22 listopada 2019, piątek

Czytelnia człowieka dla ludzi

Paweł Korwaks

Chomiki

"Chomiki", z blgu pod tytułem: "pamiętnik filozofa i poety Pawła Korwaksa"


 

 

środa, 26 stycznia 2011

Paweł Korwaks

Chomiki

 

Będąc dziećmi, chcemy posiadać jakieś zwierzę. Będąc dziećmi, zadajemy krępujące pytania. Takie, jak: a co się stało z dziadkiem? Albo – co to śmierć? Rodzice, zajęci zarabianiem na ser żółty królewski, wołowinę bez kości, telewizory, i kolejne telewizory, chcą za jednym zamachem załatwić kilka spraw. Kupują więc chomiki. Tak, chomiki, nie chomika. Bo na jednym chomiku nigdy się nie kończy. Chomiki, wiadomo, żyją krótko. Co jest oczywiście bardzo praktyczne. Dziecko dowiaduje się, co to śmierć, a jak mu się chomik znudzi, to się długo nie będzie męczyć, bo chomik, zanim dzieciak się nim znudzi – umrze. Genialne.

 

Moje chomiki posiadały przewidywalne imiona – kulka, puszek, dyzio, ziuta. Szybko umierały. Nigdy za nimi nie przepadałem, ale nikomu też nigdy się do tego nie przyznałem, bo nie będąc w dzieciństwie outsiderem, nie chciałem sprzeciwiać się obowiązującej normie. Wszyscy na podwórku mieli chomiki (kolejnym etapem wtajemniczenia są świnki morskie, ale to zupełnie inna historia).

 

Nie rajcowały mnie chomiki. Bo śmierdziało od nich moczem i zmoczonymi trocinami. Bo były głupkowate. Bo gryzły mnie w palec, gdy je karmiłem, bo uciekały w kąt klatki, gdy chciałem je pogłaskać. Bo generalnie uciekały. Wypuszczało się takiego chomika na dywan, a on zaraz spierdalał pod szafę. Kompletny bezsens. Kilka godzin w plecy, bo trzeba było się tarzać za takim chomikiem po podłodze, ustawiać zasadzki. Zero przyjemności z tego miałem.

 

Martwy chomik jest twardy w dotyku. Pod mięciutkim futerkiem ukrywa się skamieniały i zimny chomik. Makabra. Do tej pory mam traumę po tym, jak rodzice powiedzieli: to weź chomika i pochowaj. Weź chomika – dobre sobie. Wziąłem i oniemiałem. Im dłużej trzymałem, tym mniej rozumiałem. Jak to możliwe. Że taki chomik się ruszał, biegał po dywanie tak szybko, że nawet tata nie mógł za nim nadążyć, wyślizgiwał się z dłoni, gdy już się go złapało, a teraz – taki statyczny on. Nieruchomy. Między A i B nie było połączenia. Ruchomość i nieruchomość wydawały mi się nie do pogodzenia. I sam fakt posiadania najpierw ruchomego chomika, a potem – nieruchomego, nie pomógł mi (wbrew naiwnym przewidywaniom moich rodziców) zrozumieć, na czym to przejście polega.

 

Tak więc – unikam pogrzebów, nie obchodzę święta zmarłych, nie zapalam świeczek, nie chodzę na groby. Nie myślę o zmarłych. W tym kontekście nic mnie nie porusza. Odczuwam emocjonalny chłód. Patrzę na zdjęcia przodków zmarłych, znajomych zmarłych – i nic się we mnie nie dzieje. Ze mną – nic a nic. Jest tylko A – był, B- nie ma. Ale jedno z drugim się nie łączy. Nijak. Nie skłania mnie to. Ku niczemu. Ku czemukolwiek – również nie.

 

Śmierć uchwytuję jedynie w refleksji. Myślę: to absurdalne, to nie może tak być, to nie powinno, to dziwne, zaskakujące, to powinno wywołać we mnie smutek. Ale tak mi się tylko myśli. Za myśleniem nie idzie czucie.

 

Tak. Miałem szczęśliwe dzieciństwo.

 

Inne pisania tego autora (klick)

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.