19 września 2018, środa

Czytelnia człowieka dla ludzi

Charles Bukowski

Charles Bukowski





– Masz ochotę na śniadanie?
– Andre, ja nie mam ochoty na śniadanie od trzydziestu dwóch lat.

 


rysunki: Anna Cięciel




Trochę Bukowskiego

 

Hollywood
Charles Bukowski
przekład: Teresa Tyszowiecka-Tarkowska
NOIR SUR BLANC

Jechaliśmy koło przystani, mijając łodzie, w większości żaglówki. Na pokładach obijali się ludzie wystrojeni w żeglarskie ciuchy, czapki, daszki przeciwsłoneczne. Wyglądali, jakby jakimś cudem nie dotyczył ich trud codziennego życia. Wyglądali, jakby ich nigdy nie dopadł ani nie miał dopaść kołowrót. Cóż – przywileje Wybrańców w krainie wolnych ludzi. Na mój gust zresztą wyglądali dość głupio. Oni o moim istnieniu naturalnie nie mieli nawet pojęcia.

***

Stanęliśmy na progu. Zastukałem. Otworzył wysoki, szczupły delikacik, z gatunku tych, co to rozsiewają wokół siebie woń sztuki. Widać było na kilometr, że przyszedł na świat Tworzyć, Tworzyć wiekopomne dzieła, nie nękany przez przyziemne troski, jak ból zęba, pieskie szczęście czy brak wiary we własne siły. Miał wygląd geniusza. Ja sam wyglądam jak pomywacz w knajpie i tego rodzaju typki zawsze mnie lekko wkurwiają.

***

Oczywiście, specyficznego posmaku dodawał temu wszystkiemu fakt, że wśród sławnych i bogatych roiło się od durnych cip i palantów, którzy załapali się gdzieś po prostu na korzystną listę płac albo wzbogacili dzięki głupocie szerokiej publiczności. Zwykle nie mieli za grosz talentu, wizji ani ducha, choć w oczach publiczności uchodzili za pięknych, godnych szacunku i podobnych bogom. Zły gust zrodził dużo więcej milionerów niż dobry gust. Wszystko w końcu sprowadza się do tego, kto uzyska przewagę głosów. W kretowisku kret zostaje królem. Komu więc należało się to wszystko? Nic nie należało się nikomu...

***

W wynajmowanych pokojach i tanich mieszkankach zwykle nie było nic do roboty, kiedy człowiek głodował i był bez grosza, spłukany do ostatniej butelki. Nie było nic do roboty oprócz podsłuchiwania wściekłych awantur. Czułeś wtedy, że nie jesteś jedynym człowiekiem na świecie do cna rozczarowanym rzeczywistością, nie jesteś jedynym człowiekiem na krawędzi szaleństwa.

***

Musiałem wyglądać jak wariat. Nieogolony. Podkoszulek cały w dziurach od papierosów. Moje marzenia sprowadzały się do tego, żeby mieć na kredensie więcej niż jedną butelkę. Nie przystawałem do świata, a świat nie przystawał do mnie. Szukałem towarzystwa pokrewnych dusz. Zwykle okazywały się kobietami z gatunku, którego większość mężczyzn unika jak ognia, ja jednak uwielbiałem je, szukałem w nich natchnienia, zgrywałem się przed nimi, kląłem, paradowałem w moim podkoszulku, snując napuszone opowieści o tym, jaki to jestem niezwykły, opowieści, w które ja jeden wierzyłem. „Przestań pieprzyć, dolej wódy” – darły się na mnie te niewiasty z piekła rodem, niewiasty, z którymi dzieliłem piekło.

***

– Stroisz fochy jak niektórzy z tutejszych gwiazdorów. Sara miała rację. Nie miałem prawa stroić fochów. Czołowy aktor zarabiał 750 razy więcej ode mnie.

