23 czerwca 2018, sobota
Andrzej Rysuje komentarzy: 0

...

Dorota Masłowska komentarzy: 0

Masło ze smalcem

Janek Koza komentarzy: 0

Na dziś

Jacek Gulczyński komentarzy: 0

Foto

Ludwik Cichy komentarzy: 0

W środku zimy, u progu dnia



To co się stało, mogłoby się równie dobrze i nie stać. I nic by się takiego nie stało z tego powodu. Ale to się jednak stało.



Ludzie już szli po zaśnieżonym chodniku na przystanek autobusu, który zaraz zabierze ich do pracy na cały dzień. Właściwie nie było już ciemno, a nawet było prawie jasno. Na oblodzonej ławce pływała czerwona rybka z tropików w niezwyczajnej szklanej bańce – ciekawe skąd tu się wzięła i po co?

Naprawdę ciekawe?


Pośpiesznie przechodzili obok  hetero i homo, pijący i nałogowo nie pijący, palący i rzucający, sportujący się i tylko odchudzający, uprawiający regularne życie małżeńskie i nie uprawiający. Tup. Tup. Tup, tup, tup...


Podjeżdżające autobusy połykały kolejne nadchodzące partie i dowoziły do miejsc, w których ludzie wysiadali i od razu wiedzieli dokąd mają iść i jak szybko, żeby nie podpaść spóźnieniem.


Ruch na chodniku prowadzącym do przystanku rozwożącego całe osiedle do zajęć ostygł po kwadransie, a po następnym zamarł kompletnie. Następne poruszenie miało nastąpić za niecałe pół godziny. Mróz zelżał do minus siedemnastu, ale na oblodzonej ławce czerwona rybka z tropików nie pływała już w  szklanej bańce. Wyglądała teraz bardzo ładnie, unieruchomiona w przeźroczystej lodowej bryle; nawet ktoś się zatrzymał i zastanawiał, czyby nie zabrać takie eleganckie coś do biura na szafkę. Ale ktoś drugi odradził, że zaraz się roztopi i tylko będzie śmierdzieć.


Trzy życzenia przegapione owego ranka, poszły się jebać. Nieodwracalnie.

Okruchy szkła, z rozsadzonej mrozem bański, uprzątnęło dopiero (paroma kopnięciami) dwóch młodych pijących na wiosnę. Podsuszony trupek w ogóle nie zwracał ich uwagi, wobec tematów, jakie mieli tu do poruszenia.


O czym właściwie jest ta opowieść?:

Większość nawet nie ma w życiu okazji żeby coś powiedzieć od siebie, coś stworzyć swojego, dobrego albo zaledwie wyjątkowego. Większość nawet nie wie, że coś takiego można by zrobić czy powiedzieć; po prostu wychodzi codziennie do pracy rano, wraca wieczorem, pouprawia trochę jakieś życie towarzyskie czy małżeńskie w przerwach od roboty, a pewnego dnia umiera. I nawet nie ma pretensji, bo się nie wiedziało, że taka okazja powinna być, i taka szansa powinna w życiu każdego człowieka istnieć.


Ilustracja,
Klick!!!

PORYSUNKI komentarzy: 0

Rysują

Kacper Zamarło & Company komentarzy: 0

Casting

Magdalena Danaj komentarzy: 0

Jak to się mogło stać?

Ada Karczmarczyk komentarzy: 0

Mówi oraz inne

Kuba Wojewódzki komentarzy: 0

Sypie



Celebryta to niszczący kulturę pasożyt.


Zadajmy sobie pytanie, czym tak naprawdę jest szoł biznes? To grupa ludzi, których powołaniem jest rozrywka. Aktorzy, scenarzyści, piosenkarze, literaci, reżyserzy, producenci. Czym jest szoł biznes w Polsce ? To Edyta Herbuś.


Krajowy szoł biznes ma twarz narcystycznego celebryty, którego jedynym sukcesem jest zajmowanie się sobą. Polski show biznes zamarzł w bezruchu. Stanął zadowolony w swej autoerotycznej bezmyślności. Tkwi na ściance otoczony fotoreporterami z radosnym poczuciem, że kariera i sukces to jest właśnie to, tu i teraz.


