14 października 2019, poniedziałek

Instrukcja na kryzys

Kryzys zwykle produkuje dwa rodzaje ludzi: bankrutów i milionerów. Jeżeli zamierzasz zasilić tę przyjemniejszą stronę, to warto już teraz, na wszelki wypadek/nigdy nic nie wiadomo, poćwiczyć jak to jest być milionerem. Do ćwiczenia bycia milionerem przystępujemy na dwa sposoby:




I. sposób:

Kradniemy komuś milion i patrzymy jak to jest: lepiej, gorzej czy tylko inaczej. W zależności od doznanych wrażeń postępujemy dalej tak:

a) w wypadku odczuwania euforii - kradniemy jeszcze dwa miliony (nie powinno być z tym kłopotów, bo mamy już doświadczenie) i pozbawiamy się możliwości powrotu do stanu wyjściowego, bo upilnować trzy miliony jest trudniej niż jeden i najlepiej postarać się o jeszcze jeden milion na pilnowanie tych pierwszych. To zajęcie jest niezwykle absorbujące i na pewno pochłonie cały wasz czas, tak że o jakimkolwiek myśleniu należy zapomnieć, a czasochłonne i rozmiękczające rozważania powrotu musicie sobie wybić z głowy na wejściu. Z tej drogi odwrotu nie ma.

b) w wypadku odczuć tylko/zaledwie wpisujących się w nasze oczekiwania, kradniemy jeszcze jeden milion, tytułem próby, żeby ostatecznie upewnić się, czy decydujemy się, czy też nie chcemy być milionerem, dalej wracamy do a) albo idziemy do c).

c) w wypadku rozczarowania, pozbywamy się miliona. Najszybciej – wpłacając go, na przykład na konto fundacji, na przykład Jolanty Kwaśniewskiej, mając pewność, że nie sprawimy kłopotu.

 

II. sposób:

Sprzedajemy na allegro telewizor i znaczki pocztowe syna. I rower sąsiada, o ile sąsiad ma jeszcze rower. Za uzyskaną kwotę jedziemy na wycieczkę na Kubę, wieść rozpasany żywot milionera. Jeśli kolekcja syna okaże się nie tak cenna, jak oczekiwaliśmy, zamiast na Kubę, jedziemy na Ukrainę (najlepiej stopem, by nie trwonić kapitału ćwiczeniowego na biletową drożyznę), gdzie od razu mamy więcej niż każdy ze wszystkich nas tam otaczających. Ćwiczymy bycie milionerem intensywnie, bez zahamowań (24/h) aż do momentu gdy:

- albo ktoś z miejscowych ukradnie nam nasz milion, a jest tam wielu gotowych przejąć odpowiedzialność za naszą fortunę; prawie każdy będzie gotów do takich poświęceń;

- albo kupimy już wszystko, co tam jeszcze mają do sprzedania i nasze pieniądze nie będą już w stanie nic dla nas kupić, a wtedy sytuacja ćwiczeniowa w sposób naturalny, z oczywistych powodów formalnych ustanie.

W obu wypadkach ćwiczenie kończymy powrotem, w przekonaniu, że pieniądze jednak szczęścia nie dają i zasilamy krajowy zbiór kryzysowych bankrutów, dając innym możliwość ćwiczenia się, w niełatwej sztuce bycia milionerem, samemu stając się cenną pomocą/rekwizytem budującym ćwiczeniowe tło.

 

Rysunek: Andrzej Bobrowski


 

 

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.