20 stycznia 2019, niedziela
Ludwik Cichy komentarzy: 0

Ktoś musi czytać, żeby pisać mógł ktoś



Prawopodobnie zjadłem 70 świń, zakładając, że człowiek zjada dwie rocznie. Chociaż żadnej nie widziałem na oczy za życia, ani tym bardziej nie znałem osobiście.


Odkąd pamiętam, do wszystkiego się przymuszam. Do mówienia pacierza ze zrozumieniem się przymuszam, do gimnastyki, do lubienia Pana Jezusa, który mnie kocha miłością, do rzucania palenia i do siedzenia prosto a nie krzywo się przymuszam. Do grania na gitarze, żeby umożliwić ludziom zrealizowanie naturalnej potrzeby podziwiania - mnie jak Johna McCartneya. Przymuszam się do ustawiania budzika na dziewiątą trzydzieści, żeby nie być darmozjadem. I żeby nie śmiać się z tego patrioty, co się jara adrenaliną wywożenia śmieci do lasu. I żeby być dobrym, a nie tylko wciąż złym, się przymuszam.


A choć bym się nie wiem jak natężał w przymuszaniu moim i naprężał, to poziom holesterolu na świecie będzie wciąż wyższy niż poziom inteligencji, i wciąż wkoło więcej czasu niż rozumu.


A każdy, choć zasługuje na wszystko, to i tak przeważnie dostanie to na czym mu najmniej zależy.


Na szczęście ludzie bardzo lubią zbierać punkty, które wymienią sobie na inne punkty. A te mogą potem sumować i wymieniać na jeszcze zupełnie inne punkty! Więc nie ma co malkontentować, bo czasy takie, że naprawdę jest czym się zająć. Znów przyjdą święta, wszyscy przetrzepią dywany, umyją okna, ale znów nie będzie dwóch takich samych bigosów.

Foto: fragment scenografii Agnieszki Jarząb

Marek Raczkowski komentarzy: 0

Rysuje w Przekroju

Dariusz Łukaszewski komentarzy: 0

Transmisja na żywo... przerwana

opowiadanie

Na zdjęciu: ekologiczna zabawka dla dzieci


Nowa policja złapała, ujęła, lub zatrzymała mężczyznę w jednej z gmin.


W tej chwili obecnej policjanci wykonują czynności, więc oczywiście nie wiedzą jeszcze jaki konkretny zarzut postawią mężczyźnie, bo skąd mają wiedzieć, jak nie wiedzą co zbroił?


Ale na miejsce udaje się już prokurator, czarną karocą służbową mknie, zaprzeżoną w 320 koni rasy bmw. A na siedzeniu obok, zapieczętowana walizka z zarzutami do wyboru. Już za chwilę kule z zarzutami zostną wrzucone do bębna maszyny losującej i w obecności specjalnie powołanej komisji rozpocznie się losowanie.


W tej chwili obecnej przekazujemy wiadomość, jaką udało nam się uzyskać od naszego specjalnego wysłannika. Otóż, w czasie czynności wykonywanych przez policję, zdołano ustalić z wysokim prawdopodobieństwem, że mężczyzna nie został złapany, ani ujęty, jak pierwotnie można było przypuszczać, ale zatrzymany, choć jak ujawnia nadkomisarz do spraw kontaktów z mediami – na tym etapie śledztwa nie można jeszcze wykluczać innych możliwości, których dla dobra śledztwa nie może ujawnić. Podsumowując: mężczyzna, najprawdopodobiej – zatrzymany, oczekuje na wynik losowania, przy czym maszyna losująca wybierze demokratycznie sześć zarzutów wstępnych, spośród których prokurator, pod nadzorem komisji losującej, obiektywnie wyciągnie losowo jeden ostateczny.


Mamy połączenie z naszym specjalnym jakby wysłannikiem, halo wóz transmisyjny, halo Mariusz! Halo! Słyszymy się?!


- Tak. Proszę państwa, właśnie sprawdzane są jakby pieczęcie zabezpieczające pojemnik, i... cóż za emocje proszę państwa, zarzuty lądują w bębnie maszyny losującej! Maszyna poszła w ruch! Jaki los wylosuje dla zatrzymanego? Proszę państwa, sekundy zaledwie dzielą nas od poznania, czy mamy do czynienia z drobnym złodziejaszkiem, sadystycznym mordercą, innym łahudrą, a może z groźnym terrorystą lub nawet z zamachowcem stanu czy – przepraszam jakby za wyrażenie – zdrajcą, bo i taką ewntualność musimy brać pod uwagę, gdyż ponieważ w chwili obecnej nic jeszcze o tym zatrzymanym mężczyźnie nie wiemy. Co za emocje! Wszystko może się jeszcze zdarzyć, bęben maszyny losującej jest okrągły, a wszystkie możliwe zarzuty są w tej chwili w grze. Dosłownie sekundy dzielą nas od uzyskania odpowiedzi na nurtujące wszystkich pytanie: kim jest mężczyzna?! Teraz jeszcze nie wie tego nikt, nawet on sam, ale zaraz, dosłownie za sekund kilka będzie jasne, kogo zatrzymała dzielna policja. Po krótkiej przerwie powracamy na antenę. Zostańcie z nami.