Dziś wielu moich kolegów ucieka od jakiejkolwiek przynależności do definicji szołbiznesu. Bo została ona okradziona ze znaczenia, z treści i wartości. W miejsce świętowania nowej premiery filmowej, nowej sztuki teatralnej, wartościowej literatury, czy nowej płyty mamy świętowanie kalejdoskopu tych samych uśmiechniętych statystów których banalne myśli i nie mniej banalne twarze zapychają medialny eter. Zamiast radości z przeżycia kulturalnego uniesienia na scenie teatru otrzymujemy sprawozdanie z faktu, kto wyglądał świetnie po porodzie, kto gorzej przed, a kto ubrał się w to samo co wczoraj, od czego gorsze może być tylko włożenie za dużych szpilek na za małe stopy.


Po premierze nowego filmu nie dowiadujemy się ani słowem, jak film wyszedł, ale komu wyszły majtki, dowiadujemy się, z kim sypia żona reżysera i czy główny aktor ciągle ma kochankę. Recenzje kulturalne zmarły śmiercią tragiczną. Relacje z artystycznych wydarzeń zabiła kronika garderobianego współzawodnictwa. Kto w co się ubrał, za ile a kto zaliczył masakrę modową i ile go to będzie kosztować.


Tabuny amatorów sensatów opisują amatorów uzurpatorów przy okazji zabijając kulturę.Tak jak długo będziemy oszukiwać siebie i widza, że oto są prawdziwe gwiazdy, tak długo będzie istniał cały przemysł internetowego hejtingu. Bo co jak co, ale Polak nie lubi jak się robi z niego durnia w żadnej sprawie. A na gwiazdach to on się zna tak samo jak na futbolu, medycynie i polityce.


Między redakcjami programów telewizyjnych, pomiędzy sekretarzami redakcji pism poświęconych pop kulturze, krążą coraz mniej tajne listy osób, które nie odmawiają nigdy. Dyżurnych przodowników pracy nic nie wnoszącego bełkotu. To ich gotowość odwrotnie proporcjonalna do refleksyjności i talentu, gotowość, by znowu sobą obdarzyć świat, powoduje, że obecność na okładce "VIVY" czy "GALI" staje się synonimem estetycznej rozpaczy. To ich nadmierne upojenie sobą zalewa nas z wszystkich kanałów, od telewizji porannej po pasma wieczorne.


Powstał gigantyczny biznes medialny, w którym zaczyna brakować aktorów. Gwiazdą staje się ten, który chce być gwiazdą i pójdzie na każdy układ. Opowie wszystko, wypowie się na każdy temat, zrobi sobie sesję z dzieckiem, narzeczonym, zwierzęciem, ulubionym meblem. Kiedy go do prasy, radia czy telewizji nie zaproszą, to nic straconego. Chętnie zafunduje nam swoją prywatność za pośrednictwem Facebooka czy Instagramu. I w obszarze mediów społecznościowych zauważalna jest ta sama tendencja. Im mniejszy kaliber postaci tym większa wylewność. Nowy narzeczony, świąteczna choinka, prywatne wakacje, służbowe cycki. Wszystko na sprzedaż.



Rodzi się podstawowe i lekko ambarasujące pytanie: po co oni to robią? Z głupoty, próżności, uzależnienia, strachu, czy może ze świadomości własnej nicości? Na polskiej pop kulturze pojawił się cień pasożyta, który ją deformuje i niszczy jej zdrowe komórki. To celebryta. Słowo wytrych i słowo postrach, które tłumaczy wszystko. Grupa średnio zdolnych, ale mocno zdeterminowanych na medialną obecność pierwotniaków wyznacza w Polsce standardy, kto jest człowiekiem sukcesu. Ilość okładek nie ma nic wspólnego z ilością jakichkolwiek dokonań. Ilość medialnych publikacji staje się jedynym dowodem istnienia. Słowo kariera zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do słowa karykatura.



Kiedyś rubryka towarzyska była dodatkiem do kultury, dziś kultura jest dodatkiem do rubryki towarzyskiej. Powstał układ zamknięty, w którym grupa kilkunastu osób sprowadziła polski szoł biznes do dyskusji plotkarzy z płotkami. Tym samym świat ten dogonił świat krajowej polityki, czyli ludzi zdefiniowanych do zajmowania się głownie sobą.



Jak mawiał Bertrand Russell: gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie. Wesołego kolejnego roku.

Całość,
Klick!!!