27 czerwca 2019, czwartek

Malarze

Łukaszewski / Stern

ANDY WARHOL

Wciąż coraz to nowi ludzie są w stanie uwierzyć, że Andy Warhol istniał naprawdę, a nie tylko siebie wymyślił. Postanowiliśmy podjąć tutaj próbę przyjrzenia się temu palącemu problemowi, wyrobić sobie zdanie w kwestii: istniał rzeczywiście czy tylko siebie wymyślił? Jeżeli nie macie dzisiaj innych problemów – przejrzyjcie ten materiał.




Jest taki amerykański film, który pokazuje Anioła, w całości. I to jest dowód na istnienie nieba. Niestety, nie mamy akurat pod ręką żadnego filmu pokazującego Andy’ego ani w całości, ani w kawałkach, ale to jeszcze nie jest dowód nieistnienia Warhola.
Stara amerykańska mądrość, pochodząca z końca ubiegłego wieku mówi, że w Internecie jest wszystko, a jak tam czegoś nie ma, to to po prostu nie istnieje. W Internecie od razu znaleźliśmy serwis "Wielcy malarze", pierwszy dowód na istnienie Andy'ego: autoportrety i prace podpisane Andy Warhol.

Drugim dowodem na istnienie Andy’ego może być jego obecność w gazetach. Małgorzata Pośpiech w "Odrze" nr 6, przytacza takie jego myśli i wypowiedzi:
"Robienie pieniędzy jest sztuką, praca jest sztuką, a dobry interes jest największą sztuką."
"Kocham Hollywood. Jest takie plastikowe. Kocham Plastik.
"Żyjesz w wyśnionej przez siebie Ameryce, którą sam dla siebie zrobiłeś ze sztuki i kiczu, tak samo jak w rzeczywistej. Obie są tak samo prawdziwe."

Mirosław Ratajczak w tym samym numerze "Odry" cytuje Andy’ego:
"Wierzę w rozrywkę."
"Kiedy siedzisz i wyglądasz przez okno, to jest to przyjemne. To zabija czas."
"Czy pop-art. mógłby przetrwać bez ludzi z PR? Tak, ponieważ ludzie, którzy przychodzą na wystawę lepiej ją rozumieją. Nie muszą myśleć. Oni tylko poniekąd widzą rzeczy, które im się podobają i łatwiej im je zrozumieć. Sądzę, że ludzie dochodzą do momentu kiedy nie chcą myśleć, i tak jest im łatwiej."

Biograf Andy’ego, amerykański dziennikarz Victor Bockris, przytoczony przez Mirosława Ratajczaka w "Odrze" relacjonuje: "Często okazywało się, że filmował bez taśmy w kamerze. Tylko po to, żeby ludzie zrobili coś co chciał obejrzeć (…) Zwracał uwagę na swoje słabości. Kupował na przykład nowe srebrzystobiałe peruki, których nie czesał. Nauczył się odpowiadać monosylabami, niezrozumiale coś mamrocząc. Zrobił użytek ze swoich słabości i uprzedzał lub neutralizował wszelka drwinę. Nikt nie mógł go sparodiować. Zrobił to sam."

Trzecim dowodem na istnienie Warhola mogą być książki mu poświęcone. Wybraliśmy jedną, która jest bardzo dobrze napisana i wszystko co w niej jest, brzmi wiarygodnie, bo jej autorka to wieloletnia super gwiazda Warhola i – w jakiś sposób – przyjaciółka i towarzyszka życia: Ultra Violet (Izabelle Colin Dufresne). Książka ma tytuł "Moje lata z Andy Warholem" i została wydana przez wydawnictwo "86 PRESS". Oto parę fragmentów wspomnień Ultry, istotnych w sprawie istnienia, bądź tylko wymyślenia przez siebie Andy’ego Warhola:

"Podstawowym dziełem Warhola był Andy Warhol we własnej osobie. (…) U szczytu swojej profesji, zarabiając sumy odpowiednie dla tego szczytu, koncentruje się na swoim podstawowym towarze – sobie samym."