W bloku reklamowym same promocje zdrowia, szczęścia oraz innej pomyślności za naprawdę niewielkie pieniądze, a więc dla każdego. W dodatku to co lubimy najbardziej - można zbierać punkty, które dają się wymieniać na inne punkty, a nawet łączyć z zupełnie innymi punktami, dającymi się wymieniać na jeszcze inne punkty; naprawdę jest w czym wybierać i nie można narzekać, bo zwyczajnie nie wypada.


A na miejscu, w gminie, rzeczy biegną dalej, choć swobodniej, bo blok reklamowy je przykrywa, więc można mniej służbowo, a więcej po ludzku.


- Zapal sobie sobie jeszcze ostatniego – proponuje munudrowy aspirant zatrzymanu.

- Doceniam grzeczność i dziękuję, ale nie palę, niestety.


- No masz!... To se chociaż zadzwoń ten ostatni jeden raz – aspirant podaje zatrzymanemu jego zarekwirowany wcześniej telefon. - Dzwoń gdzie chcesz, nawet do Pana Boga se dzwoń ha, ha, ha. Ale minutę tylko, potem koniec. Bo wracamy na wizję i rozumiesz...

- A zadzwonić mogę, nawet chętnie – zatrzymany bierze swój telefon od rozbawionego aspiranta i wybiera numer.


Mówi dwa zdania, po czym oddaje telefon do posłuchania uśmiechniętemu aspirantowi. Ten przykłada kawałek plastiku do ucha i uśmiech zamiera na jego twarzy, ustępując wyrazowi najwyższego skupienia. Rozdeptuje zaczętego dopiero co papierosa, salutuje i staje na baczność, po czym krokiem defiladowym rusza do dowódcy akcji i przekazuje mu komórkę. Dowódca przykłada mały kawałek plastiku do ucha, po czym natychmiast rusza defiladowym do samego prokuratora, który akurat zajęty jest prawieniem dyrdymałów fajnej protokulantce komisji, więc piorunuje wzrokiem dowódcę, jednak widząc jego determinację, decyduje się przerwać na chwilę zaloty i manifestując mową ciała niezadowolenie pod tytułem: masz u mnie przejebane, cycu rybi, bierze od dowódcy policji telefon, przykłada do ucha i... prokurator kamienieje. Życie odpływa z jego twarzy. Pod wpływem paru słów wypowiadanych przez maleńki głośnik z kawałka plastiku ważącego mniej niż sto gramów. A potem, właściwie natychmiast, energicznym głosem uzbrojonym jeszcze w służbowy autrytet wydaje polecenia.


Pierwszy znika z pola widzenia prokurator, czarną karocą zaprzeżoną w 320 koni czystej rasy bmw, za nim komisja z protokulantką znika pośpiesznie, a goni ich już rój radiowozów policyjnych spierdalających z pola widzenia na sygnale.


Pozostaje tylko nic niewiedzący jeszcze, zdezorientowany wóz reporterski ze skołowanym Mariuszem reporterem oraz zatrzymany, o którym już się nic nie dowiemy, bo odgórnie nie wolno. Dlatego, gdy skończy się blok reklamujący punkty, które tak lubimy zbierać i  wymieniać na inne, jeszcze fajniejsze punkty dla zdrowia, szczęścia oraz innej pomyślności, na ekranie zobaczymy już Marylę Rodowicz, która jest najlepsza na wszystkie okazje, gdy ją się ładnie poprosi.

Miron Białoszewski komentarzy: 0

...

Gurbuz Dogan Eksioglu komentarzy: 0

Przerwa w pracy - za gorąco!!!

Jerzy Pilch komentarzy: 0

W Radio Książki, 3 lipca

Autentyk komentarzy: 0

Pora na autentyki



Autentyk z 2004.

Graliśmy kiedyś koncert przed bardzo małą publicznością, w dodatku w sztok pijaną. Z podłogi mogło się podnieść tylko dwóch panczurów, ale byli tak nawaleni, że nie mogli na siebie trafić w pogo. Choć próbowali.




Autentyk z 21.03.


