26 maja 2020, wtorek
design-dautore.com komentarzy: 0

Nowy tydzień, i znów wszystko jest możliwe...

Dariusz Łukaszewski komentarzy: 0

Instrukcja pisania



Trzeba bardzo uważać, żeby o wsi pisać z godnością i z przecinkami, by nie być posądzonym o brak inteligencji. Zamiast skupiać się na psach przykutych łańcuchami do budy i tłukących łapą w pustą michę, lepiej dać wyraz wyrobieniu estetycznemu i wybrać przyjemny motyw – nikt nie ma obowiązku pisać wszystkiego co wie; tego się przecież od piasarza dzisiaj nie wymaga; pisarz powiniem pisać zwłaszcza o tym, czego nie wie; wtedy napisze coś od siebie, da autorską interpretację, a nie tylko prosty opis pozbawiony formy, czyli własnego sposobu opowiadania historii.


A na wsi, jak na wsi – siedzą sobie i kartofle jedzą. Gorące, uparowane, w skórach, palce lizać. Olejem lnianym okraszają i szczyptę soli dają, ale nie za dużo; wiadomo – sól bardzo niedobra, a cukier bardzo dobry, tylko że nie z kartoflami a do herbatki. Czasami zawieje, a czasami to tak, że ho, ho! Chociaż przeważnie to nie wieje. A wieczorem słońce zajdzie na zachodzie, ale rano znów wstanie, tylko że na wschodzie. I Nowy Rok się zaczął, więc zaraz święto Trzech Króli, dni coraz dłuższe i cieplejsze coraz, bo miłe słońce przyświeca szczodrzej, w takiej promocji, że nie trzeba za to nic płacić, po prostu za darmo. I dla młodych i starych dla. A będzie jeszcze lepiej bo przyjdzie Wielkanoc i z całego świata przylecą do wsi bociany, i będą tu dochodziły do siebie po tułaczce u obcych, aż staną się dorodne jak gęsi tutejsze, tłuste.


Darzy się na wsi tak, że kury tutejsze większe od koguta. Bo wychodzą na spacer po wolnym wybiegu dietę urozmaicać, indywidualne upodobania smakowe realizować. Gdy kura taka dziobnie dżdżownicę wystającą z ziemi bogatej i pociągnie gwałtownie za głowę lub tyłek, to nie da rady jej połknąć - taka dorodna - tylko w połowie urwie, a reszta robala do ziemi się schowa i zaraz mu urwana głowa albo tyłek odrośnie. A jak się dżdżownica pomyli i zamiast tyłka głowę odbuduje, to będzie miała dwie głowy. Dużo się myli i ma dwie głowy na wsi.


Czasem pada, ale po deszczu Pan Jezus zaraz rozpina nad wsią kolorową tęczę. I znów żyje się szczęśliwie i dostatek taki, że po ulicy spacerują surowe kurczaki i nikt za nimi z maczetą nie gania. O, tutaj nie ma głodu. A latem... Latem słońce będzie świecić aż do nocy i będą ludzie korzystać za darmo. Żyje ich tu akurat tylu, że każdy w ciągu życia jest w stanie poznać wszystkich pozostałych i gdy nadejdzie pora, może powiedzieć ze spokojem: Oto kres, poznałem już wszystkich na świecie.



Rysunek: Andrzej Bobrowski

Nowy Pompon komentarzy: 0

Coraz większa cena za zamieszczenie nieprawdziwej informacji w kolorowej prasie

Dariusz Łukaszewski komentarzy: 0

Zwierzęta na wsi i w mieście

...


Rys. Noma Bar


Żmija napotyka węża pod omszałymi zgliszczami jakiegoś giganta - nie do rozpoznania już czy to dąb, grab?... Może buk, co za życia wydawał się potężny tak, że nie do pokonania przez nic, nawet przez tura, przez zaprzęg koni seściu nawet, a teraz wśród mchów wypasionych na jego truchle żmija z wężem się spotyka. I zamiast zejść z drogi jedno drugiemu, rzucają się na siebie, na śmieć lub życie. Żmija łapie węża za ogon, a wąż wgryza się w ogon żmiji. Zaczynają się wciągać, pożerać na wyścigi. Coraz mniej węża, i żmiji coraz mniej. Coraz zacieklej się wciagają, a im wciągają się więcej, tym coraz ich mniej. Aż pożerają się, żmija węża, a wąż żmiję. Nie pozostaje po nich nawet ślad.

