17 listopada 2018, sobota
Ludwik Cichy komentarzy: 0

Z życia myszy (bajka)




Na drogę wyszła mysz, z tobołkiem przerzuconym przez ramię na plecy.

Zatrzymała się w cieniu liścia łopianu, zdjęła okulary, przetarła, nałożyła z powrotem, rozejrzała się: z jednej strony był nieznany świat i z dugiej strony był świat, którego nie znała.


Całe swoje życie mysz spędziła na dziesięciu metrach – skrawku pola, jakie miała teraz za plecami. Pole było ogromne. Rozciągało się od jednej linii horyzontu do drugiej i od lasu, którego nigdy nie widziała, do strumienia, którego też nie widziała. Mysz urodziła się na środku tego pola, a kiedy podrosła, opuściła swój dom w płytkiej norze pod kamieniem i przeszła kilka metrów, by wykopać swoją norę i urządzić w niej własny dom.


Do nowego domu myszy prowadziły trzy podziemne tunele, którymi mogla wejść lub uciec, gdyby zaatakował drapieżnik. Kiedy urządzała swoje mieszkanie, człowiek, do którego należało wielkie pole, dawno już obsiał je zbożem – wyglądało wtedy jak trawa sięgająca do kostek. Wkrótce podrosło do wysokości kolan i mysz mogła poruszać się w nim bezpiecznie, niewidoczna dla myszołowa patrolującego pole z góry. Potem zboże wyrosło jeszcze bardziej i sięgało człowiekowi do pasa, a na końcu każdego źdźbła pojawił się kłos z ziarnem.


Z pozycji myszy zboże stało się wielką, przyjemnie zacienioną dżunglą wysokich drzew, z pysznymi owocami na wierzchołkach. Raz po raz wiatr poruszał drzewami i strząsał z nich owoce, a wtedy ziarna opadały na ziemię. Mysz wydeptała ulice i ścieżki do miejsc, gdzie ziaren spadało najwięcej. Czasami zapuszczała się tak daleko, że natrafiała na ścieżki wydeptane przez inne myszy; wtedy cofała się, by nie wchodzić na teren należący do kogoś innego. Inne myszy też nie zapuszczały się na jej teren, więc mysz wiodła spokojne życie na swoich dziesięciu metrach w dżungli chroniącej przed spiekotą lata i przed myszołowem, który już nawet zapomniał o jej istnieniu.


Pewnego dnia do mieszkania myszy przybył mysi kawaler, ale jej nie było akurat w domu. Odszedł rozczarowany i obrażony tak, że nie zostawił dla niej listu, a może zwyczajnie nie umiał pisać, taki to był kawaler.


Ziaren przybywało z każdym dniem i były coraz smaczniejsze. Mysz zaczęła je gromadzić w spiżarni w swojej norze i w jeszcze jednej, wykopanej w pobliżu. Czasami padał deszcz i powstawały małe kałuże, w których można się było porządnie umyć. Wody do picia dostarczała poranna rosa.

Z czasem mysz postarzała się i musiała nosić okulary. Coraz rzadziej wychodziła z nory. Przesiadywała w swoim domu i albo spała, albo rozmyślała; najczęściej o tym, czy istnieje jakiś inny świat niż zboże, i czy jest tam jakieś życie? Ziarna spadały teraz na ziemię wszędzie, zdarzało się że wprost do mysiej nory.


Pewnego dnia mysz obudziło trzęsienie ziemi. Ściany nory drżały a z sufitu odpadały grudy ziemi. Mysz schowała się pod fotelem i zakryła głowę poduszką, ale i tak do uszu dochodził rozdzierający rumor kombajnu sunącego po powierzchni pola. A potem trzęsienie ziemi ustało i zapadła cisza. Mysz ostrożnie wysunęła z nory węszący zagrożenie nos, później uszy, a w końcu całą głowę. Nie rozumiała tego, co zobaczyła.


To, co jeszcze przed chwilą było wielką, wysoką, zacienioną, dającą schronienie i ziano dżunglą, teraz stało się płaską patelnią, przypiekaną przez palące słońce. Świat myszy zniknął. Przestał istnieć, z minuty na minutę.


Mysz wyszła z nory i zaczęłą krążyć wokół domu, nie mogąc wciąż uwierzyć w to co się stało. Nagle dostrzegła cień sunący po szczecinie skoszonego pola. Zdążyła wskoczyć do nory w ostatniej sekundzie; myszołów zamisat myszy porwał w szpony kawał ziemi, który był sufitem jej mieszkania.


Nie miała już domu, jej bezpieczny świat przestał istnieć. Mysz spakowała tobołek, poczekała w jednym z tuneli do zmroku i pod osłoną nocy wyruszyła na poszukiwania nowego miejsca, w którym mogłaby znów normalnie żyć. Rano dotarła do drogi. Słońce zaczynało już przypiekać, dlatego schroniła się po liściem łopianu. Długo rozważała, czy powinna iść drogą w lewo, czy lepiej w prawo. Z jednej strony czekał nieznany świat i z dugiej strony też był świat, którego nie znała. Na dodatek słońce zasłoniły ciężkie chmury i rozpoczęła się ulewa. Ciemniejące niebo przecięła pierwsza błyskawica i rozpętała się gwałtowna letnia burza. Nieszczęścia chodzą parami, pomyślała mysz skulona pod parasolem z liścia łopianu.


