21 lipca 2019, niedziela

Czytelnia człowieka dla ludzi

Ludwik Cichy

Geniusz najwyższej klasy






Postanowiłem i ja napisać coś modnego, niekrępującego, co nie zaprząta uwagi.

Rysunek: Andrzej Bobrowski





Geniusz najwyższej klasy

Zaproponowałem Karolinie, żebyśmy zjedli bułeczkę.

- Coś ty?! – zareagowała entuzjastycznie Karolina.

Poszedłem do kuchni i przyniosłem dwie. Jedną dałem Karol, a drugą sobie. I w ten sposób zjedliśmy po bułeczce.

 

Ale to jeszcze nie koniec tej niebrudzącej umysł historii, coś tam się jeszcze pewnie wydarzy:


- Coś bym jeszcze zrobiła… takiego… kompletnie… – rozmarza się mgliście Karolina.

- Niesamowitego – nazwałem rzecz po imieniu.

- O, o, o! To! – potwierdza, energicznie przypalając cienką malinową cygaretkę.

- Masz coś na myśli? – też coś przypalam i przyjmuję minę „z najwyższą uwagą/z największym napięciem”.

- Może byśmy przyjęli kota! – malinowy dym w moją twarz.

- Już mieliśmy kota – rozgarniam ręką powietrze koło nosa.

- I źle było?

- Chujowo dosyć capił.

Po chwili milczenia:

- Nie będę się z tobą polemizowała z tego powodu, co tu capi, wiesz? Się nie poniżę, i nawet mnie nie próbuj stymulować w kierunku takiego rozmawiania. A właściwie dlaczego ty mnie nigdzie nie zabierasz? Masz tylu ciekawych znajomych.

- Nudzą mnie, przecież o tym wiesz.

- Skąd mam wiedzieć, jak ich nie znam, bo się wstydzisz mnie pokazać, bo mam tylko technikum!

- Daj spokój, Karol…

- A może wcale ich nie masz? Wiesz co… nie jesteś dzisiaj taki fajny jak kiedyś – malinowa cygaretka zmiażdżona w popielniczce zostaje natychmiast zastąpiona nową, kłąb dymu w twarz i ciąg dalszy: - Ani przystojny, ani nic ciekawego nie masz do powiedzenia, wiesz co… pierwszy lepszy z narożnika by się lepiej umiał znaleźć niż ty, wiesz?

- I co ja na to poradzę, Karol – też gaszę i robię to, co w takiej sytuacji robi facet - idę do lodówki po piwo. Jedno stawiam przed nią.

 

Dalej rzecz rozwija się całkiem naturalnie:

 

 

- Tyle mi masz do powiedzenia? „I co ja na to poradzę?” Przecież  nie po to cię mam, żebyś mi takie kawałki zasuwał; do końca życia mam  wysłuchiwać jakiegoś „i co ja na to poradzę”? Przecież to każdy ciul by mi mógł  powiedzieć!

- Hmm…

- Hmm? Tylko tyle? Nic więcej ? Piwo do łapy i hmm?
- Mogę jeszcze nic nie mówić.

- Jezuuu!.... Jezuuuu trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam!

- Booo… – zaczynam powoli, teatralnie – kupiłem ci lisa.

- Na cholerę mi jakiś lis! Czy ja wyglądam na jakiś animals-przyjaciel-zwierząt?

- Jak nie chcesz, to nie.

- Lisa mi kupił; starej babie się kupuje lisa! Żeby se kurzajki na szyi elegancko zakryła – sama otwiera puszkę. - Jakiego znowu lisa, co?

- A zobacz przez okno.

- A jak mi się nie chce?

- Szkoda – nalewam do szklanki i rozglądam się za pilotem, żeby pokazać jak mi wisi ta rozmowa.

 

I już szybciutko do ulubionego  zakończenie z happy endem:

 

 

- Boże, jeszcze przez okno mi każe wyglądać, jakbym sto razy nie widziała tych paru kurwa choinek na jebanym uschniętym klombie, bo nawet ci się go nie chce podlać tylko to piwo chlać wieczorami. O! Jeszcze jakiś sukinsyn zaparkował swoje audi na mojej gladioli, no!

- Lać w mordę takich.

- To audi jest rude?…

- No.

- To ty takiego lisa mi kupiłeś!?

- No.

- Je-zu- uuu!... No coś ty…
- Proszę, kluczyki.
- Ja piórkuję!... Ale audica!

- Przejedziemy się gdzieś? – zamiast odpowiedzi najpiękniejszy kawałek świata jaki znam (metr sześćdziesiąt osiem) skupia się, by w bardzo przyjemny sposób dać mi odczuć swoją zmianę nastroju.

- I żeby pozwolić mi się marnować w takiej rozmowie?

- Dla wrażenia lepszego.

- Kochany jesteś, wiesz? Geniusz. Naprawdę – geniusz najwyższej klasy.

 

Dziękuję za uwagę.

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.