23 września 2019, poniedziałek

Łaskotacz

Łaskotacz

Dwa światy

 





W jakiejś sprawie się tam znalazłem i musiałem czekać.

 

rys. Andrzej Bobrowski


 




W jakiejś sprawie się tam znalazłem i musiałem czekać. Przy drzwiach do sali wykładowej, w której firma Radiometr urządzała pokazo-szkolenie swoich produktów dla ginekologów z całej Polski. Patrzyłem jak zjawiają się ludzie o powabie towarzyszącym tym, którzy co trzy lata wymieniają  samochód na nowy (dla żony, rzecz jasna, bo dla siebie co roku). Narastał gwar dostojnych ważności, celebrowanych ze swobodą znajomych (wszyscy wiedzieli, co powiedzieć każdemu i każdy wiedział, co chcą usłyszeć wszyscy). Drzwi otworzono punktualnie i sala wchłonęła grupę z niezwyczajną zdolnością kredytową. Teraz podciągnął catering: kelner i dwóch kuchennych. Ze służbowym taktem, w kompletnej ciszy i super profesjonalnie wśliznęli się do sali ze srebrnymi kankami kawy i stolikiem na kółkach. Kelner pozostał wewnątrz, a kuchenni popędzili po pączki ułożone na tacach w ciepłe jeszcze i pachnące piramidy. I gdy tak pędzili, już z powrotem, to jeden pączek spadł na ziemię. Kuchenny błyskawicznie podebrał go z posadzki, podmuchał i … spojrzał na mnie. Wzrok napotkał wzrok. Twarz młoda, konkretna, z pewnością nie należała do trzydziestoletniego maminsynka grającego na gitarze w alternatywnej branży rozrywkowej. Była to twarz chłopaka, który od zawsze musiał pracować na wszystko, co inni dostawali. O czym myślał przez tę chwilę, kiedy uważnie lustrował moją postać? Na pewno zastanawiał się po czyjej jestem stronie. Musiał dojść do wniosku, że jednak wejdę na tę salę i zabiorę głos: proszę państwa, na tacy jest pączek, który spadł na ziemię, nie wiem który to jest, ale życzę smacznego. Uśmiechnął się ładnie, porozumiewawczo i schował pączka do kieszeni fartucha. Potem wniósł piramidę za drzwi sali, tak, że nie mogłem widzieć czy go dołożył czy nie. Kiedy wyszedł, ja wciąż jeszcze czekałem. Mijając mnie, ostentacyjnie (żebym tego nie przegapił) podrzucał sobie pączka do góry jak piłeczkę. Do teraz, nie wiem, czy bym wszedł na tę salę (gdyby dołożył pączka z ziemi do piramidy) by ostrzec dostojnych? Tak samo, jak nie mam pewności, że go jednak dołożył, a podrzucał innego, podmienionego, którego prawdopodobnie później zjadł, gdy zniknął mi za rogiem.

rysunek: Andrzej Bobrowski
 

 

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.