A kiedy tak padało i padało, mysz pomyślała, że strugi deszczu zmoczą także myszołowa! Uczepiła się tej myśli i już jej nie puściła. Całą nadzieją myszy i jedyną szansą było teraz to, że ulewa przemoczy pióra myszołowa tak, że nie będzie mógł polować przez cały dzień, a nawet dwa.


Kiedy burza pognała straszyć w inne miejsce daleko stąd, i zabrała ze sobą swoje bicze wodne, błyskawice, wycia wichru, ciemne chmury, inne strachy, mysz zarzuciła tobołek na ramię i odważnie wyruszyła. Nie poszła ani w lewo, ani w prawo – pobiegła wprost przed siebie, przez drogę i zniknęła w zaroślach.


Czy jej się uda? Przecież teraz wszystko może się zdarzyć. Ale skoro zdarzyć może się wszystko, to może się zdarzyć też dużo dobrego, bo dlaczego nie, skoro może wydarzyć się wszystko.

Sławomir Mrożek komentarzy: 0

Nuda, nic się nie dzieje, czas na Mrożka

Charles Bukowski komentarzy: 0

- Jesteś najmniej znanym sławnym facetem, jakiego znam.

Ludwik Cichy komentarzy: 0

Ktoś musi czytać, żeby pisać mógł ktoś



Prawopodobnie zjadłem 70 świń, zakładając, że człowiek zjada dwie rocznie. Chociaż żadnej nie widziałem na oczy za życia, ani tym bardziej nie znałem osobiście.


Odkąd pamiętam, do wszystkiego się przymuszam. Do mówienia pacierza ze zrozumieniem się przymuszam, do gimnastyki, do lubienia Pana Jezusa, który mnie kocha miłością, do rzucania palenia i do siedzenia prosto a nie krzywo się przymuszam. Do grania na gitarze, żeby umożliwić ludziom zrealizowanie naturalnej potrzeby podziwiania - mnie jak Johna McCartneya. Przymuszam się do ustawiania budzika na dziewiątą trzydzieści, żeby nie być darmozjadem. I żeby nie śmiać się z tego patrioty, co się jara adrenaliną wywożenia śmieci do lasu. I żeby być dobrym, a nie tylko wciąż złym, się przymuszam.


A choć bym się nie wiem jak natężał w przymuszaniu moim i naprężał, to poziom holesterolu na świecie będzie wciąż wyższy niż poziom inteligencji, i wciąż wkoło więcej czasu niż rozumu.


A każdy, choć zasługuje na wszystko, to i tak przeważnie dostanie to na czym mu najmniej zależy.


Na szczęście ludzie bardzo lubią zbierać punkty, które wymienią sobie na inne punkty. A te mogą potem sumować i wymieniać na jeszcze zupełnie inne punkty! Więc nie ma co malkontentować, bo czasy takie, że naprawdę jest czym się zająć. Znów przyjdą święta, wszyscy przetrzepią dywany, umyją okna, ale znów nie będzie dwóch takich samych bigosów.

Foto: fragment scenografii Agnieszki Jarząb

Marek Raczkowski komentarzy: 0

Rysuje w Przekroju

Dariusz Łukaszewski komentarzy: 0

Transmisja na żywo... przerwana

opowiadanie

Na zdjęciu: ekologiczna zabawka dla dzieci


Nowa policja złapała, ujęła, lub zatrzymała mężczyznę w jednej z gmin.


W tej chwili obecnej policjanci wykonują czynności, więc oczywiście nie wiedzą jeszcze jaki konkretny zarzut postawią mężczyźnie, bo skąd mają wiedzieć, jak nie wiedzą co zbroił?


Ale na miejsce udaje się już prokurator, czarną karocą służbową mknie, zaprzeżoną w 320 koni rasy bmw. A na siedzeniu obok, zapieczętowana walizka z zarzutami do wyboru. Już za chwilę kule z zarzutami zostną wrzucone do bębna maszyny losującej i w obecności specjalnie powołanej komisji rozpocznie się losowanie.


W tej chwili obecnej przekazujemy wiadomość, jaką udało nam się uzyskać od naszego specjalnego wysłannika. Otóż, w czasie czynności wykonywanych przez policję, zdołano ustalić z wysokim prawdopodobieństwem, że mężczyzna nie został złapany, ani ujęty, jak pierwotnie można było przypuszczać, ale zatrzymany, choć jak ujawnia nadkomisarz do spraw kontaktów z mediami – na tym etapie śledztwa nie można jeszcze wykluczać innych możliwości, których dla dobra śledztwa nie może ujawnić. Podsumowując: mężczyzna, najprawdopodobiej – zatrzymany, oczekuje na wynik losowania, przy czym maszyna losująca wybierze demokratycznie sześć zarzutów wstępnych, spośród których prokurator, pod nadzorem komisji losującej, obiektywnie wyciągnie losowo jeden ostateczny.