"Ultra: - Jeśli ludzie zaczną się modlić do pieniędzy?
Andy: - Będę malował dolary.

(…)
- Dlaczego ubierasz się w czarną skórę i nosisz ciemne okulary?
- James Dean.
- Gdzie twoja wyobraźnia?
- Nie posiadam czegoś takiego.
- Czego ty właściwie chcesz?
- Żeby mnie natychmiast rozpoznawali.
-Kto?
- Świat."


"Umieram z zazdrości, gdy tylko widzę Vivę w gazecie na zdjęciu z Andym. Na szczęście Andy ma dwa boki, więc gdy tylko pojawi się na horyzoncie jakiś fotograf, Viva i ja pędzimy co tchu. Manewruję tak, żeby stanąć po prawej stronie Andy’ego, wtedy moje nazwisko pojawi się w podpisie pod zdjęciem na pierwszym miejscu.
(…) Zamawiamy duże śniadania. Rozpościeramy gazety. Mówię: - Zobaczmy czy dzisiaj żyjemy! – Przerzucamy strony. Moje nazwisko jest wspomniane raz, Andy’ego dwa razy, ale nie ma naszych zdjęć. To zaledwie przyzwoity dzień. Dzień, w którym nie ma o nas wzmianki, to dzień stracony."



"Andy jest wniebowzięty na wieść, że jedna jego praca znalazła się pod tym samym dachem (Muzeum Sztuki Nowoczesne – red.j) co obrazy Picassa, Braque’a, Mondriana, Dali’ego.(…) Na tym etapie życia Andy jeszcze nie jest hitem na skalę międzynarodową. Ale dwanaście lat później ci sami ludzie (elity finansowe, polityczne i kulturalnered.) zapłacą po 25 000 dolarów za portrety, które tej nocy mogliby kupić za garść pogniecionych drobniaków."


Ultra: - Kiedy ją pierwszy raz namalowałeś (Marilyn Monroe – red.)?
Andy: - Gdy tylko usłyszałem o jej śmierci przez radio, zamówiłem siatkę z jej fotografiami.
- Nie traciłeś czasu.
- Grunt to dobre wyczucie czasu.
- Więc według ciebie całą sztuką jest dobre wyczucie chwili?

(…) Zatrzymujemy się przed fotografią jego 32 Soup Cans.
- Malujesz po prostu to co masz na obiad – powiedziałam.
- Lubię takie jedzenie. Jem je. Maluję je.
- Chagall robi coś zupełnie odwrotnego – mówię. – On sprawia, że krowy i koguty tańczą w takt jego zielonych skrzypiec. Wiesz, że Chagall był kiedyś dyrektorem szkoły artystycznej w Witebsku i przyjął wszystkich malarzy pokojowych z miasta, ich dzieci i żony?
- Dobry pomysł. Ludziom, którzy malują domy powinno się płacić więcej niż artystom, bo to więcej pracy.
- Ludzie mówią, że byłeś kiedyś malarzem pokojowym, bo używasz wałka.
- Barnett Newman maluje pasek na ścianach i jakoś mu to uchodzi.
- Co mu uchodzi?
-Maluje ścianę jednym kolorem, na tym jedną czarna kreskę i sprzedaje to za czterdzieści tysięcy dolarów.
To by było tyle, jeśli chodzi o rozpatrywanie wyższych wartości z Andy’m.

(…) Parę dni później w supermarkecie widzę kobietę, która ładuje z czubkiem wózek puszkami zupy Campbell. Pytam dlaczego aż tyle kupuje. Odpowiada bez wahania: - To dzieła sztuki. Andy Warhol je namalował. Poustawiam sobie na półkach koło książek.
Staję jak wryta z wrażenia. Następnego dnia zabieram do Andy’ego całą torbę puszek z zupą i proszę o autografy. Jest zachwycony kiedy mu opowiadam o kobiecie z supermarketu. Niestety przez najbliższe tygodnie moi goście zjadają zupę. Powinnam była zatrzymać puste puszki. Mogłabym sobie za nie spokojnie żyć na emeryturze."


