20 sierpnia 2019, wtorek

Sejna

Jan


Opowiadanie o Janie, co mieści się na A4, był bogiem, i umarł.


Ilustracja: Andrzej Bobrowski, fragment wystawy w Nysie, koniec XX wieku






Dwudziestego siódmego dnia miesiąca, w chłodny deszczowy poniedziałek, Jan postanowił umrzeć. I umarł. Założył odświętny garnitur, pożegnał się z żoną, złożył ciało w trumnie i zatrzasnął wieko.

Ale coś było nie tak...

Jan zdecydowanie, tego był pewien, skończył ze swoim życiem. Najwidoczniej jednak życie nie skończyło jeszcze z nim. Uważnie rozejrzał się dookoła. Po chwili otworzył wieko, rozejrzał się jeszcze raz i stwierdził całkowity brak chórów anielskich, scen z życia, nawet pomarszczonej staruszki z kosą. Nic. Nici z szybkiego umierania. Zdarzało się już parokrotnie, że rzeczywistość miała początkowo inne plany niż Jan. Nie zraził się tym, wiedząc, że by osiągnąć cel wystarczy dostatecznie długo upierać się przy swoim.

 

Umieranie nie szło mu w tym tygodniu najlepiej. Raz już był pewien powodzenia swojego cowieczornego rytuału, kiedy przeszkodziła mu żona przynosząc wieniec, porcję maślanych ciastek i kawę. Ileż można umierać o suchym pysku? Niestety, tej nocy nie udało mu się nawet zasnąć, poczynił jednak pewne zmiany ku poprawie swojego marnego – niestety nadal - żywota. I kupił sobie butelkę wódki.

dalej, Klick !!!





Janowi zawsze łatwiej przychodziło bycie bogiem, niż bycie człowiekiem. Zmieniał świat na taki, jaki chciał widzieć, z ludzi których spotkał na swej drodze zostawiał popioły. Jan byłby dobrym bogiem, miewał nawet wyrzuty sumienia. Był w nim jednak jakiś niepojęty mechanizm, który sprawiał, że prościej mu było codziennie umierać, niż porzucić swą nieugiętą boską naturę i spróbować odnaleźć się jako człowiek.

 

Z nowej perspektywy Jan mógł obserwować ludzi z wyższością i miną eksperta. Małżeństwo uznał za niewarte konieczności mycia zębów co rano. Dzieci za generalnie fajny wynalazek, bo skoro już zgodził się zostać ich ojcem, może teraz liczyć na ich wdzięczność. Tylko co do Boga miał pewne wątpliwości, bo choć Chrystus jako człowiek miał o wiele lepiej (to jasne, innym było przykro, gdy go wspominali, a o nim, Janie, ani słowa), to jednak wyznaczył pewne przydatne standardy, z których Jan nie chciał rezygnować. Dla zachowania godności powtarzał więc, że istnienie Boga to sfera domysłów i nie zamierza tracić czasu na jałowe dyskusje.

 

Największym problemem w nowej roli społecznej okazało się dla Jana dorastanie do nowego wizerunku. Sprawy zaszły już zbyt daleko, by mógł się wycofać. Dopiero po fakcie zdał sobie sprawę, że ten cwaniak, Bóg, nieźle się urządził będąc nieśmiertelnym na niebiosach.

Bo czy ktoś słyszał o nieboszczyku, który musi martwić się o wynajęcie posesji albo o pieniądze? Czy nieboszczyk przejmuje się deszczem? Stereotypy były dla Jana bezlitosne, chodzenie do pracy stało się jeszcze trudniejsze niż dotąd, odkąd za każdą obsuwę w terminie był karany i zbywany tradycyjnym “a znasz pan innego nieboszczyka, który się spóźnia?”. Coraz bardziej znudzonej żony nie dawało się już uprosić o pranie skarpet ani ciepły obiad. Jedynie dzieci dały się przekupić by przynosić mu czasem termos z kawą, ale podejrzewał, że robią to wyłącznie dla draki.

 

Na kilka dni przed oficjalnym pogrzebem uznał bycie niedoszłym nieboszczykiem za status stanowczo poniżej swojej godności i postanowił wrócić. Jak z godnością uciec z krypty? Jan miał mnóstwo pomysłów, zaczynając od przekupienia ministrantów, wydrapanie sobie podziemnego tunelu kubkiem po jogurcie, aż do odegrania sceny zmartwychwstania cztery razy z rzędu, podług każdej z Ewangelii. Z czasem uznał jednak, że najstosowniej będzie poczekać aż przyjedzie po niego karawan i w drodze do kościoła grzecznie zapukać w wieko.

 

Niestety owego zbawiennego dnia karawan zderzył się ze szlabanem kolejowym na chwilę zanim pojawiły się na horyzoncie dwa jasne ślepia nadjeżdżającego pociągu. Trumna wypadła wprost na tory, przekoziołkowała dwa razy i roztrzaskała się. Pociąg zamrugał. Zdziwiony nagłą wolnością Jan spojrzał mu prosto w reflektory i zamrugał do wtóru.

A później umarł.

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.