3 czerwca 2020, środa

Czytelnia człowieka dla ludzi

Redakcja

Jaś Kapela




Poeci piją za dużo piwa, co nie jest dobre dla Polski.




Nie piszcie wierszy, bo nie będą wam sprzedawali piwa.

Jaś kapela napisał tutaj: http://blog.art.pl/r/ takie coś między innymi:


czwartek, 15-04-2010 [17:04:35]

Pojechałem do Białegostoku, bo gdzieś musiałem pojechać. Miałem już dosyć tego miasta, jego nieznośnej niesamowitość, miasta, które nigdy nie śpi i w którym zawsze coś się dzieję. Musiałem się stąd wydostać. A tak naprawdę to miałem w Białymstoku wieczór autorski, umówiony już od miesięcy, więc dzień wcześniej grzecznie sobie kupiłem bilet, a od tygodnia załatwiałem zastępstwo w pracy. Które udało się jednak załatwić dopiero w ostatniej chwili, ale jednak się udało, więc oddałem wszystkie klucze i przeszkoliłem dzielnego wolontariusza Arka na okazję obsługiwania programu do sprzedaży książek i terminala kart kredytowych. I mogłem się zbierać. Ale jeszcze zanim się to zdarzyło, zgłosił się do mnie mężczyzna przedstawiający się jak mąż Jadwigi Staniszkis, z którą się rozwodzi. Że jest mężem Jadwigi Staniszkis, sprawdziłem już wcześniej, gdy już wcześniej się tak przedstawiał, a ja, jak to ja, wszystkie rewelacje sprawdzam w google, żeby mieć potem na ich temat zdanie. Maż Jadwigi Staniszkis jest rzeczywiście mężem Jadwigi Staniszkis, choć aktualnie się rozwodzą - takie jest moje zdanie na ten temat, na podstawie faktów, które udało mi się zgromadzić, za pomocą google oraz innych narzędzi też. Jest jej mężem, choć wcale nie wygląda. A wręcz przeciwnie, wygląda jak zaprzeczenie męża Staniszkis, jeśli byśmy wyobrażali sobie jej męża, na podstawie wyobrażeń, jakie mamy na temat jej samej. Jest radosnym gnomem, bezczelnym wagabundą, postacią z powieści łotrzykowskiej, spłodzonym w białostockiej puszczy przez żydowskich bandytów. Kiedyś ponoć przez trzy tygodnie mieszkał na Dworcu Centralnym, zupełnie bez pieniędzy, żeby lepiej poznać to miasto. Ponoć robi tak w każdym mieście, które odwiedza. O swoich podróżach i miastach napisał książkę, która wychodzi właśnie po holendersku i angielsku. Jako młody chłopak zatrudnił się na okręcie jako kapitański salon boy. Już wtedy znał kilka języków, co imponowało jego pracodawcy, ale na marynarzy miał wpływ wręcz przeciwny, więc chował się przed nimi w zakamarkach okrętu i pisał wiersz o morzu. Ale to była dawno, bo teraz przychodzi do mnie do szatnio-księgarni i mówi, że szuka odważnego dziennikarza, który jest gotowy zrobić karierę i pójdzie z nim do IPN-u. Żaden ze mnie dziennikarza, odważny też specjalnie nie jestem, więc mówię, że mogę spróbować mu pomóc (mówię tak wszystkim), ale niestety nigdzie z nim nie pójdę, bo jadę dzisiaj do Białegostoku. Tak? - zaciekawił się pan mąż Staniszkis - to ja jadę z Tobą. Nie śmiałem się sprzeciwiać synowi żydowskich bandytów, choć wtedy jeszcze nie wiedziałem, że nim właśnie jest i z Białostocczyzną łączy go coś więcej niż fakt, że postanawiał tam się ze mną wybrać. Więc pojechał ze mną. Bo dlaczego miałby nie pojechać, skoro mógł? Osobiście znam parę powodów, ale dla męża Staniszkis nie są one wystarczające. Zresztą nie jestem pewien, czy jakiekolwiek powody są dla niego wystarczające. Czy cokolwiek jest. Włóczęgowska