***

Francine, Jack i inni członkowie ekipy pochowali się do swoich przyczep. Nie cierpiałem długich przerw między ujęciami. Filmy kosztują majątek z tego powodu, że przez większość czasu nikt nic nie robi, tylko wszyscy czekają i czekają. Nic się nie dzieje, dopóki każda rzecz nie jest gotowa: kamera, światła; dopóki fryzjer się nie wyszcza, a konsultant nie skonsultuje. Wszyscy umyślnie opierdalają się w ten sposób, biorąc forsę, za co się tylko da. Nikt, poza jednym facetem, nie może wetknąć wtyczki do gniazdka, dźwiękowiec wścieka się na asystenta reżysera, a aktorzy mają muchy w nosie, bo aktorzy zawsze mają muchy w nosie, i tak dalej. Cały czas odbywa się nieustające trwonienie wszystkiego. Nawet przy produkcji filmu o tak skromnym budżecie stale korciło mnie, żeby wrzasnąć: „RUSZCIE WRESZCIE DUPĄ, DO KURWY NĘDZY! WYSTARCZY 10 MINUT NA KAŻDĄ RZECZ, Z KTÓRĄ BABRZECIE SIĘ GODZINAMI!” Nigdy nie odważyłem się tego powiedzieć. Byłem tylko scenarzystą, mało znaczącą pozycją w ich budżecie. Wtem moje ego zostało dowartościowane. Na planie pojawiła się ekipa telewizyjna z Włoch i jeszcze jedna z Niemiec. Jedną i drugą kierowały kobiety. Obie chciały przeprowadzić ze mną wywiad.
– My pierwsi uzyskaliśmy zgodę – upierała się Włoszka.
– Tak, ale wy go całkiem wyeksploatujecie – denerwowała się Niemka.
– Taką mam właśnie nadzieję – oświadczyła Włoszka.
Zasiadłem przed włoskimi jupiterami. Włączono kamerę.
- Co pan sądzi o kinie?
– Unikam, jak mogę.
– Czym się pan zajmuje w czasie wolnym od pisania?
– Końmi. Gram na wyścigach.
– Czy konie pomagają panu w twórczości?
– Tak, pozwalają o niej zapomnieć.
– Czy w swoim filmie pije pan?
– Tak.
– Czy uważa pan, że picie jest dowodem męskości?
– Niczego nie uważam za dowód męskości.
– Jaka jest wymowa pańskiego filmu?
– Żadna.
– Żadna?
– Żadna. No, chyba że zaglądanie śmierci w tyłek.
– Co pan widzi, kiedy pan zagląda śmierci do tyłka?
– To samo co pani.
– Jaka jest pańska dewiza życiowa?
– Jak najmniej myśleć.
– To wszystko?
– Nie. Jeszcze: bądź dobry, jeśli nie masz lepszego pomysłu.
– Ładne.
– Ładne niekoniecznie znaczy dobre.
– Dziękujemy, panie Chinaski. Co chciałby pan powiedzieć włoskim odbiorcom?
– Nie drzyjcie się tak strasznie. Czytajcie Céline’a.
Jupitery Włochów pogasły. Wywiad z Niemcami był jeszcze mniej interesujący. Ich dziennikarka chciała wiedzieć, ile piję.
– Pije, ale już nie tyle, co kiedyś – poinformowała ją Sara.
– Nie powiem ani słowa więcej, jeżeli natychmiast nie dostanę jeszcze jednego drinka. Drink pojawił się w okamgnieniu, w papierowym kubeczku, który osuszyłem do dna. Palce lizać. Nagle to, że ktoś chce wiedzieć, co myślę, wydało mi się idiotyczne. Najlepszą część swojej istoty pisarz przelewa na papier. Reszta to brednie.
Niemka się nie omyliła. Włoszka wyeksploatowała mnie do cna.

***

Zdjęcia miały się zacząć za chwilę. Wycofaliśmy się z uliczki i przystanęliśmy na uboczu. W tym momencie wkroczył Harry Friedman, prowadząc ze sobą hollywoodzką cizię w peruce, ze sztucznymi rzęsami i krzykliwym makijażem. Usta dwa razy większe niż w naturze, biust także. Zawinął do nas również wybitny twórca Ratmana i Pencilheada, Manz Loeb. Towarzyszyła mu słynna aktorka Rosalind Bonelli. Musieliśmy podejść z Sarą, żeby nas przedstawiono. Loeb i Bonelli uśmiechali się miło i byli uprzejmi, ale odniosłem przykre wrażenie, że czują wobec nas wyższość. Co zresztą nie miało specjalnego znaczenia, bo ja również odczuwałem wobec nich wyższość. Tak to bywa.


