19 kwietnia 2018, czwartek
Noma Bar komentarzy: 0

Wiosna


Klick!!!


Nieoczekiwanie odkryłem, że równinę przecina rzeka. A właściwie strumień. Zainteresowało mnie to. Zsiadłem z roweru, przycupnąłem. Na dnie zobaczyłem rybę, prawdopodobnie pstrąga. Pstrąg patrzył na mnie bez strachu, ale z zainteresowaniem. Zupełnie jak ja na niego. Popatrzyliśmy na siebie ładną chwilę, a potem on odpłynął, a ja odjechałem. Dalej szukać miejsca, w jakim powinienem się znaleźć, żeby spotkać dziewczynę mojego życia.

Piotr Świderek komentarzy: 0

Rysuje

Janek Koza komentarzy: 0

Rysuje

Facebook komentarzy: 0

...

Łukasz Najder komentarzy: 0

Piątek


W piątek, dzwonek u drzwi. Wyjrzałem: młody człowiek w garniturze. Otworzę, pomyślałem sobie, otworzę, bo może akurat coś wygrałem i mam tu do czynienia z posłańcem.


Otworzyłem. A jednak nie. Zawodowy uśmiech z plastiku, torba z fantami przy nodze, wyciągnięta prawica, w której leciutko drży kolorowa wizytówka. Oczy złowrogo rozświetlone poczuciem misji, musem wykręcenia planu. Zaczął.


- Dzień dobry, szanownemu panu! Poleca mnie pana sąsiad z piętra niżej. Idę właśnie od niego. On mnie do pana przysłał!


Profesjonalne, żywiołowe zagajenie. Stary numer. Pokiwałem w milczeniu głową, on uśmiechnął się i wziął głęboki oddech, żeby mi w końcu wyłożyć swoją ofertę w licznych szczegółach i z bonusami. Wtedy do przedpokoju weszła moja żona. Moja żona weszła do przedpokoju w stroju domowo-redaktorskim, co w tym przypadku oznacza ciemnofioletowe kapcie-króliki, niebieskie skarpetki w żółte osy, getry, czarny sweter z dorodnym lisem moszczącym się na tej czerni niczym rodowe godło, pod jedną pachą kotka Migot, pod drugą – ikeowa różowa świnka o imieniu Stefania. Stanęła, spojrzała. Na mnie patrzy tak każdego dnia, więc zdążyłem się już do tej zabójczej mieszanki arktycznego chłodu, ironii i politowania z lekka przyzwyczaić, zahartować, ale on nie był na to wszystko przygotowany. Coś jakby Darth Vader robił ci przegląd jamy ustnej – albo Józef Stalin zaprosił do gry w makao. Jegomość najpierw zbladł, potem raptem spurpurowiał i zaczął bełkotać o prestiżowych kosmetykach i o dostępnych za ich pomocą sukcesach życiowych, o zawrotnych promocjach. Moja żona wciąż stała i na niego patrzyła. Po jakichś 20 sekundach przerwał, ukłonił się i powiedział.


- No cóż... Do widzenia.


Był w tym pożegnaniu smutek, ale była i ulga.



Klick!!!

Gertruda Stein (1874 - 1946) komentarzy: 0

Fotoreportaż

 




Gertuda Stein sportretowana przez Picassa, 1906r, obecnie w Metropolitan Museum of Art, NYC,
Klick!!!

 

 

 




Polubiłam fotografów, jeden z nich przyszedł do mnie

i powiedział że kazano mu zrobić kilka moich zdjęć do

fotoreportażu. Fotoreportaż zdziwiłam się a co to jest,

fotoreportaż odparł to jakie cztery albo pięć zdjęć ukazujących

człowieka w akcji. A co by pan chciał

żebym robiła. No cóż zaproponował, tam leży pani walizeczka

lotnicza może by ją pani zaczęła rozpakowywać,

och odparłam ta robota należy do panny Toklas ja tego

nie potrafię, no więc powiedział tam jest telefon może by

pani do kogoś zatelefonowała, dobrze odparłam ale widzi

pan ja nigdy nie telefonuję, to też zawsze robi panna

Toklas, no to co pani proponuje zapytał, no cóż odparłam

mogłabym zdejmować albo nakładać kapelusz, albo

nakładać albo zdejmować płaszcz, lubię wodę więc mogę
wypić szklankę wody, świetnie zgodził się niech pani to

robi i podczas gdy to robiłam on mnie fotografował a nazajutrz

zobaczyłam w gazecie fotoreportaż o sobie.

Gertruda Stein „Autobiografia Każdego z nas”, tłumaczyła Mira Michałowska, Czytelnik, Warszawa 1980, strona 262 (napisane około 1936 roku)



O improwizowaniu po białych


Następnie pojechałyśmy do Cleveland i to też było

przyjemne, Cleveland było pierwszym amerykańskim

miastem które było bardzo brudne powiedziano nam

dlaczego ale już nie pamiętam, pamiętam tylko że ulice

były brudne. Nie zamieszkałyśmy w samym mieście powiedziano

nam że będzie nam lepiej w podmiejskim hotelu,wszyscy byli
sympatyczni w każdym razie jednej

osobie która powiedziała nam że marzy o jakiejś rozrywce
poradziłam żeby improwizowała na fortepianie
bo ja to bardzo lubię. Zapytała mnie jak to robię więc

wyjaśniłam jej że trzeba grać jednocześnie obiema rękami
wyłącznie na białych klawiszach, czarne klawisze

brzmią zbyt harmonijnie poza tym nie wolno brać akordów

bo akordy są zbyt nastrojowe należy więc grać wyłącznie
na białych klawiszach obiema rękami naraz przy

tym zupełnie obojętne jest co która ręka robi ale należy

stale patrzeć na klawiaturę, zobaczy pani to bardzo mila

rozrywka. Powiedziała że spróbuje, każdy to potrafi

chociaż może nie wszyscy, mnie to bardzo bawi.

A potem wsiadłyśmy do samolotu i poleciałyśmy do

Waszyngtonu to znaczy do Baltimore.(str 274 - 275)