beztroska, jaką promieniuje, zdaje się być rewersem podskórnego nihilizmu. Jeśli ktoś nie waha się w ciągu trzech sekund zdecydować o wyjeździe do Białegostoku, zapewne nie waha się również podejmować wielu innych decyzji powszechnie przez społeczeństwa uznawanych za niemoralne. A poważnie - jest w panu Michale coś diabolicznego. Lecz ja diabłów się nie boję, a jedynie systemów, więc pojechaliśmy razem do Białegostoku. Na mój wieczór autorski i nie mój, bo demokratyczny, slam. Ja promowałem książkę "Janusz Hrystus", której jeszcze nie ma, więc nikt poza za mną jej tam nie czytał, a pan Michał promował siebie i wygrał slam opowiadając, że jest mężem Staniszkis, synem żydowskich bandytów, którzy uciekli z białostockiego getta i śpiewając autorski, holenderski przekład "Kiedy ranne wstają zorze". Zresztą nie oszukujmy się byłem już na dziesiątkach wieczorów, na których promowałem swoje książki, których nikt tam nie czytał, nawet jeśli były. Książki to książki, a wieczory autorskie, to wieczory autorskie. Jedno jest niczym więcej jak pretekstem dla drugiego. A potem poszliśmy się upić i okazało się to trudniejsze, niż można się było spodziewać, choć, tak naprawdę, próbowałem się upić, odkąd tylko dotarłem do stolicy kraju żubra. Najpierw okazało się, że muszę mieć dwa dowody, żeby kupić dwa piwa. Choć następnego dnia miałem dwudzieste szóste urodziny, więc nie wiem, po co mi nawet jeden. Jeszcze potem okazało się, że nawet dowód nie wystarczy, żebym mógł kupić sobie piwo, a złośliwi barmani nie chcą sprzedać mi nawet wody. A przecież mogliby, skoro ich argumentem było, że nie mogę pić piwa, bo jestem zbyt pijany. Ale dlaczego nie mogę pić wody, już nie chcieli powiedzieć. Oczywiście nie byłem dość pijany, skoro to wszystko pamiętam. Więc mam podejrzenia, że kryły się za tym, jakieś głębsze powody. Na przykład nowa polityka antyalkoholowa w stosunku do polskich poetów. Na pewno, w jakiejś komisji sejmowej ktoś doszedł do wniosku, że poeci piją za dużo piwa, co nie jest dobre dla Polski. Jeśli moja interpretacja wydaje się państwu cokolwiek wydumana, śpieszę donieść, że to samo zdarzyło się innemu poecie, dzień później, już w Warszawie. Nie piszcie wierszy, bo nie będą wam sprzedawali piwa. Zresztą myślę, że to tylko początek. Poeci są awangardą społeczeństwa. Na nich wszystkie represje spadają jako pierwsze. Najpierw zakażą pić piwa poetom, potem nie opłacającym ubezpieczenia zdrowotnego. A na koniec wszystkim. Męża Staniszkis widziałem po raz ostatni jak wsiadał do taksówki, z jakimiś groźnie wyglądającymi i, z pewnością, pijanymi ludźmi. To byli, co prawda, moi towarzysze z Klubu Krytyki Politycznej w Białymstoku. Ale kto wie, co z nim zrobili. Jakoś się jednak o niego nie boję. Mąż Jadwigi Staniszkis ma z pewnością dziewięć żyć i z pewnością, jak kot, zawsze spada na cztery łapy. Więc, jeśli jesteście odważnymi dziennikarzami i chcecie zrobić karierę albo lewicowymi działaczkami i macie ochotę na romans ze starszym mężczyzną, sinologiem z holenderską emeryturą i doradcą Ministerstwa Finansów w tworzeniu programu walki z korupcją, to już wiecie, z kim musicie porozmawiać. Poznacie go z łatwością. Wyobraźcie sobie przeciwieństwo męża Jadwigi Staniszkis i to będzie właśnie on.