"Jego zasadą było: co tam, namaluję każdego za 25 000 dolarów.

(…) Słyszę dźwięk brzęczących monet i uświadamiam sobie, że Andy się śmieje."


"Andy: - Jeśli chcesz wiedzieć wszystko o moich obrazach, po prostu patrz po wierzchu. Nic tam z tyłu nie ma."


"Andy: - Lubię nudne rzeczy."


"Próbuję dociec co czyni Andy’ego tak atrakcyjnym dla mnie, dla nas wszystkich ( bywalców Fabryki – red.), bo wszystkich nas przyciąga ku sobie w jakiś wręcz ponadnaturalny sposób. Urok jego jest wynikiem niesamowitej zdolności koncentracji na danej osobie, wywoływania u niej przekonania, że w danym momencie jest tą jedną jedyną w całym wszechświecie. Kiedy do mnie mówi, daje mi odczuć, że jestem jedyną osobą, która mu może doradzić, jedyną, która zna odpowiedzi na jego pytania, jedyną, z którą pragnie być. Nawet, gdy już wiem, że traktuje z taką samą bezpośredniością tuziny, a może i setki ludzi, w dalszym ciągu odczuwam jego moc.

(…)Nikt na świecie nie jest w stanie oprzeć się pokusie gwiazdorstwa. Andy stosuje tę przynętę, by złowić rybkę. Spotyka ładną dziewczynę i mówi: - Taka jesteś piękna, chciałabyś być w filmie? – Spotyka ładnego chłopca i mówi: - Wyglądasz super, chciałbyś być w filmie? –Spotyka bogatą damę z towarzystwa i chytrze zmienia ton: - Potrzebujemy bajecznego apartamentu do naszego filmu, czy moglibyśmy użyć pani mieszkania? – No i wszyscy, albo prawie wszyscy, mówią tak."


"Andy: W przyszłości każdy będzie sławny przez 15 minut."


"Pewnego razu Andy przychodzi ze mną na herbatkę do Dali’ego. (…) Bawi się długim, srebrnym balonem wypełnionym helem. – Ale super! – wykrzykuje. – Gdzie takie coś można kupić?
- W sklepie zabawkowym Schwarza – mówi mu Dali.
Trochę później, już w drodze Andy odzywa się: - Zostaw Dali’ego. Jest za stary i nie wie o co chodzi.

(…)Andy zawsze prawi wszystkim komplementy. Kiedy zabiorę go na premierę i przedstawię reżyserowi mówi niezmiennie: - O, to było fantastyczne! – Później, już na ulicy opowiada mi jakie to było złe."


"Andy, trzaskając swoim polaroidem wykrzykuje: -Wspaniale! Świetnie! – Wracam do przerzucania Vogue’u. Może jestem filmowana, a może nie. Nie ma sposobu żeby się dowiedzieć. Jego telefon bez przerwy dzwoni. Dzieciaki piszące prace semestralne dzwonią żeby porozmawiać z Andym. Ktokolwiek odbiera telefon, udaje że jest Andym."


"Jeśli ktoś ma do wydania dwadzieścia pięć tysięcy dolarów, Andy z ochotą zrobi mu zdjęcie (które i tak trzaska automatycznie, powiększy je, każe przygotować siatki do sitodruku, przeciągnie po nich wałkami z farbą. Voila! Prawdziwy Warhol, nietknięty ludzka ręką. Cały świat pozuje do Jego portretów: Liza Minelli, John Lennon, Muhammad Ali, Diana Ross, Ingrid Bergman, Golda Meir, Jane Fonda, Yves Saint Laurent, Eric de Rothschild…

(…) Było zwykłą praktyką, że każdy komu akurat zdarzyło się być akurat w pobliżu podpisywał się na "Brillo Boxes", "Marylin", różnych wersjach puszek z zupą. Mnie samej zdarzyło się wypełniać ten obowiązek. Gerard, który kierował całym mechanizmem tej produkcji, zamawiał siatki do sitodruku, naciągał płótno, przykładał siatki, nakładał farbę, i wiele razy wypisywał nazwisko Andy’ego.