A w stawie szczupak niedorostek dużego okonia dopada i nie daje rady skosumować. Wielka głowa okonia mu z paszczy wystaje niedając się połknąć, w końcu obraca się ta głowa i wpija zęby w szczupaka i pożera go, chociaż nie ma już brzucha żeby szczupaka strawić, ale pożera, i wciąga, i pożera, ale nikt się o tym nie dowie, bo wszyscy śpią do rana, aż wszystko będzie jak zawsze, jak powinno, a teraz jest noc czarna i straszna, więc lepiej nie widzieć nic i nie słyszeć, bo po co, skoro rano i tak będzie jak zawsze? Więc w głębi nocy bezkarnie wychodził z lasu tygrys i zaglądał do wioski, ale nie czynił krzywdy nikomu, a gdy już komuś krzywdę czynił, to nieszczęśnik znikał w nocy i rano go już nie było, więc wygodniej było myśleć, że poszedł sobie gdzieś za pracą, albo po papierosy. Bo skąd tu tygrys niby? A tgrys urwał się z cyrku i z czasem zchardział. Nazywał się Baba, i jak się do niego powiedziało: - Baba! - to stawał na baczność i słuchał uważnie dalszych rozkazów, ale we wsi nikt nie wiedział, że trzeba do niego powiedzieć Baba! Bo jaki tygrys, jak tu nawet kotów na lekarstwo! A tygrys przybywał w nocy i jak już komuś krzywdę czynił, to ten znikał i przestawał tu być. Wiadomo, ludzie znikają za pracą, za nową kobietą, albo po papierosy po prostu; wiadomo że i z innych delikatnych powodów wołających o dyskrecję, więc tym bardziej uszanowć zniknięcie warto, dla zdrowia znikającego, dla własnego oraz cudzego, kimkolwiek jest, żeby było jak zawsze, jak trzeba żeby było.

Ale zniknęłą krowa. W nocy, w dodatku we wsi. A wiadomo, krowa nie poszała za inną kobietą, za pracą, po papierosy. O, krowa to jest co innego; daje mleko, mięso daje i pieniądze, a teraz nie da. Bo zniknęła, nie ma jej, a wczoraj była jeszcze, więc kurwa jego mać! I szukają, rusza śledztwo na całą wieś i oklicę. Szukają tu, szukają ówdzie, a nigdzie nie ma krowy, mleka, pieniędzy i mięsa, nigdzie. Po prostu musiała po papierosy gdzieś, albo za kobietą. Ale czy to normalne, żeby krowa tak tego? Tu coś musi niehalo być, nie inaczej, bo żeby tak krowa wyparowała, a nikt nic... Tu trzeba jakoś inaczej podejść do zagadnienia, się zebrać i zabrać za taki temat niezwyczajny, ale jak i komu? Jak już się przecież zebrali, zabrali i nic. Z czasem to przestanie być ważne, bo jak długo można rozpamiętywać; poszła gdzieś w jakiejś sprawie krowiej i nie udało jej się załatwić, dziwne? A bo to wszystkim się dzisiaj wszystko udaje? Przeważnie nikomu nie udaje się nic, i tych jest najwięcej, więc co się dziwić krowie głupiej?

A w mieście, dwóch nieznajomych właśnie pobiło się przed niemieckim marketem. Bo jeden wierzył w jednego Boga, a drugi w innego Boga. Nie oszczędzali się i bryzgała krew, gołym okiem było widać, że wiara obu musi być wielka. Nie wiadomo który Bóg mocniejszy, bo ktoś zadzwonił, podjechała suka na syrenie i uciekli. Obaj przez tę samą dziurę w płocie okalającym marketowy parking.

Orzeł przelatywał nad miastem, ale nie zainteresował się fabułami rozgrywającymi się w dole. Może leciał za wysoko? Nie wiadomo czy miał jeszcze koronę na głowie, czy już gdzieś zgubił; nikt tego nie dostrzegł, bo nikt nawet orła nie zobaczył - tak każdy był zajęty oglądaniem, co się dzieje dookoła, że na orła już nie starczyło miejsca w polu widzenia, a co dopiero na taki szczegół jak korona czy jej brak na głowie.

Olga Tokarczuk komentarzy: 0

MOWA NOBLOWSKA

Sylwia Chutnik komentarzy: 0

mówi o czym się nie mówi