20 lipca 2019, sobota

Kinga Dunin

Bogaci to świnie


Słusznie Jaś Kapela powątpiewa na przykładzie Tomasz Lisa w to, czy jeśli więcej się zarabia, to lepiej się pracuje . Nie lepiej, tylko przyjemniej. A poza tym, jak się wydaje, zależność jest odwrotna. Im gorzej Lis pracuje, tym więcej zarabia, co zapewne dałoby się nawet matematycznie przedstawić.

Fragment artykułu Kingi Dunin, cały punkt widzenia tutaj, Klick!!!

Chociaż tu chciałabym się mylić. Niestety, to może być „stała kapitalistyczna" – im szkodliwsza, gorsza i bardziej bezsensowna jest twoja praca – tym więcej możesz za nią dostać pieniędzy. Wiadomo, lepiej wypychać biusty silikonem, niż być internistą od wszystkiego, którego wszyscy potrzebują. Jak doprowadzisz bank do upadku, zawsze jeszcze zdążysz wypłacić sobie ogromną premię, za to sprzątaczce już nie zapłacisz ostatniej pensji. Lepiej napisać Dom nad rozlewiskiem niż Ulissesa. Lepiej wykonywać pracę równą zero i być np. potomkiem miliardera, żyjącym z kapitału, niż sadzić ryż w Bangladeszu. Przykłady można by mnożyć.


Mit merytokratyczny – w zasadzie każdy dostaje tyle, na ile sobie zasłużył – to jedna z głównych ideologicznych bajek w kapitalizmie, a jeśli nie sprawdza się w praktyce, należy traktować to jako przygodną niedoróbkę. Można też wykonać inny krok, udowadniając, że jednak się należy. Jest on bardzo prosty: skoro ktoś jest gotów za jakąś pracę, a nawet jej brak, tyle zapłacić, to właśnie tyle jest ona warta. I co więcej, jest to w pewnym sensie prawda! Tyle jest warta w ramach tego systemu.


Rzeczywistość lepiej chyba opisuje Pismo Św. (Mat. 13, 12): „Albowiem temu, kto ma, będzie dane i obfitować będzie; a temu kto nie ma i to co ma, będzie odjęte". I tak to wygląda: przewagi się kumulują, podobnie jak wszelkie niedogodności. Nożyce nierówności rozwierają się coraz bardziej.


Kiedy mit merytokratyczny zaczyna się chwiać, zawsze można go podeprzeć następną nogą kapitalizmu, jaką jest „prawo dżungli": z natury tak mamy, że konkurujemy, a że jedni są lepsi, drudzy gorsi – trudno, a dla niektórych nawet darmo – nierówności są po prostu naturalne. Wystarczy kilka prostych obserwacji przyrodniczych: oto Król Lew siedzi na górze mięsa wielkości Mont Everestu, a pomniejsze lwy oblizują nagie kości, które im czasem rzuca.


Dla tych, którzy nie kupują fałszywych obietnic merytokratycznych, i których nie zadowalają również wyjaśnienia fideistyczne ani naturalistyczne, jest to po prostu niesprawiedliwość, z którą należałoby coś zrobić. I nie chodzi tylko o to, że to nieludzkie, że jedni mają nieprawdopodobnie dużo, gdy inni zdychają z głodu. Żeby nad tym biadać, stać nawet „Gazetę Wyborczą". I rozmaite szlachetne organizacje. I Petera Singera. Wszystkich, którzy chcą, aby bogaci oddali biednym, najlepiej z własnej woli. Przez grzeczność, niedopatrzenie albo niedomyślenie jednak nie dopowiada się tego, co dopowiedzieć należy. Bogaci nie zasłużyli na to, co mają, skorzystali z systemowych mechanizmów, które produkują nie tylko ich bogactwo, ale też nierówność i biedę.


Zastanawiam się, czy to dopowiedzenie nie jest testem na lewicowość. Sam postulat równiejszego podziału dóbr może być też chrześcijański. Lewicowość natomiast zaczyna się od momentu, kiedy kwestionuje się cały kapitalistyczny mechanizm.


Kiedyś, eksperymentalnie, zadawałam swoim znajomym – wszyscy byli egalitarystami – proste pytanie: czy bogaci zasłużyli na swoje bogactwo, czy jest ono wynikiem wyzysku, spekulacji i rozmaitego rodzaju „rent"?


Dowiedziałam się jednego. Jest to pytanie, na które boimy się odpowiadać. Po latach treningu użycie słowa „wyzysk" grozi śmiercią (publiczną) lub kalectwem (populizmu).


   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.