17 października 2019, czwartek
Jakobe Mansztajn komentarzy: 0

piosenka dla billa murraya

 

 

 




11 grudnia 2013

[203] znów wypadłem z czasu, chociaż miałem nie. najpierw spadł śnieg, mnóstwo śniegu, wichura wywiewała dzieci z rąk matek, zimno wciskało się do mieszkania przez cienką szparę między progiem a drzwiami, a ja próbowałem nie wypaść za wszelką cenę, trzymałem się łóżka jakbym trzymał się ostatniej ciepłej myśli, ale w końcu na nic się to zdało, znów wypadłem z czasu.


tak mówię, gdy mnie to dopada. małe, ciemne, potwornie smutne. przychodzi nieoczekiwanie, z bylekąd i z byle powodu, czasem jesienią, ostatnio częściej zimą i rozsiada się w człowieku jakby przyszło do siebie. wtedy nie ma na co czekać, wtedy trzeba spierdalać, mówię sobie, uciec do lasu, na wewnętrzną wysłać się emigrację, najdalej od świata, dokąd łączność nie dociera, gdzie nie ma kontaktu z żywymi i gdzie sam ze sobą też mam mniej wspólnego.


w praktyce to nic nadzwyczajnego: śpię po prostu krócej, właściwie nie śpię. głównie budzę się, przewracam z boku na bok, a gdy skapituluję, gdy przewracaniem się zmęczę, patrzę w białą ścianę, która wtedy zawsze jest czarna, i samo mnie dopada, samo przychodzi, to małe, ciemne, potwornie smutne, i rozsiada się we mnie jakby przyszło do siebie.


na zegarku ta sama zwykle godzina. druga trzydzieści. budzę się o drugiej trzydzieści. ciemno na zewnątrz i ciemno w środku, i wszędzie cisza potworna, więc w końcu musi pojawić się i ona, zbłąkana myśl, jakaś refleksja oderwana granatem od głowy. z początku mała rzecz, do zdławienia, wydawać by się mogło, niegroźna jak kuleczka śniegu, ale już pozamiatane, ruszyła lawina. małe, ciemne i potwornie smutne zamienia się w duże, ciemne i potwornie smutne.


od lat tak spędzam noce, gdy to mnie dopada. o drugiej trzydzieści otwieram oczy i patrzę na białą ścianę, która wtedy jest czarna, patrzę na drzewa za oknem, których nigdy nie widać, a w głowie mojej zaczyna się toczyć niegroźna kuleczka śniegu, niegroźna wojenka, lecz nim się zorientuję, zdążę zwariować. taka jest natura bezsennych nocy.


zatem wstaję, włączam światło, próbuję zrobić dzień, choć nigdy się nie udaje. świat o drugiej trzydzieści jest uparty, jest dalej ciemnym nieszczęściem, więc trzeba inaczej. włączam komputer, włączam film z billem murrayem. to moje paliatywne rozwiązanie na bezduszność bezsennych nocy – bill i jego twarz, w której kryją się same dobre rzeczy, cała wyobrażona dobroć i ciepło świata tego.


kładę się na boku, jednym okiem patrzę w odbiornik, drugim próbuję przechytrzyć to ciemne, które się we mnie rozwija, i o niczym innym już nie myślę. nie myślę o zielonych wzgórzach afryki, o szczęśliwych porankach, szczęśliwym życiu, nie myślę o książkach, do których za dnia wybiegam myślami, o tobie ani o sobie, ani nawet o niedokończonym wierszu. unoszę się ciężko na powierzchni i odliczam sekundy, aby wcelować w ten krótki moment, który nigdy nie nadchodzi, pomiędzy ciemnym a jeszcze ciemniejszym, gdy będzie można wreszcie puścić się i swobodnie jak kamyk opaść na dno.


Klick!!!

Ludwik Cichy komentarzy: 0

Grunt, żeby mieć coś do powiedzenia ważnego





Fot: Yves Lecoq




(opowiadanie)




- Zapalimy...

- Jak z filtrem, to przesmrodzę faktycznie, czemu nie...


- Dwie chmury i po sprawie.

- Nie ma sprawy.


- A ty wiesz jak mnie gira bolała wczoraj?! O! Te kolano, aż do pięty, jedno rwanie. A ty wiesz jak mnie będzie jutro bolała?! Zobaczysz jak mnie będzie jutro gira bolała, zobaczysz, wiem co mówię, mówię ci.

- A jaką ja mam apatie dzisiaj?!


- A wczoraj jakie miałem apatie?! Mówię ci, takie mam apatie, a świata to w ogóle... taka znieczulica jest. Kompletna jest znieczulica, do tego stopnia!

- Taaa... to jest prawda. Wiesz co, to jest taka prawda, że naprawdę... wiesz...


- Nic się nie chce. No nic, choćby się i człowiekowi co chciało!

- A co się ma chcieć, jak się nawet nic nie chce?


- O! Za komuny się działo. Skiby ze smaluszkiem się wzięło, poszło się na strajk, postrajkowało na styropinie trochę, wypiło za lepszą Polskę, pośpiewało ze swoimi solidarnie aż miło jak złoto. Gdzie tam teraz między ludźmi solidarność?

