13 listopada 2018, wtorek
Redakcja komentarzy: 0

Oto, jak Dorota Masłowska rozstała się z Przekrojem,


z wzajemnością. Był marzec roku 2004.




Od kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, nie znam już żadnych interesujących osób. Wszyscy mają wszystkie zęby. To nie jest moja muzyka.







Pożegnalny felieton Doroty Masłowskiej


To jest ostatni odcinek, nie będę tego przed nikim ukrywać, że już więcej nie będzie. Łączę się w bólu ze swoimi czytelnikami, łączę się również w uldze z tymi, co dostawali dreszczy, ponieważ ja też dostawałam dreszczy, wszyscy wiedzą, że nienawidziłam i nie jest to postkokieteria. Nie ma o czym mówić. Nie ma nic tak odświeżającego jak wracając ze szkoły, zwolnić się z pracy. Jest to prawdziwy luksus.


Jest to teledysk wspomnieniowy, na którym pokazane jest, jak muzycy w zwolnionym tempie wysiadają z autobusu, niosąc dziurawy bęben, jest to smutek zwijającego się namiotu cyrkowego. Z baru odpada kolejny uczestnik i odchodzi w ciemność przy piosence Portishead. Tak się właśnie czuję. „Ballada o lekkim zabarwieniu erotycznym" też już się kończy, za to w marcu ma wyjść nowa płyta Blonde Redhead. Od kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, nie znam już żadnych interesujących osób. Wszyscy mają wszystkie zęby. To nie jest moja muzyka. Raz po raz słyszę od pana i wydawcy: „Przestań tak przeklinać". Przestałam palić papierosy. Przestałam też wszystko. Zupełnie przestałam być miłą osobą, którą zawsze byłam, natomiast niezwykle zaczęło zależeć mi, żeby nie palić u mnie w mieszkaniu, nie chodzić w butach i nie siadać na pościeli. To są teraz moje priorytety. Punk is dead. Obejrzałam dwa odcinki „M jak miłość".


Przyjechałam do tego miasta chyba tylko, żeby nienawidzić. Nie wychodzić z domu, oglądać Romanticę, kupować płyty za 60 złotych, strzelać z palca do redaktorek pism o przedmiotach i ta zadowolona z siebie onanistyczna nędza bez aspiracji, bez marzeń o wyjeździe za szeroko pojętą granicę, wieczna dyskoteka, epicentrum Polski, Rumunia przybrana krepą i pomarańczką, czy ja mogłabym to tak zostawić? Czy nie jestem uzależniona od swojego obrzydzenia i podstawowego uczucia, które czuję, pogardy? Od podsłuchiwania rozmów, od udawania osób? Od kupowania apokryfów o Jolancie Kwaśniewskiej? Od szydzenia ze studentek polonistyki? Don't be fooled by the rocks that I've got. Nie ma o czym mówić, erotyczna fascynacja światem przedstawionym to nadal nie jest to, do czego zmierzam.


Jak powszechnie wynika z tradycji greckiej, przed ponurą przepowiednią można uciekać, ale nie można uciec, przed ponurą przepowiednią ucieka się, ale raczej w kółko. Linie papilarne są niezmywalne. W galopującej bezsenności piszę swoją drugą złą powieść, nie ma o czym mówić, poza tym ku swojemu własnemu zaskoczeniu jako osoba pozbawiona jakichkolwiek poglądów zostałam z zawodu osobą, która uważa wszystko. To mi się wydaje beznadziejne.

Tak więc żegnam wszystkich, na koniec jedno haiku i jedno przysłowie, wszystko zawsze kończy się źle, uwielbiam wygłaszać takie opinie, to zawsze budzi uzasadniony niesmak.


Dorota Masłowska

"Przekrój" nr 10/2004

Rysunek: Tomasz Bohajedyn

Cichy&Parda komentarzy: 0

Przysłowia polskie (3)

Kacper Zamarło & Company komentarzy: 0

Casting

Berndnaut Smilde komentarzy: 0

Czarodzieje są wśród nas

You Tube komentarzy: 0

Do czego służy Lady Gaga?

Chen Wen Ling komentarzy: 0

Czerwony nad morzem

Lim Heng Swee komentarzy: 0

Polubić siebie

Redakcja komentarzy: 0

Nowa strona Dominika Śmiałowskiego

PORYSUNKI komentarzy: 0

Coś od Magdy D.

Basia komentarzy: 0

New Day For You

Janek Koza komentarzy: 0

Żart rysunkowy