Faktotum
Charles Bukowski
przekład: Jan Krzysztof Kelus
NOIR SUR BLANC

– Pewnego dnia – powiedziałem Jane – gdy zostanie dowiedzione, że świat ma cztery, a nie trzy wymiary, człowiek będzie mógł wyjść na spacer i po prostu nie wrócić. Żadnych pogrzebów, żadnych łez, iluzji, żadnego nieba i piekła. Ludzie będą sobie siedzieli jakby nigdy nic i ktoś spyta: „Gdzie się podział George?”. A kto inny odpowie: „A skąd mam wiedzieć? Powiedział, że idzie po papierosy”.

***

– Znajdź sobie taką, z którą byś to lubił robić.
– Akurat. Wystarczy, że pijesz albo grasz. Zaraz ci powie, że to „niszczy naszą miłość”.
– To znajdź sobie taką, która lubi gorzałę, hazard i ruchanko.
– A po co komu taka kobieta?

***

W Ameryce zawsze byli ludzie szukający pracy. Zawsze było tylu tych człowieczków do wzięcia. A ja chciałem być pisarzem. Jak większość. Nie każdy myślał o tym, żeby zostać dentystą lub mechanikiem samochodowym, natomiast każdemu wydawało się oczywiste, że może zostać pisarzem. Wśród tych pięćdziesięciu facetów siedzących na tej sali znalazłoby się pewnie z piętnastu takich, którzy uważali się za pisarzy. Prawie każdy używa słów i potrafi je zapisać – czyli że prawie każdy może być literatem. Na szczęście jednak większość ludzi nie zostaje pisarzami, ani nawet kierowcami taksówek, a niektórym – a nawet wielu – nie udaje się niestety zostać nikim.

Kłopoty to męska specjalność
Charles Bukowski
przekład: Marek Fedyszak
NOIR SUR BLANC

Miłość to forma uprzedzenia. Kochasz to, czego potrzebujesz, kochasz to, co poprawia ci samopoczucie, kochasz to, co jest wygodne. Jak możesz twierdzić, że kochasz jednego człowieka, skoro na świecie jest dziesięć tysięcy ludzi, których kochałabyś bardziej, gdybyś ich kiedyś poznała? Ale nigdy ich nie poznasz.

***

– Wiesz, Meg, rzeczywiste zło i to, co złem nazywają nasi nauczyciele, mogą być dwiema różnymi rzeczami. Społeczeństwo uczy nas, że pewne rzeczy są złem, żebyśmy nadal niewolniczo przestrzegali jego norm.

***

Poeta Victor Valoff nie był najlepszym poetą. Cieszył się lokalną sławą, był lubiany przez kobiety i utrzymywany przez żonę. Stale czytał swoje wiersze w miejscowych księgarniach i często można go było usłyszeć w publicznej rozgłośni radiowej. Czytał donośnym i teatralnym głosem, w ogóle go nie modelując. Victor zawsze znajdował się w punkcie kulminacyjnym i chyba właśnie to pociągało w nim kobiety. Niektóre z fraz jego wierszy, rozpatrywane oddzielnie, wydawały się mieć w sobie siłę, ale gdy rozważano je jako całość, wiadomo było, że Victor nie mówi nic konkretnego, a jedynie mówi to głośno. Jednakże Vicki, podobnie jak większość kobiet, z łatwością poddająca się czarowi głupców, koniecznie chciała usłyszeć, jak Valoff czyta.

***

– Niewykluczone, że talent to umiejętność wyrażania głębokich myśli w prosty sposób.

Najpiękniejsza dziewczyna w mieście
Charles Bukowski
przekład: Robert Sudoł
NOIR SUR BLANC

– Masz ochotę na śniadanie?
– Andre, ja nie mam ochoty na śniadanie od trzydziestu dwóch lat.

