

nigdy nie strząsał popiołu z papierosa na chodnik, ale na swoją

dłoń i na dłoni ostrożnie zanosił do najbliższego kosza na

śmiecie. Miał też Profesor na końcu swojej laski ostry gwóźdź,

na który nadziewał leżące przypadkiem na ulicy kawałek papieru

albo okurek, by je także zanieść do śmietnika. Profesor

uwielbiał czystość, lubił porządek, a nade wszystko kochał

architekturę, a jej historii uczył mnie w liceum. Teraz, kiedy

był na emeryturze, już nie uczył i może właśnie dlatego był

zamyślony, nie zauważył idącej naprzeciw Minki, nie uchylił

na czas kapelusza i został chyba niesłusznie spoliczkowany.



- Przepraszam, bardzo przepraszam, nie zauważyłem

panienki. - Przepraszam - powiedział prawie szeptem, nisko

pochylił głowę przed Minką, a kiedy podsunęła mu rękę do

pocałowania, ucałował ją z wielką czcią.



- Zwariowałaś, Minka — powiedziałem. — Na ulicy skandale

urządzać!

- Wcale nie zwariowałam. Był zawsze dobrze wychowany

i chciałam mu to przypomnieć.



I poszła sobie.

(...)

Noma Bar komentarzy: 0

Rosyjska tenisistka

Sarah Jane Szikora komentarzy: 0

Czym jeszcze możemy służyć!!!?

Nowy Pompon komentarzy: 0

Coraz większa cena za zamieszczenie nieprawdziwej informacji w kolorowej prasie

Keith Loutit i Jarbas Agnelli komentarzy: 0

The City of Samba (Awards 2012)

Michael Wolf komentarzy: 0

Hong Kong - architecture of density

Adam Martinakis komentarzy: 0

The waiting hands - 2010

Paweł Korwaks komentarzy: 0

Everyman. Podwójne uderzenie.





wtorek, 29 maja 2012

 

Doszedłem do wniosku ostatnio.

 

 

 

Nie.. Ten Fakt trzepnął mnie w głowę niespodziewanie, bez ostrzeżenia, mimochodem, jak pewnego razu bukiet panny młodej, uderzył w potylicę tańczącej w kółku dziewczyny Edwina.

 

 

 

Ale do rzeczy.

 

 

 

Byłem niedawno na wernisażu znajomego. Seria udana. Atmosfera sprzyja. Wino się leje. Godzina O dochodzi. Zostałem ja i Edwin.

 

 

Patrzę i nie wierzę.

 

 

 

Wszyscy kurwa zdziwaczeli.

 

 

 

Na przykład K: kolega K. jeszcze jakiś  czas temu odurzał się wszystkim co znalazł, kolekcjonował wypchane zwierzęta, wyznawał mi miłość, pisał wiersze, dokonywał spektakularnych zniszczeń, znowu pisał, wydawał i tak w kółko. K. rzucił alkohol. Rozmowa się nie kleiła. K. w zasadzie już nic nie mówi, tylko uśmiecha się życzliwie i czem prędzej wymyka się. Pod kołdrę podejrzewam. Sprzedał kolekcję, nie pisze, uprawia zapamiętale sporty.

 

 

 

L. niegdyjsieszy awanturnik, autor cenionych ilustracji ,wziął kredyt. Chce się ożenić. Nie rysuje. Chodzi na basen.

 

 

 

S. znalazła pracę. S (nie, to nie TA S. O tej nie wspominam póki co). Pracuje i pyta co słychać. Jest sympatyczna.

 

 

 

A. rozwiódł się. Uczęszcza na kursy sushi.

 

 

Miałem wrażenie, że wszystkim jest jakoś głupio. Nie widzieliśmy się jakiś czas, to prawda. Nie bywałem, przyznam. Zajmowałem się głównie sobą, ostatnimi dniami, tygodniami.

 

 

 

Rozmowy dotyczyły:

 

 

 

    wakacji

    urlopu

    mieszkania

    diety

    rzucania palenia

    zmiany pracy

    zamiany mieszkania na większe

    zwiększenia kredytu

    pojechania na kolejne wakacje

    zmiany pracy na lepiej płatną

    zmiany pracy na mniej płatną

    rozwodu W.

    ślubu W.

    mafinów (chuj wie co to)

 


Nikt nie był zainteresowany kolekcją M. (swoją drogą była taka se, ale zawsze to ktoś jednak dzierżył pędzel w dłoni i krwi upuszczał).

 

 

 

Ja byłem, bo jestem trochę Muzą M. M żywi do mnie nieodwzajemnione uczucia i znalazłem się byłem na kilku bardzo smutnych obrazkach.

 

 

 

Nieważne.

 

 

 

W pierwszym odruchu gotów byłem skwitować: ponormalnieli, dojrzali. Wyszli na ludzi. Ci co ich znam lepiej lub gorzej, z widzenia albo obcowania mniej lub bardziej cielesnego. No bo tak: nie przeklinają, nie obrażają się wzajemnie, nikt nikogo nie zdzielił w twarz, nikt nie wybiegł z płaczem, nikt nie dostał szału, nikt nie milczał.

 

 

 

Nudziłem się przeokrutnie.

 

 

I naszła mnie refleksja. Oto ja Korwaks, w swoim nieprzeniknionym umyśle, wciąż widzę i opisuję! I przypomniałem sobie! Rozerwało mi trzewia. A potem była cisza.

 

 

 

Ja Korwaks, pragnę rzeczy Wielkich i Ważnych. Wielkiej Wypowiedzi. Gruchoczącej kości prozy, miażdżącej dusze cór mickeiwiczowskich Poezji. Porażającej śmiertelnie Wizji. 

 

 

 

(ostatnio nie zarabiam nic i żyję!)

 

 

 

Napisałem wiersz.



Do źródła,
Klick!!!