5 lipca 2020, niedziela

Łaskotacz

Łaskotacz

Bardzo straszna sprawa

Tylko dla dorosłych, o bardzo mocnych nerwach.

W niedzielę, 8. marca (dzień kobiet!) w centralnej części zachodnio-wschodniej Wielkopolski dokonano makabrycznego odkrycia. Tuż po obiedzie zawiadomił o nim anonimowy sportowiec.

 



Po pośpiesznym pokonaniu prawie sześciu kilometrów w obuwiu sportowym "Retybook", sportowiec pragnący zachować anonimowość, wbiegł bez tchu na posterunek i ostatnim wysiłkiem rzucił w dyżurnego aspiranta Tadeusza P. telefonem komórkowym (firmy "Moja pierwsza szara komórka", model IQ11) i padł. Dyżurny aspirant błyskawicznie wykonał następujące czynności służbowe: przejął lewą ręką telefon załadowany zdjęciami dokumentującymi bestialski mord i zabezpieczył bezcenny materiał dowodowy w służbowej kieszeni nieomal czystych i pachnących spodni, prawą ręką niezwłocznie podał omdlałemu sole trzeźwiące przechowywane specjalnie na takie okazje w butelce po napoju Urukłel-Czas na sjestę, po czym obydwoma rękoma i z ogromnym poświeceniem zasobów inteligencji sporządził wyczerpujący, półstronicowy protokół długopisem Zenith ze sprawdzonego, wypróbowanego przez wielu rocznika 1968, nadając tym samym sprawie służbowy priorytet i uruchamiając machinę śledczą na niespotykaną skalę. Stosowną do powagi zdarzenia, w wyniku którego zamordowano w wyjątkowo bestialski sposób gumową kobietę, nazwisko nieznane (na tym etapie postępowania). Następnie ściągnięto na posterunek dziennikarza miejscowej gazety, który w mgnieniu oka ocenił rozmiary dramatu i w ułamku sekundy zdecydował o objęciu patronatu medialnego nad zdarzeniem. Najpierw osobiście zgłosił gotowość udostępnienia dyżurnemu swojego roweru marki Rower, w celu umożliwienia dojazdu na miejsce zbrodni, a następnie zaproponował wystosowanie na łamach gazety apelu do społeczności lokalnej o zbiórkę pieniędzy na benzynę do samochodu, tak zwanej „suki”, marka mieszana (deu/nysa). Dyżurny aspirant przytomnie zasugerował dołączenie do artykułu apelu o przynoszenie na posterunek kijków i tasiemek (gdyby komuś w domu zbywały) w celu zabezpieczenie miejsca zbrodni, ergo uniknięcia zatarcia śladów.

W chwili obecnej, ze względu na tajemnicę, jaką objęto śledztwo dla jego dobra, policja nie może udzielić żadnych nowych informacji, poza tą, że śledztwo jest rozwojowe i trwa realizacja specjalistycznych czynności operacyjnych.

Udało nam się ustalić, drogą kontrolowanego przecieku, że trwa już akcja wyzwalania w społeczności lokalnej szerokiego poparcia dla zbiórki pieniędzy na benzynę oraz kończy się proces oliwienia osiek roweru marki Rower dla dyżurnego. Dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionej pani Patrycji z biura ochrony danych klienta w centrali operatora telefonii komórkowej, komórki sportowca, udało nam się uzyskać zdjęcia z miejsca zbrodni gumowej kobiety. Publikujemy je poniżej. Udało nam się uzyskać oświadczenie sportowca, pragnącego zachować anonimowość. Ten wzorcowo skromny człowiek powiedział: - Nie towarzyszy mi przekonanie, że dokonałem jakiegoś wyjątkowo bohaterskiego czynu. Myślę, że każdy na moim miejscu postąpiłby tak samo. Po prostu, ludzką rzeczą jest pomagać w eliminowaniu zjawisk patologicznych z naszego pięknego życia społeczności lokalnej. Walczę o zbawienie świata na każdym posterunku, gdziekolwiek i cokolwiek robię.

Z ostatniej chwili: pragniemy uspokoić miliony naszych czytelników, że ową, biedną gumową kobietą nie jest Doda! Wypowiedział się w tej sprawie kategorycznie 12- letni Bartek, uchodzący na naszym osiedlu za największy autorytet w sprawie gwiazdy. O rozwoju śledztwa nie będziemy dalej informować, dla jego i własnego dobra.

 

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.