20 września 2020, niedziela
Marcin Król komentarzy: 0

Notatki

Notatki 10, 14 kwietnia
Zgoda to także zgoda na rozmowę. Nie na pogawędkę, dyskusję, debatę, dialog (w innym rozumieniu niż u Platona), deliberację i tak dalej. Rozmowy w naszych czasach właściwie nie prowadzimy.

Rozmowa trwa długo, a jej uczestników może być od jednego do trzech. Rozmowa najczęściej wymaga kontaktu osobistego, ale niekoniecznie. Może być korespondencyjna. Można ją prowadzić z samym sobą w duchu. Rozmowa jest zawsze poważna, chociaż jej temat nie musi być poważny. Zgoda na rozmowę oznacza niezbędne skupienie na jej temacie, a przede wszystkim na rozmówcy. Rozmowa może być na określony temat lub bez tematu. Może mieć cel praktyczny lub w ogóle nie mieć celu ani konkluzji. Sama przyjemność rozmowy wystarczy.

Sens rozmowy polega na rozmawianiu. Nie ma utylitarnego charakteru. Z rozmowy bowiem nic nie wynika. To jest dla nas dzisiaj nie do przyjęcia, bo nie ma czasu, bo telewizja i internet, bo nie potrafimy się skupić na niczym, co bezinteresowne. Prowadzimy więc idiotyczne wymiany zdań w rodzaju: gdzie państwo jadą na wakacje. Pozorujemy rozmowę, chociaż zdanie jej uczestników nic nas nie obchodzi. A przecież bez bezinteresownej rozmowy stosunki z innymi ludzi stają się beznadziejnie błahe. Oczywiście, możemy się razem napić, ale z tego nie urodzi się rozmowa.
Rozmowa to pożywka dla ducha. To okazja do przebywania w innym świecie, w którym drugi człowiek jest naszym dramatycznie istotnym towarzyszem. Bez niego, bez rozmowy nie potrafimy żyć. Bezinteresowność jest warunkiem istnienia dobrej wspólnoty. A kluczem do bezinteresowności – rozmowa. Nie o głupocie naszego rządu, ale o tym, jak zło mogło tak łatwo zwyciężyć. Na czym polega ponętność zła. Jak z nim walczyć (bez większych nadziei na zwycięstwo)? Rozmowa ratuje nas także przed bezmyślnością świata publicznego. Rozmowa więc jest dobrem sama w sobie, ale wymaga od nas wysiłku. Zgoda na rozmowę to jak zgoda na istnienie drugiego człowieka. Kiedy nie rozmawiamy stajemy się egoistyczni, samotni, głupi i interesowni. Ten kto nie rozmawia, nic nie rozumie. Dzisiaj dotyczy to nas wszystkich. Ale wcale tak być nie musi, chociaż nadzieje mam nikłe.
Lektura polecana: Adam Mickiewicz, „Wielka improwizacja", Dziady, część II, scena 2

Wszystkie notatki profesora Króla, Klick!!!

Tasarım Sancısı komentarzy: 0

Jak umyć bezę?

Dariusz Łukaszewski komentarzy: 0

Fragment całości


Foto: Claudia Rogge, Klick!!! 


Ludzie mówią, że jest za dużo ludzi.

Nigdy jeszcze nie było tak wielu, co tak mówią.

Lecz żaden nie ma na myśli siebie.

Rano czarny kot sika na trawnik, nie na asfalt, bo wciąż żyjemy w czasach, gdy trawa pokrywa więcej ziemi niż asfalt. Od trawy więcej jest tylko wody w oceanie, gdzie żyje śledź solony i wędzona makrela, które dla mózgu są lepsze od orzechów. Jednak nie wszyscy ludzie są wybitni; większość stanowi tylko tło dla wybitnych.

Są tacy, którzy wyglądają na takich, co żyją pełnią złożoną wyłącznie z rzeczy znaczących. I produkują życiorysy utkane z gęstej materii zdarzeń godnych uwagi. A inni tylko zbijają bąki. O jednych śpiewają piosenki, a o innych nie; jednym się kłaniają, a drudzy muszą się kłaniać. Jedni chętnie ratują będących w potrzebie, drugim pozostaje rola ratowanych. Każdy woli być po stronie ratujących niż ratowanych, chociaż ci drudzy są warunkiem koniecznym do zaistnienia szlachetności pierwszych, więc tak samo ważni. Są też i tacy, którzy potrafią odnieść się z pogardą do każdego, do kogo mogą się bezkarnie odnieść z pogardą.


Poza tym ludzie przeważnie są zmęczeni, bo bycie wypoczętym to naprawdę ciężka praca. Dla więszości okazywanie dobrego humoru to jeszcze cięższa praca. A czas tak galopuje, że nawet nie ma kiedy się zestarzeć.

You Tube komentarzy: 0

Jan Komasa w Radio Zet

Ludwik Cichy komentarzy: 0

Ktoś musi czytać, żeby pisać mógł ktoś



Prawopodobnie zjadłem 70 świń, zakładając, że człowiek zjada dwie rocznie. Chociaż żadnej nie widziałem na oczy za życia, ani tym bardziej nie znałem osobiście.


Odkąd pamiętam, do wszystkiego się przymuszam. Do mówienia pacierza ze zrozumieniem się przymuszam, do gimnastyki, do lubienia Pana Jezusa, który mnie kocha miłością, do rzucania palenia i do siedzenia prosto a nie krzywo się przymuszam. Do grania na gitarze, żeby umożliwić ludziom zrealizowanie naturalnej potrzeby podziwiania mnie. Przymuszam się do ustawiania budzika na dziewiątą trzydzieści, żeby nie być darmozjadem. I żeby nie śmiać się z sąsiada patrioty, co się jara adrenaliną wywożenia śmieci do lasu. I żeby być dobrym, a nie tylko wciąż złym, się przymuszam.


A choćbym się nie wiem jak natężał w przymuszaniu moim i naprężał, to poziom holesterolu na świecie będzie wciąż wyższy niż poziom inteligencji, i wciąż wkoło będzie więcej czasu niż rozumu.


A każdy, choć zasługuje na wszystko, to i tak przeważnie dostanie to, na czym mu najmniej zależy.


Na szczęście ludzie bardzo lubią zbierać punkty, które wymienią sobie na inne punkty. A te mogą potem sumować i wymieniać na jeszcze zupełnie inne punkty! Więc nie ma co malkontentować, bo czasy takie, że naprawdę jest czym się zająć. A wkrótce przyjdą święta, wszyscy zabiorą się za trzepanie dywanów, umyją okna, ale znów nie będzie dwóch takich samych bigosów.

Foto: fragment scenografii Agnieszki Jarząb