Pytanie: - Czyj to jest obraz?
Kiedy postawiono to pytanie podczas zamieszania w Rzymie, Andy powiedział do mnie: - Ten obraz jest mój. Jest na nim moje nazwisko. Powinni mi przesłać pieniądze."


"- Największa sztuka, to robienie pieniędzy – mówi w wywiadzie Andy."


"W 1980 roku wychodzi książka Andy’ego Popizm, częściowo skompilowana z nagrań i napisana przez Pat Hackett. (…) Mówię mu, że dostrzegam w niej sporo nieścisłości. Odpowiada: - Nie moja wina. Nigdy jej nie napisałem, nigdy jej nie przeczytałem."


"Jego Eminencja Kardynał O’Connor najpierw odmówił odprawienia nabożeństwa w katedrze św. Patryka. A jednak w niedzielę 22 lutego 1987 roku Katedra kardynała otworzyła swoje podwoje na pożegnalne nabożeństwo dla tego nieśmiałego, prawie ślepego, łysego homoseksualnego albinosa z etnicznego getta w Pittsburgu, który rządził światem sztuki przez dwie dekady, kumplował się z przywódcami światowymi i zgromadził fortunę 100 000 000 dolarów. (…) Nicolas Love, przystojny młody aktor z Hollywood, jeszcze jeden z miliona przyjaciół Andy’ego, czyta fragmenty jego zapisków (podczas mszy żałobnej –red.) Jest tak, jakbyśmy słyszeli samego Andy’ego: ‘Kiedy umrę nie chcę zostawiać żadnych szczątków. … Chcę zniknąć. Ludzie nie mówiliby: On dzisiaj umarł, mówiliby Zniknął. Ale podoba mi się pomysł by ludzie zamieniali się w proch lub w piasek. Byłoby fascynującą rzeczą pojawić się w nowym wcieleniu jako gigantyczny pierścień na palcu Elizabeth Taylor.’

(…) Są wszystkie nazwiska, pod jednym gotyckim sklepieniem (msza żałobna –red.). Jak mówił Andy: Przyszli, żeby zobaczyć kto przyszedł."


"Nic w Andym nie jest takie jak u kogokolwiek innego, bo Andy był i zawsze będzie pierwszym prawdziwym człowiekiem z Plastyku. Kiedy zaczynano używać plastyku zawsze kamuflowano go jako inny materiał. W latach sześćdziesiątych stał się bezwstydnie plastykowy, prawdziwy. Jeśli plastyk jest prawdziwy, to ludzie z plastyku też mogą istnieć naprawdę. Andy postanowił zostać pierwszym prawdziwym człowiekiem z plastyku. Nie ma w tym nic z udawania. To jest autentyczne. Oto prawda o Warholu.
Człowiek z Plastyku jest właściwie robotem, konsekwencją robotyzacji otoczenia. Jest doskonałym produktem swoich czasów. Cieszy się, gdy ktoś mówi, że jego prace są syntetyczne.
Czy Andy będzie pierwszym robotem przyjętym do nieba?"


Tyle Ultra o Andym.
Te trzy dowody przekonały nas, że Andy Warhol nie tylko istniał naprawdę, ale nawet wymyślił siebie.

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

warhol (0)~hrabia, 2009-01-25 21:08:23
Chyba idealny na ministra kultury tylko ze nie zyje
Andy kocham cię!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! (0)~maja178, 2009-03-18 23:46:24
Możecie wierzyć albo nie, wydaje mi sie że spotkałam wczoraj Andy'ego w Poznaniu na Sw.Marcinie. Fakt, trochę sie postarzał, ale miło było. Ktoś go jeszcze widział?
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.