20 lipca 2019, sobota

Dariusz Łukaszewski

Husaria



HUSARIA
Pańskie Chałupy - 2017/18, strona 75



Na świecie żyło już 90 miliardów ludzi. Wielu, bo aż 7 miliardów wciąż żyje, a wśród nich Mike Tyson, który chełpi się tym, że jak zechce to może spuścić lanie każdemu. Z kolei Elvis Presley ma 754 sobowtórów, Lenin miał trzydziestu, Putin ma dwunastu, w tym czterech certyfikowanych, zaufanych, a burmistrza sobowtór się tylko jeden pojawił i zaledwie na chwilę, przejazdem. Jakie to smutne... westchnie któryś.


I to ma świadczyć o małomiasteczkowej pozycji naszego miasta nad rzeką, która dla geografów nawet rzeką nie jest, tylko kanałem? Dajcie spokój! W samym tylko ostatnim roku, mieliśmy czterech topielców w tej rzecze, co jest niby tylko kanałem, a ile będzie w tym roku?!... Może w londyńskiej Tamizie więcej topielców? Albo w Tybrze włoskim, co?! Nie rozśmieszajcie, proszę. To miasto ma naprawdę spory potencjał, dużą przyszłość przed sobą; przez skromność nie wspominam o piątym topielcu w stawie, bo mamy też stawy świetne do topienia się.


- To Putin ma tylko czterech sobowtórów?

- Czterech certyfikowanych.


- Tak mało?

- Bo raz po raz któremuś odjebuje i po zagraniu roli tak się wczuwa, przyzwyczaja, że mu żal wracać do magazynu i muszą go odstrzelić.


- Tak, czy siak, nasz burmistrz lichutko: jeden tylko, a i tak pojechał w pizdu...

- Miast utyskiwać, skocz mi lepiej po fajki zaraz!


- Znowu?... A po te niebieskie, co zawsze?

- Błękitne cycu!


Stefania kupiła już dwa rożki i do Ludmiły się śpieszy, zawiesza właśnie w swoim kiosku „Zaraz wracam", a tu akurat ktoś po papierosy, więc odwiesza „Zaraz wracam", obsługuje bez mrugnięcia okiem kulturalnie, nawet zapalniczkę poleca, a może tabletki na bóle przeziębienia, gazetkę kolorową dla kobiet myślących żonie może, i czym może jeszcze służyć? Na szczęście nie ma już klient życzeń innych, więc prędziutko po tabliczkę sięga pod ladą ukrytą i „Zaraz wracam" zawiesza pośpiesznie, ale nie udaje jej się, bo znowu ktoś po papieroski! To chyba nie jest najszczęśliwszy dzień w moim życiu, konstatuje w myślach Stefania.


W lesie, jak w lesie: nie widać daleko, ale też i z daleka nie widać, więc się niektórym wydaje, że mogą robić co chcą. Pan Zakrzewski zsiada właśnie z roweru, opiera go o sosnę i rusza do świerkowego zagajnika wykonać mikcję i defekację, czyli siku, kupę. Rozchyla gałęzie, a tam z konara dębu powróz zwisa, pod nim zawstydzony pan Hojan stoi, komletnie zaskoczony pojawieniem się intruza. Okręca się na pięcie pan Zakrzewski i taktownie wycofuje w pośpiechu, bo czuje, że tu w jakiejś poważniejszej sprawie prywatnej przeszkodził. Spróbuje zdefekować dalej, w bardziej sprzyjającym miejscu.


- A nie mógł ten Hojan pójść się lepiej utopić? Zgodnie z tradycją naszego miasta?

- No poszedł, jak go tak brutalnie z wieszania przepłoszono.


- A w stawie, czy w rzece? Bo kulturalniej w rzece, co płynie a topielec razem z nią.

- Niestety w stawie.


- Niektórym to już naprawdę wszystko jedno.


Rysunek: Andrzej Bobrowski


   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.