24 września 2019, wtorek

Dariusz Łukaszewski

Husaria



HUSARIA
Pańskie Chałupy - 2017/18
, strona 63



Jedna pani rozłazi się w szwach, bo nie ma nic innego do roboty. A co takiego musiałoby się robić właściwie, co takiego przeżyć, żeby nie było żal umierać? Tylko z radością - chyc do piachu!


Jak rozpoznać punkt kulminacyjny, zwieńczający życie, ten dzień przełomowy, kiedy właśnie osiągnęło się szczyt wszystkiego, po którym już nie będzie nic wartego zachodu, bo wszystko, co możemy jeszcze osiągnąć, będzie już tylko namiastą tego, co już mieliśmy.

Starość jest wtedy, kiedy nikt od ciebie nic nie chce. A nawet jak czasem chce, to tylko żebyś zniknął z pola widzenia, nie zaśmiecał perspektywy. Czas tropi ludzi jak zawodowy zabójca: bezstronnie, cierpliwie, do skutku.

Halina Skrzypkowa, tak się na tę panią mówiło na osiedlu od zawsze - i dzisiaj też tak samo, chociaż coraz częściej już tylko Skrzypkowa, bez Halina - była raczej ładna, niż piękna, jak większość. Kiedyś uzbrojona w młodość, a dzisiaj już nie. Garb jej zaczął rosnąć pewnego dnia, ale tak powoli, że to nie rzucało się w oczy. Rósł i rósł, aż urósł, jednak bez pośpiechu, tak, że przyjęto to za normalne, zresztą poumierali już ci, co Halinę Skrzypkową bez garbu pamiętali, a Halina wciąż wygląda na taką, co jeszcze wszystko koło siebie potrafi zrobić, i emeryturę ma tą starą, z której sporo może odłożyć, więc niejeden się jeszcze za Haliną obejrzy.


Tymczasem do jednego emerytowanego pana w bloku przyjechało pogotowie, ale on go nie wpuścił. Nie, żeby specjalnie miał coś przeciwko pogotowiom, ale z zasady nie wpuszcza nikogo bez nakazu prokuratorskiego.


Rysunek: Andrzej Bobrowski


   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.