29 września 2020, wtorek

Dariusz Łukaszewski

Dzień 135.

Niedawno odbyły się wybory prezydenckie, które rozłupały kraj dokładnie pół na pół. Tymczasem gromada dzieci, zgodnie podchodzi bociana, który zabłąkał się nad stawem w miejskim parku i usiłuje trafić go kamieniami. Ptak odlatuje nie dając się trafić, dzieci są rozczarowane postawą bociana. A w środku miasta robotnicy bez entuzjazmu zrywają chodnik na ulicy, ryją w niej koparką, przewracają drzewa, żeby przerobić zapowiadane szumnie środki unijne. Obok, przepływa w czarnej karocy zaprzężonej w 340 koni czystej, niemieckiej rasy BMW żona nowego burmistrza. A wydawało się, że jest skłonna zestarzeć się bez większych ambicji w tym miasteczku. Starzec Kaczyński przemawia w swojej telewizji do swojego narodu. Wszystkie telewizje natychmiast tłumaczą, co chciał powiedzieć, mówiąc to, co chciał. Strużka wody skapuje z pyska psu, który właśnie przestał pić.
- Nie musisz od razu wierzyć we wszystko, co mówią - mówię do psa - bo i ja nie we wszystko to wierzę.
Pies ziewa i zasypia na ławce w ogrodzie. Też kładę się spać.


Rano dzień przywraca rzeczom kształty, które wieczorem zeżarła noc. Na ulicy pojawia się urzędnik służbowy. Skoncentrowany na misji, ostentacyjnie nie pozdrawia nikogo. Na swojej ptasiej głowie nosi okulary, które trzymają się tak pewnie, jakby były częścią twarzy. Mam wrażenie, że jest podobny do kogoś, lub nawet jest tą osobą, do której jest podobny. W każdym razie, psu nie chce się nawet na niego szczekać, więc pewnie to jednak on.

- Dzień dobry – mówię jak zwykle, a on jak zawsze nie odpowiada, co przesądza, że nie jest osobą podobną do niego, ale nim samym, w dodatku we własnej osobie. Podległe mu służby ratunkowe w bezrefleksyjnym zapamiętaniu testują w poszukiwaniu pandemicznego wirusa, bez którego ten świat nie potrafi już istnieć. Im więcej testują, tym wirusa mniej, więc żeby był na potrzebnym poziomie, muszą testować coraz więcej i więcej. Pies przebiega przez poranną kałużę. Świeci słońce, więc kiedy wracamy, kałuża już wysycha i odsłania psi ślad odciśnięty w błocie. Pies zatrzymuje się nad nim, obwąchuje, merda ogonem, bardzo mu się podoba ten ślad. Wszystko o czym myśli, to jak by tu zabrać go ze sobą do domu.


   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.