24 kwietnia 2019, środa

Dariusz Łukaszewski

Jadę na poszukiwania dziewczyny mojego życia - cz. 1.







Jadę na

poszukiwania dziewczyny
mojego
życia


Rys. Andrzej Bobrowski





Moja biedna żona została pisarką. Lubianą. I bardzo ją to wciągnęło. Całymi dniami nic tylko pisze i pisze grube książki, od których psują się oczy i niebezpiecznie poszerzają horyzonty. I spotyka się, i spotyka - z tymi, z którymi warto się spotkać, i całymi dniami unika całej reszty, w tym mnie.

-
Jadę na poszukiwania dziewczyny mojego życia - postanawiam. - Jutro.

Żebym tylko nie zapomniał...
Na 55-te urodziny postawię w ogrodzie słup ogłoszeniowy i od razu, kiedy rano wstanę, to przeczytam i zaraz wszystko będę wiedział. Nic mi się już nie zapomni!


Teraz ona czyta mi na głos początek rozdziału nowej książki. Ma kłopoty z przecinkami, więc czyta głośno, żeby usłyszeć, czy zdanie dobrze siedzi:

Człowiek z natury jest dobry. Dla samego siebie.
I każdy jest tym, który lubi siebie najbardziej spośród miliardów na świecie.
I potrafi o sobie myśleć wyjątkowo, odświętnie i bez opamiętania. Każdego dnia. Zawsze.

Lubi przyozdabiać się w krawaty, które nadają mu zwodniczy, szacowny wygląd. I wtedy z wyglądu się składa i z wody...


- Powiesz coś? – jej głos przerywa ciszę, która zapada, gdy zapominam wpaść w zachwyt.
- Człowiek składa się z wyglądu i z wody – mówię.

- No tak... - jej zbolałe westchnienie. Rozmowa jest zakończona.

Napisała trzy książki. W tym jedną w sztywnej okładce. Ale to pierwsza i najcieńsza przyniosła jej sporą sumę. Moja żona jest lubianą pisarką, więc pisze dalej. Jest już na tyle zamożna, że stać by ją było nawet na rozwód. Ale się nie rozwodzi. Gdybym lubił jeszcze myśleć o sobie dobrze, pomyślałbym, że z mojego powodu. Ale nie myślę już
o sobie wyjątkowo, odświętnie i bez opamiętania. A przynajmniej już nie każdego dnia. I dzisiaj też nie jest tym dniem.



                                                                 x x x

- Jadę na poszukiwania dziewczyny mojego życia - mówię.
- Kiedy wracasz?
- Za pół, może za godzinę…
- Zawsze tak mówisz, a potem robią się z tego trzy, cztery godziny – mówi, i wiem, że ma rację. Zna mnie lepiej niż ja sam; życie spędziła na tropieniu moich tajemnic.
- Znowu się przeziębisz i będziesz chory przez dwa tygodnie, albo kogoś pobijesz i znowu będziemy mieli kolegium do zapłacenia. Lepiej byś w ogrodzie posiedział, pograbił coś, zapalił ognisko, wypił setkę czy jak już musisz dwie.

Ma rację – przyznaję w myślach, ale nie chcę już palić ogniska, ani pić w ogrodzie. Jestem pewien, że ona wie co myślę. Co to w ogóle za pomysł, żeby czytać cudze myśli?! Postanawiam wyjechać niezwłocznie.


- Weź chociaż telefon, wczoraj ci naładowałam – biorę telefon, wsiadam na rower i jadę się przeziębić, mieć kolegium itd. Jadę szukać dziewczyny mojego życia.

Ciąg dalszy 14. kwietnia


   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.