Zasłyszana rozmowa telefoniczna: "Słuuuchaj, jest taka sprawa, że świnia zabiła się o studnię... Wchodzisz w to? ... 4,5 zł za kilo..."




Autentyk z 05.09.2012:


(zaczyna kierowca):

- No i u mnie we wsi był taki uzdrowiciel, co wszystko potrafił uleczyć. Z całego świata się zjeżdżali i jego rodzina opływała w luksusy. Ale zachorował i zmarł.
- To sam siebie nie mógł uleczyć?
- Mawiali, że już trochę nie dowidział.



Autentyk z 2008.


Jest środek nocy, pada, zimno, czyli idealna pogoda na łapanie stopa. Zatrzymuje mi się wielkie auto z alufelgami. Z przodu dwóch koksów, z tyłu ich dziewczyny, do których się dosiadam. Wypadamy na dłuższą prostą, koks-kierowca uchyla szyberdach, wychodzi na niego i kieruje stopami. Koks-pasażer w tym czasie ręką dociska gaz. Obaj krzyczą do swoich dziewczyn:

- Boicie się, hę, kurwa, boicie?!
Ale dziewczyny ani drgną znudzone. Więc koks-kierowca każe mi uchylić tylne okno i prezentuje numer: czy zdążę przed zakrętem wyjść szyberdachem, wrócić tylnym oknem i złapać kierownicę, bo koks-pasażer cały czas trzyma gaz. Sram więc w gacie, bo naprawdę to robi, ale skoro te laski są targetem, to staram się je zachęcić do bania się:
- Kurdę dziewczyny, ja bym się bał, naprawdę, cholernie bym się bał...
Na co jedna z nich odpowiada
- E. Oni tak od paru tygodni. W kółko ten sam numer. W ogóle nie są kreatywni.


strona AUTENTYK ÓW,
Klick !!!

Dariusz Łukaszewski komentarzy: 0

Lato szczytuje, żniwa (opowiadanie 2016)


Ryba ma właśnie wyskoczyć ponad wodę w pogoni za ważką. Na rzekę opadają dwie lądujące kaczki. Ryba nie wyskakuje; spłoszona spływa na głębinę pod kępę wodorostów.

 

Ważka nie ma poczucia istnienia ryby; kontynuuje swój lot godowy rozdając zalotne blaski i lśnienia ważkowym samicom, uzbrojonym w uwodzicielską obojętność.


Rzeka nieustannie płynie, tocząc się teraz przez bezkres pola, z którego zjeżdżają żniwujące całą noc kombajny i traktory. Rumor już cichnie, zaczyna przypiekać poranne słońce.

 





Wśród walcowatych snopów skoszonego zboża pojawia się lis. Ruda plamka poruszająca się po jednolitym słomiastym tle wielkiego pola.

Tak widzi go myszołów, bezszelestnie zakreślający koła pod bezchmurnym niebem.

 

W domu, na końcu podziemnego korytarza, tuż pod szczeciną skoszonego zboża budzi się polna mysz.

Czyści futerko, jak każdego ranka i wychodzi na powierzchnię.

Przeciera oczy ze zdumienia:

Tam, gdzie wczoraj kładł się przyjemny, bezpieczny cień gęsto rosnących, metrowych łodyg żyta, teraz jest płaska patelnia przypiekana słońcem.

Świat myszy przestał istnieć z dnia na dzień, ale życie toczy się dalej: lis nieruchomieje, zasadzając się na zdezorientowaną mysz.

Myszołów też dostrzega łatwą zdobycz. Składa skrzydła, by błyskawicą spaść z wysokości na ofiarę.

Dlaczego atak nie następuje?

Drapieżnik widzi z wysokości nową, czerwoną plamę, jaka pojawia się w dole na słomiastym tle. Czerwona, zbliża się do plamy pomarańczowej, która nagle zaczyna się szybko oddalać, aż znika z pola widzenia.

Mysz nigdy nie dowie się, że to, co ją uratowało, ma na imię Alicja.

Alicja tańczy po nasłonecznionym rżysku z dużym czerwonym balonem na sznurku. Nie ma świadomości istnienia myszy, lisa, ani myszołowa. Korzystając, że nie jest widziana przez nikogo, śpiewa i ćwiczy ruchy modelki. Alicja marzy, żeby zostać gwiazdą.

Dopiero za 40 lat, gdy już będzie miłą, zmęczoną starszą panią, Alicja zrozumie, że nie ma nic bardziej pospolitego, niż chęć zostania gwiazdą.

Teraz Alicja ma cztery lata, na urodziny dostała czerwony balon. Który za kwadrans pęknie. Ale my już tego nie chcemy widzieć.

 

Facebook komentarzy: 0

Trochę rozrywki