Mamy połączenie z naszym specjalnym jakby wysłannikiem, halo wóz transmisyjny, halo Mariusz! Halo! Słyszymy się?!


- Tak. Proszę państwa, właśnie sprawdzane są jakby pieczęcie zabezpieczające pojemnik, i... cóż za emocje proszę państwa, zarzuty lądują w bębnie maszyny losującej! Maszyna poszła w ruch! Jaki los wylosuje dla zatrzymanego? Proszę państwa, sekundy zaledwie dzielą nas od poznania, czy mamy do czynienia z drobnym złodziejaszkiem, sadystycznym mordercą, innym łahudrą, a może z groźnym terrorystą lub nawet z zamachowcem stanu czy – przepraszam jakby za wyrażenie – zdrajcą, bo i taką ewntualność musimy brać pod uwagę, gdyż ponieważ w chwili obecnej nic jeszcze o tym zatrzymanym mężczyźnie nie wiemy. Co za emocje! Wszystko może się jeszcze zdarzyć, bęben maszyny losującej jest okrągły, a wszystkie możliwe zarzuty są w tej chwili w grze. Dosłownie sekundy dzielą nas od uzyskania odpowiedzi na nurtujące wszystkich pytanie: kim jest mężczyzna?! Teraz jeszcze nie wie tego nikt, nawet on sam, ale zaraz, dosłownie za sekund kilka będzie jasne, kogo zatrzymała dzielna policja. Po krótkiej przerwie powracamy na antenę. Zostańcie z nami.


W bloku reklamowym same promocje zdrowia, szczęścia oraz innej pomyślności za naprawdę niewielkie pieniądze, a więc dla każdego. W dodatku to co lubimy najbardziej - można zbierać punkty, które dają się wymieniać na inne punkty, a nawet łączyć z zupełnie innymi punktami, dającymi się wymieniać na jeszcze inne punkty; naprawdę jest w czym wybierać i nie można narzekać, bo zwyczajnie nie wypada.


A na miejscu, w gminie, rzeczy biegną dalej, choć swobodniej, bo blok reklamowy je przykrywa, więc można mniej służbowo, a więcej po ludzku.


- Zapal sobie sobie jeszcze ostatniego – proponuje munudrowy aspirant zatrzymanu.

- Doceniam grzeczność i dziękuję, ale nie palę, niestety.


- No masz!... To se chociaż zadzwoń ten ostatni jeden raz – aspirant podaje zatrzymanemu jego zarekwirowany wcześniej telefon. - Dzwoń gdzie chcesz, nawet do Pana Boga se dzwoń ha, ha, ha. Ale minutę tylko, potem koniec. Bo wracamy na wizję i rozumiesz...

- A zadzwonić mogę, nawet chętnie – zatrzymany bierze swój telefon od rozbawionego aspiranta i wybiera numer.


Mówi dwa zdania, po czym oddaje telefon do posłuchania uśmiechniętemu aspirantowi. Ten przykłada kawałek plastiku do ucha i uśmiech zamiera na jego twarzy, ustępując wyrazowi najwyższego skupienia. Rozdeptuje zaczętego dopiero co papierosa, salutuje i staje na baczność, po czym krokiem defiladowym rusza do dowódcy akcji i przekazuje mu komórkę. Dowódca przykłada mały kawałek plastiku do ucha, po czym natychmiast rusza defiladowym do samego prokuratora, który akurat zajęty jest prawieniem dyrdymałów fajnej protokulantce komisji, więc piorunuje wzrokiem dowódcę, jednak widząc jego determinację, decyduje się przerwać na chwilę zaloty i manifestując mową ciała niezadowolenie pod tytułem: masz u mnie przejebane, cycu rybi, bierze od dowódcy policji telefon, przykłada do ucha i... prokurator kamienieje. Życie odpływa z jego twarzy. Pod wpływem paru słów wypowiadanych przez maleńki głośnik z kawałka plastiku ważącego mniej niż sto gramów. A potem, właściwie natychmiast, energicznym głosem uzbrojonym jeszcze w służbowy autrytet wydaje polecenia.


Pierwszy znika z pola widzenia prokurator, czarną karocą zaprzeżoną w 320 koni czystej rasy bmw, za nim komisja z protokulantką znika pośpiesznie, a goni ich już rój radiowozów policyjnych spierdalających z pola widzenia na sygnale.


Pozostaje tylko nic niewiedzący jeszcze, zdezorientowany wóz reporterski ze skołowanym Mariuszem reporterem oraz zatrzymany, o którym już się nic nie dowiemy, bo odgórnie nie wolno. Dlatego, gdy skończy się blok reklamujący punkty, które tak lubimy zbierać i  wymieniać na inne, jeszcze fajniejsze punkty dla zdrowia, szczęścia oraz innej pomyślności, na ekranie zobaczymy już Marylę Rodowicz, która jest najlepsza na wszystkie okazje, gdy ją się ładnie poprosi.

Miron Białoszewski komentarzy: 0

...