23 września 2019, poniedziałek

Teksty i nadteksty

Sylwia Chutnik

Halo! Tu mówi Warszawa

2011-08-13 16:11

Dość banków

W środku depresyjni pracownicy albo niezdrowo pobudzeni konsultanci. Mówią językiem wymyślonym, do którego dostępu nie ma nikt wychowany na Miłoszu.
Cały tekst Klick!!!

Foto:
Markku Lahdesmaki

 





Poszłam do kwiaciarni na rogu, żeby kupić sobie poprawiacz nastroju. Nawet jakiś drogi storczyk, a co mi tam! Chciałam wejść i od progu powiedzieć, dzień dobry, poproszę najpiękniejszy kwiat. Widok estetyczny poprawia nastrój.


Tak sobie planowałam, a tu stoję na rogu Puławskiej i Rakowieckiej i szlag mnie trafia. Bo zamiast kwiaciarni, co to była od zawsze na rogu wraz z żebrzącymi przed drzwiami, jest oto kolejny Kurwa Bank. Z reklamami, logosami i ulotkami.


Ze ścianami pomalowanymi na ecru, na beż, na szaro. Z blatami sklejkowymi i cichutkimi pracownikami. Kolejny bank na mojej ulicy. Jak mieszkaliśmy przy Grójeckiej to też taki numer zrobili. Pomalutku, po cichutku nic już nie było innego tylko oddziały banków. Ewentualnie apteki i lumpexy. Banki, żeby nabrać kredytów, apteki, żeby się po tym uspokoić, a na końcu stare ciuchy, bo ciebie już na nic nie stać, jak żeś się skusiła na franki.


Na Puławskiej oddziałów mnogość. Jakie tylko chcesz. W środku depresyjni pracownicy albo niezdrowo pobudzeni konsultanci. Mówią językiem wymyślonym, do którego dostępu nie ma nikt wychowany na Miłoszu. Panuje atmosfera kościelna, duszno. Wszystko jest pod linijkę, dress code cielistych rajstop i ciemnych spódnic do kolan.


I jak to szybko powstaje, taka placówka. Może mają to w klockach i gdy zapadnie zmrok- myk, myk- i już urządzone. Ujednolicenie, standard, pod szablonik. Tak, aby klient zawsze czuł się, jak u siebie w domu. Tylko, że mój dom wygląda inaczej, ja nie chcę w banku się w ogóle czuć, tam się traci oddech mimo klimatyzacji.


Nienawidzę tych oddziałów, tych okropnych celebrytów sprzedających się „bo, ach, nie mamy co jeść". Wciskających kit, zachwalających, pozujących na tle naklejek zasłaniających światło wewnątrz. Nienawidzę iść ulicą i oglądać bank za bankiem. Gdzie tu idea flaneur? Beztroskiego podziwiania witryn sklepowych. Jakie sklepy? Gdzie one są? Wszystkie upchnęli do szklanych centrów handlowych, a na zewnątrz pozostawili tylko te plastikowe filie, przedstawicielstwa, placówki czy jak im tam.


Co ja mam z nimi zrobić, pytam się? Jak skorzystać, czy to mi pomaga żyć?


Mam wewnątrz wypełnić druk o kilogram pomidorów? Zamówić sukienkę? Poczytać książkę?


Chciałabym, aby mieszkańcy zaczęli protestować przeciwko wszędobylskim bankom. Żeby wspólnoty i spółdzielnie nie cieszyły się, że oto zrobiły biznes życia- przyjdzie cichutka i bogata placóweczka i bez szemrania zapłaci każdy czynsz. A pewnie, że każdy- bo kto będzie płacił 200 zł za metr?! Szewc?


Mam wrażenie, że nikt nad tym nie panuje, że to się dzieje przed naszymi oczami, a my stoimy i nic.


Dziś tupię nogą: oddajcie kwiaciarnię na Rakowieckiej!

Oddajcie nam miejskie sklepy!

 


Blog Sylwii Chutnik Klick!!!

Foto Klick!!!

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.