10 grudnia 2018, poniedziałek
Miron Białoszewski komentarzy: 0

...

Gurbuz Dogan Eksioglu komentarzy: 0

Przerwa w pracy - za gorąco!!!

Jerzy Pilch komentarzy: 0

W Radio Książki, 3 lipca

Autentyk komentarzy: 0

Pora na autentyki



Autentyk z 2004.

Graliśmy kiedyś koncert przed bardzo małą publicznością, w dodatku w sztok pijaną. Z podłogi mogło się podnieść tylko dwóch panczurów, ale byli tak nawaleni, że nie mogli na siebie trafić w pogo. Choć próbowali.




Autentyk z 21.03.


Zasłyszana rozmowa telefoniczna: "Słuuuchaj, jest taka sprawa, że świnia zabiła się o studnię... Wchodzisz w to? ... 4,5 zł za kilo..."




Autentyk z 05.09.2012:


(zaczyna kierowca):

- No i u mnie we wsi był taki uzdrowiciel, co wszystko potrafił uleczyć. Z całego świata się zjeżdżali i jego rodzina opływała w luksusy. Ale zachorował i zmarł.
- To sam siebie nie mógł uleczyć?
- Mawiali, że już trochę nie dowidział.



Autentyk z 2008.


Jest środek nocy, pada, zimno, czyli idealna pogoda na łapanie stopa. Zatrzymuje mi się wielkie auto z alufelgami. Z przodu dwóch koksów, z tyłu ich dziewczyny, do których się dosiadam. Wypadamy na dłuższą prostą, koks-kierowca uchyla szyberdach, wychodzi na niego i kieruje stopami. Koks-pasażer w tym czasie ręką dociska gaz. Obaj krzyczą do swoich dziewczyn:

- Boicie się, hę, kurwa, boicie?!
Ale dziewczyny ani drgną znudzone. Więc koks-kierowca każe mi uchylić tylne okno i prezentuje numer: czy zdążę przed zakrętem wyjść szyberdachem, wrócić tylnym oknem i złapać kierownicę, bo koks-pasażer cały czas trzyma gaz. Sram więc w gacie, bo naprawdę to robi, ale skoro te laski są targetem, to staram się je zachęcić do bania się:
- Kurdę dziewczyny, ja bym się bał, naprawdę, cholernie bym się bał...
Na co jedna z nich odpowiada
- E. Oni tak od paru tygodni. W kółko ten sam numer. W ogóle nie są kreatywni.


strona AUTENTYK ÓW,
Klick !!!

Dariusz Łukaszewski komentarzy: 0

Lato szczytuje, żniwa (opowiadanie 2016)


Ryba ma właśnie wyskoczyć ponad wodę w pogoni za ważką. Na rzekę opadają dwie lądujące kaczki. Ryba nie wyskakuje; spłoszona spływa na głębinę pod kępę wodorostów.

 

Ważka nie ma poczucia istnienia ryby; kontynuuje swój lot godowy rozdając zalotne blaski i lśnienia ważkowym samicom, uzbrojonym w uwodzicielską obojętność.


Rzeka nieustannie płynie, tocząc się teraz przez bezkres pola, z którego zjeżdżają żniwujące całą noc kombajny i traktory. Rumor już cichnie, zaczyna przypiekać poranne słońce.

 





Wśród walcowatych snopów skoszonego zboża pojawia się lis. Ruda plamka poruszająca się po jednolitym słomiastym tle wielkiego pola.

Tak widzi go myszołów, bezszelestnie zakreślający koła pod bezchmurnym niebem.

 

W domu, na końcu podziemnego korytarza, tuż pod szczeciną skoszonego zboża budzi się polna mysz.

Czyści futerko, jak każdego ranka i wychodzi na powierzchnię.

Przeciera oczy ze zdumienia:

Tam, gdzie wczoraj kładł się przyjemny, bezpieczny cień gęsto rosnących, metrowych łodyg żyta, teraz jest płaska patelnia przypiekana słońcem.

Świat myszy przestał istnieć z dnia na dzień, ale życie toczy się dalej: lis nieruchomieje, zasadzając się na zdezorientowaną mysz.

Myszołów też dostrzega łatwą zdobycz. Składa skrzydła, by błyskawicą spaść z wysokości na ofiarę.

Dlaczego atak nie następuje?

Drapieżnik widzi z wysokości nową, czerwoną plamę, jaka pojawia się w dole na słomiastym tle. Czerwona, zbliża się do plamy pomarańczowej, która nagle zaczyna się szybko oddalać, aż znika z pola widzenia.

Mysz nigdy nie dowie się, że to, co ją uratowało, ma na imię Alicja.

Alicja tańczy po nasłonecznionym rżysku z dużym czerwonym balonem na sznurku. Nie ma świadomości istnienia myszy, lisa, ani myszołowa. Korzystając, że nie jest widziana przez nikogo, śpiewa i ćwiczy ruchy modelki. Alicja marzy, żeby zostać gwiazdą.

Dopiero za 40 lat, gdy już będzie miłą, zmęczoną starszą panią, Alicja zrozumie, że nie ma nic bardziej pospolitego, niż chęć zostania gwiazdą.

Teraz Alicja ma cztery lata, na urodziny dostała czerwony balon. Który za kwadrans pęknie. Ale my już tego nie chcemy widzieć.

 

Facebook komentarzy: 0

Trochę rozrywki

Łukasz Orbitowski komentarzy: 0

8 stycznia 2018



(...) Między blokami – tymi nowoczesnymi i tymi z lat siedemdziesiątych – można wypatrzeć trochę starych domów, głównie przedwojennych wilii. Tak się składa, że jedna znajduje się na mojej ulicy. To jednopiętrowy domek w zabiedzonym ogródku. W tym ogródku stoi sąsiad i patrzy na psa.


Sąsiad ma może siedemdziesiątkę, nosi flanelową koszulę i workowate spodnie podciągnięte pod splot słoneczny. Krzyżuje ramiona na piersiach jakby chciał połamać sobie żebra. Ma haczykowaty nos i nastroszone brwi. Jego twarz mogłaby należeć do zbrodniarza wojennego, wyciągniętego z jakiejś mysiej dziury w La Paz czy też Buenos Aires.


Stoi i patrzy na psa. Ani drgnie. Jego brwi przypominają szron na patyku. Oczy pod nimi też są chłodne.


Przypuszczalnie mieszka tutaj od dziecka, może nawet urodził się w tym domu, ewentualnie dostał go za jakieś zasługi w młodości. Dawno temu miał dom wśród zieleni. Widział, jak budują tutaj czteropiętrowe bloki, jak podciągają linię autobusową, a spokojną wcześniej ulicą zaczęły śmigać syrenki, zaporożce i fiaciki. Pewno myślał, że na tym się skończy, ale nagle, na początku jego starości pobudowali te apartamentowce, syrenki, zaporożce i fiaciki zmieniły się w ople, passaty oraz fordy, przy czym jest ich jeszcze więcej.


Sąsiad jest bezsilny. Wszystko co ma, to swój upór i złość. Stoi i patrzy na psa, nie dlatego, że go kocha, ale żeby nie patrzeć na apartamentowce, na to wszystko, co zdarzyło się wokół niego przez ostatnie pół wieku, od czasów, gdy był młody i mieszkał w cichej willowej dzielnicy na obrzeżach miasta.



Całość, Klick!!!    

Fot. Witold Stasiewski

Facebook komentarzy: 0

Flaga

Cichy&Grajczak komentarzy: 0

Dzień Taty