- Za komuny ludzie byli bliżej i taka jest bynajmniej święta prawda.


- I pomarańcze były, że ho!

- Nawet w gazetach o nich pisali.


- I statkiem se płynęły, aż z tych ciepłych krajów, co je prawdziwy Murzyn uprawiał. A nie teraz z kauflandu za dwa złote i smakują jak za dwa złote.

- O! Murzyn ma technikę uprawy, łatwo Murzyna nie podrobisz.


- Tak jest, a ja tu idę właśnie dalej po na grilla coś.

- Ja też lecę, bo zaraz będzie mój odcinek. Też oglądacie na posacie?


- Ja na jedynce przeważnie bardziej wolę, bo nie mam posatu.

- To na razie. I pozdrów Witka, jak będziesz widział brata.


- Na razie... Ale ja jestem Witek.

- Łee, zawsze was mylę, bo tak samo gadacie, jakbym Witka spotkał, no.


- Dobra jest, co za różnica; grunt, żeby mieć coś do powiedzenia ważnego.

- I o to chodzi, żeby było bardziej jakoś bynajmniej, a nie tylko wciąż to samo.



Yves Lecoq, foto.
Klick!!!

You Tube komentarzy: 0

Gitarzysta

You Tube komentarzy: 1

Mały Józef rzeźbi Wielką Anglię polskim aminokwasem i diamentową sztangą

Piotr Parda komentarzy: 0

Dom wschodzącego słońca

Marek Raczkowski komentarzy: 0

Rysuje

Andrzej Bobrowski komentarzy: 0

Plakat

Ludwik Cichy komentarzy: 0

Nagranie z kamery hotelowej



Rysunek: Andrzej Bobrowski
Nagranie z hotelowej kamery




- O czym czytasz?

- Że gepard pędzi 100 na godzinę, dogania impalę, podcina jej nogi, zarywają w ziemię, chmura pyłu opada i gepard się do niej zabiera. Taki obiad, jak nigdy nic. 100 na godzinę, bęc o ziemię i nic mu się nie stało.

- Co to jest impalę? – zapaliła swoją nocną lampkę i rozpoczęła kremowanie szyi przed snem.

- Taka murzyńska sarenka.

- Jaka? – zakręciła słoiczek z kremem vichy sięgnęła po inny słoiczek.

- Taka nie za duża, w sam raz.

- Może by nam takie coś pasowało do ogrodu? – odkręciła drugi słoiczek. – Może byśmy sobie kupili? Jak to wygląda?

- Brązowe, z białym brzuchem chyba.

- A, to nie, za dużo by było brązu. Jak się nazywają te brązowe, co już mamy?

- Daniele.

- No daniele, nie ma co za dużo w jednym kolorze. Coś żółte by się przydało.

- Papugi?

- Nie chcę papugi, tylko by srały na kwiatki, a co jeszcze piszą w gazetach?

- Tak tylko przeglądam, żeby oczy zmęczyć przed snem…

- Dobrze ci w okularach, wiesz?...

- Uhm.

- Może bym sobie też kupiła – odkręciła trzeci słoiczek z kremem – co myślisz?

- Po co ci?

- Czy ja wiem, coś bym sobie kupiła.

- To sobie kup, po to są pieniądze, żeby kupowały dla ciebie co chcesz – przewrócił kartkę.

- Ale co?

- Co chcesz.

- Nie wiem co bym miała chcieć, ciebie się pytam… No popatrz, nie zakręciłam słoiczka i teraz nie wiem która nakrętka jest do którego kremu. Kurde, powinni to jakoś zaznaczać! A nie tak, że teraz nie wiem co zrobić…

Trzymała w dłoni otwarty słoik i patrzyła na dwie leżące nakrętki, nie mogąc się zdecydować, którą wybrać.

- Spróbuj niebieską.

- Obydwie są niebieskie, kurde! Powinni zrobić tak, że do niebieskiego kremu jest niebieska, a do różowego różowa, a do białego biała, kurde, a nie, że wszystkie kremy co kupuję są niebieskie.

- Pokaż – odłożył gazetę i ponad jej brzuchem sięgnął po najbliższą nakrętkę – spróbuj tą.

- No, ta pasuje – zakręciła słoiczek i sięgnęła po kolejny. – Ale i tak powinni coś z tymi cholernymi kremami zrobić, a nie tak byle jak, że się potem kobieta musi męczyć niepotrzebnie i denerwować przed snem. A skąd wiedziałeś, że to ta?

- Nie wiedziałem; wszystkie są takie same i pasują.

- Takie same? To może oni tam do środka to samo wkładają i tylko zmieniają napisy na etykietkach? Nie… no chyba nie – odpowiedziała sama sobie. – Ale i tak ten świat jest taki okropny.

 

rysunek: Andrzej Bobrowski




Marius van Dokkum komentarzy: 0

Kiedy pada, rodzą się prawdziwe pasje

Antek Wajda komentarzy: 0

Nie piję, wolę zabawę