14 października 2019, poniedziałek

Czytelnia człowieka dla ludzi

Julio Cortazar

Cortazar na dzisiaj

Fragment pochodzi z książki Julio Cortazara „Opowieści o kronopiach i famach i inne historie", napisanej w 1962 roku, a później brawurowo przełożonej na język polski przez „prywatną" tłumaczkę Cortazara, panią Zofię Chądzyńską. Książkę wydało „Pomorze Bydgoszcz" w roku 1993.

 

Opowiadaniwe bez morału

 

Pewien człowiek sprzedawał okrzyki i słowa i nieźle mu
się wiodło, chociaż ludzie kwestionowali ceny i żądali zniżek.

Człowiek prawie zawsze ustępował i w ten sposób

udawało mu się przehandlować wiele krzyków sprzedawców

ulicznych, westchnienia, które kupowały starsze rencistki,

reklamy, slogany, szyldy, wytarte dowcipy i fałszywe

okoliczności.

 

Wreszcie człowiek zrozumiał, że nadeszła godzina, i poprosił

o audiencję u tyranika rządzącego krajem, podobnego

wszystkim swoim kolegom, który przyjął go w otoczeniu

generałów, sekretarzy i filiżaneczek czarnej kawy.

— Przychodzę sprzedać panu pańskie ostatnie słowa —

powiedział człowiek. — To bardzo ważne, bo na poczekaniu

nie przyjdą panu na myśl, a przecież wypada powiedzieć

je w krytycznym momencie, ażeby retrospektywnie

nabrały historycznego znaczenia.

— Przetłumacz, co powiedział — rozkazał tyranik swemu

tłumaczowi.

— Mówi po argentyńsku, ekscelencjo.

— Po argentyńsku? To dlaczego nic nie zrozumiałem?

— Wasza Wysokość doskonale zrozumiał — powiedział

człowiek. — Powtarzam, że przychodzę sprzedać panu

pańskie ostatnie słowa.

 

Ciąg dalszy, Klick!!!


 

 

Tyranik podniósł się, jak to się praktykuje w takich

chwilach, i powstrzymując drżenie rozkazał, aby zaaresztowano

człowieka i wrzucono do specjalnego więzienia, zawsze

pod ręką przy tego typu rządach.

 

— Szkoda — powiedział człowiek, gdy go brali. —

Rzecz w tym, że będzie pan chciał powiedzieć swoje

ostatnie słowa, kiedy nadejdzie chwila, i będzie ich pan

potrzebował, ażeby retrospektywnie nabrały historycznego

znaczenia. To, co miałem zamiar panu sprzedać, było dokładnie

tym, co będzie pan chciał powiedzieć, tak że nie

ma tu mowy o nabieraniu. Ale skoro nie chce pan zawrzeć

transakcji, skoro nie pozna pan z góry tych słów,

nie będzie pan mógł ich wymówić, kiedy nadejdzie chwila,

że będą miały pojawić się po raz pierwszy na pańskich

ustach.

— Dlaczego miałbym nie móc ich wymówić, jeżeli to

będą te, które będę chciał powiedzieć — zapytał tyranik

pijąc następną filiżankę kawy.

— Bo nie pozwoli panu strach — odparł smutno człowiek.

— Bo będzie pan miał sznur na szyi, bo będzie pan

w koszuli tylko, drżący ze strachu i zimna, bo zęby będą

panu szczękały i nie będzie pan w stanie wymówić słowa.

Kat i jego pomocnicy, wśród których będzie paru z tu

obecnych panów, poczekają dla pozoru parę chwil, ale gdy

usłyszą tylko jęk przerywany czkawką i błaganiem o przebaczenie

(bo to uda się panu bez wysiłku) zniecierpliwią

Się i powieszą pana.

 

Oburzeni, ludzie ze świty, a przede wszystkim generałowie,

otoczyli tyranika prosząc, aby natychmiast wydał rozkaz

rozstrzelania owego człowieka. Ale tyranik, blady jak

sama śmierć, wykopsał ich i zamknął się z człowiekiem,

ażeby jednak kupić od niego swe ostatnie słowa.

W tymże czasie generałowie i sekretarze, upokorzeni

tym, co ich spotkało, zrobili powstanie i następnego dnia

o świcie pojmali tyranika, zaskoczywszy go, gdy zajadał

winogrona w swej najulubieńszej gloriecie. Ażeby nie

mógł powiedzieć swych ostatnich słów, zastrzelili go na

miejscu. Po czym zabrali się do szukania człowieka, który

znikł z pałacu, i znaleźli go bez trudu, chodził bowiem po

targu sprzedając okrzyki linoskoczkom. Wepchnąwszy go

do więziennej karetki, zabrali do twierdzy i zaczęli torturować,

żądając, żeby im zdradził, jakie miały być ostatnie

słowa tyranika. Ponieważ nie udało im się zmusić go do

wyznania, tak go skopali, ze umarł.

 

Sprzedawcy uliczni, którzy kupowali od niego okrzyki,

w dalszym ciągu wykrzykiwali je po rogach i jeden z tych

okrzyków w przyszłości posłużył jako hasło i odzew

kontrrewolucji, która wykończyła generałów i sekretarzy.

Niektórym przed śmiercią przeszło przez myśl, że w sumie

wszystko to było łańcuchem tępych nieporozumień i że

słowa i okrzyki w ostateczności mogą być sprzedawane,

lecz — jakkolwiek to brzmi absurdalnie — nie mogą być

kupowane.

 

I wszyscy pognili, tyranik, człowiek, generałowie i sekretarze,

tylko okrzyki od czasu do czasu w dalszym ciągu

rozbrzmiewają na rogach ulic.

 

Ilustracja: Noma Bar, Klick!!!

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.