Zapiski starego świntucha
Charles Bukowski
przekład: Jacek Lachowski
NOIR SUR BLANC

Jeśli rzeczywiście toczy się walka, a wierzę, że się toczy, zawsze się toczyła, i to jej zawdzięczamy van Gogha, Mahlera, na równi z Dizzym Gillespiem i Charliem Parkerem, to tym bardziej bądźcie ostrożni wobec waszych liderów, bowiem wśród nich są też i tacy, którzy woleliby raczej zasiadać w radzie nadzorczej General Motors, niż podpalać najbliższą stację benzynową Shella. a póki nie mają jednego, biorą się za drugie. to właśnie oni są szczurami w ludzkiej skórze, byli nimi przez wieki całe i im to zawdzięczamy, że jesteśmy tam, gdzie jesteśmy. Oto Dubček wraca z Moskwy jako półczłowiek, w panicznym strachu przed psychiczną śmiercią. człowiek musi się wreszcie nauczyć, że lepiej umrzeć z powoli obcinanymi jajami, niż żyć w jakikolwiek inny sposób. głupie? Nie głupsze od najcudowniejszego cudu. Ale jeśli dacie się złapać w potrzask, to zawsze uzmysłowcie sobie, co to jest, czym chcecie handlować, dokładnie, bo przez nieuwagę możecie sprzedać własną duszę. Casanova też się bawił wsuwając ręce, palce pod spódnice kobiet, gdy tymczasem na dziedzińcu ich mężczyzn rozrywano na strzępy. I co? I też umarł – zgrzybiały bibliotekarz z wielkim chujem, długim jęzorem i bez jaj. Że onegdaj żyło mu się dobrze – to prawda. Ale prawdą jest i to, że z najwyższą obojętnością mógłbym splunąć na jego grób. Kobiety lecą zwykle na najgorszego idiotę, jakiego tylko uda im się znaleźć; dlatego też jako ludzkość jesteśmy tam, gdzie jesteśmy: spłodziliśmy o wiele bardziej cwanych i o wiele dłużej żyjących Casanovów, a wszyscy puści w środku jak wielkanocne zajączki z czekolady, które wpychamy w nasze dzieci.

***

Czy możecie wyobrazić sobie świat w roku pańskim 2010? Jasne, że wszystko zależy od tego, jaki użytek zrobi się z Bomby, ale przypuszczam, że mimo to ludzie nadal będą robić jajecznicę na śniadanie, mieć problemy z seksem, pisać wiersze i popełniać samobójstwa.

Kobiety
Charles Bukowski
przekład: Lesław Ludwig
NOIR SUR BLANC

Dee Dee wiedziała co nieco o życiu. Wiedziała, że to, co przydarza się jednemu człowiekowi, spotyka większość z nas. Życie ludzi nie różni się aż tak bardzo – chociaż jesteśmy skłonni wierzyć w swoją niepowtarzalność.

***

– Lubisz udawać, że już jesteś sławny.
– Zawsze się tak zachowywałem, zanim jeszcze zacząłem pisać.
– Jesteś najmniej znanym sławnym facetem, jakiego znam.

***

Kiedyś przyrzekłem pewnej kobiecie, że się z nią ożenię. Złożyłem tę obietnicę nie widząc jej nigdy przedtem na oczy, znając ją tylko z korespondencji. Ona też pisywała inteligentne listy, ale dwa i pół roku małżeństwa z nią okazało się katastrofą. Ludzie zwykle lepiej prezentują się w listach niż w rzeczywistości. Pod tym względem bardzo przypominają poetów.

***

Wyszła z kuchni. Rona nie było, ale ona rozkręciła na cały regulator jego stereo. Zawsze nienawidziłem sprzętu grającego. Kiedy człowiek mieszka w biednych dzielnicach, wiecznie słyszy hałasy innych, nie wyłączając odgłosów kopulacji, ale najbardziej daje się we znaki to, że jest się zmuszonym godzinami słuchać ich muzyki, tych rzygawicznych odgłosów, atakujących uszy z całą mocą. W dodatku ludzie zwykle zostawiają otwarte okna, jakby w przeświadczeniu, że to, co podoba się im, spodoba się też i tobie.

***

Kiedy byłem młody, przez cały czas czułem się przygnębiony. Jednak samobójstwo nie wydawało mi się już odpowiednim rozwiązaniem. W moim wieku niewiele już można było w sobie zabić. Dobrze jest być starym, bez względu na to, co ludzie o tym mówią. Wydaje się rozsądne, że facet musi mieć przynajmniej 50 lat, żeby pisać w miarę jasno. Im więcej rzek przekroczysz, tym więcej o nich wiesz. O ile uda ci się wyjść cało spośród wirów i skał. A to bywa trudne.

Opracował DŁ
Rysunki: Anka Cięciel

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.