 

 

 

czwartek, 04-03-2010 [15:38:03]

Jeśli myśleliście, że moją nową książkę będzie może można jutro kupić, to myśleliście tak samo jak ja, ale nie mieliście racji. Pociesza was, że myliliśmy się razem? Mnie nie specjalnie. Nie wiem, dlaczego jest tak jak jest. Ale wiem, że jest jak jest. Nie jest w każdym razie też tak, że nigdy jej nie będzie. Kiedyś będzie na pewno. I już na przykład 13 marca w Toruniu będzie można posłuchać co mam do powiedzenia na temat książki, której nie ma. A także co mają do powiedzenia na ten sam temat dziewczyny z tamtejszego klubu Krytyki Politycznej, których nazwisk w tym momencie nie pomnę i nie mam jak sprawdzić, ale istnieje we mnie silne przekonanie, że jedna z nich nazywa się Monika, a druga Marta. Ale mogę się mylić. Prawie zawsze mogę się mylić, jak pokazuje choćby przykład, że nie wiedzieć czemu sądziłem, że premiera mojej nowej książki będzie jutro. Ale nie będzie. I to jedno wiem na pewno.

 

 

 

środa, 10-02-2010 [20:22:46]

Kupiłem sobie słoik dżemu. Porzeczkowego, żeby wszystko było jasne. 320 gram. Bez cukru, bo słodzony zagęszczonym sokiem owocowym. I jadłbym sobie spokojnie ten dżem, gdybym na etykiecie dziś rano nie przeczytał, że po otwarciu należy spożyć w przeciągu tygodnia. Jak można zjeść słoik dżemu w tydzień? I proszę sobie wyobrazić, że nie jest to największy z moich problemów.

 

 

 

piątek, 29-01-2010 [18:34:43]

Chciałem napisać felieton o tym, że używanie słowa „laska" w stosunku do niektórych dziewcząt jest mądre i słuszne, ale zamiast tego napisałem o Julii Piterze. Czy to czyni z niej laskę? Niestety chyba nic nie jest w stanie uczynić z niej laski. Ale jakoś mnie to nie martwi. Co zatem mnie martwi? To samo, co zawsze. Globalne ocieplenie, wojny w Afryce i los wielorybów. Poważnie. Ostatnio nie mogłem zasnąć, bo myślałem o wielorybach. To znaczy poważnie tak nie myślałem, ale potrafiłby sobie wyobrazić taką sytuacje. I żałuję, że to na ja byłem jej uczestnikiem. Jestem natomiast uczestnikiem innych sytuacji. Aktualnie jest uczestnikiem sytuacji „Jaś siedzi w księgarni i myśli, że jak ktoś zaraz nie kupi jakiejś książki, to kogoś zajebie." To nie jest bardzo komfortowa sytuacja. Ale może być. Czy nie wydaję się wam, że zamiast pisać te wszystkie kiepskie powieści, wiersze i felietony powinienem po prostu opisywać własne życie? Czyż nie jest o niebo ciekawsze? Kiedy w końcu będę mógł wydać notki zebrane? Nie mogę doczekać się tego dnia. To znaczy może już mogę. Tylko boję się sprawdzić. Może być i tak.

 

 

 

poniedziałek, 09-11-2009

Od wczoraj przymierzam się, żeby coś tu napisać, ale nie bardzo wiem, co. Bo chyba nie to, że znowu nie wygrałem konkursu na najlepszy blog literacki roku. Nie wiem, co prawda, czy w ogóle startowałem. Ale i tak jest mi przykro. Nie jakoś bardzo przykro. Ale na pewno bardziej przykro, niż gdybym wygrał. W każdym razie obejrzałem blogusie laureatów i nie ma wątpliwości, że konkurs był ustawiony, bo jestem od nich lepszy. Moje życie jest ciekawsze, a moje wpisy zabawniejsze. Nawet jeśli od pewnego czasu tak rzadkie. Szymborska też pisze tylko wiersz miesięcznie, a dostała Nobla. Nobel, co prawda, też jest ustawiany, ale, jako osoba o słusznych poglądach, mam na niego większe szanse niż na wygranie konkursu na najlepszy polski blog literacki. A może się mylę? To się jeszcze okaże. Odkąd ostatnim razem nie wygrałem kumulacji w lotto zniechęciłem się do konkursów. Piszę jakbym w ogóle był kiedyś do nich przekonany. A nigdy nie byłem. Konkursy literackie to szajs, bo nie ma żadnej instancji władnej zdecydować, że jedna książka jest lepsza od drugiej. Podobnie, podejrzewam, jest też z innymi rodzajami konkursów. Na przykład nigdy nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego jakiś sportowiec wygrywa tylko dlatego, że szybciej biega, skoro inni robią na przykład fajne miny albo mają bardziej obcisłe spodenki. Zresztą, czy zawsze muszą być zwycięzcy i przegrani, lepsi i gorsi? Nie sądzę. Niestety moje sądy nie mają wpływu na sytuację społeczną na świecie. A szkoda. Nie jakaś wielka szkoda, bo nie wiadomo, czy miałoby to na nią dobry wpływ. Ale na pewno byłoby śmiesznie. Zresztą teraz też jest. Jeśli się przyjrzeć. Wystarczy poczytać gazety. Można się na przykład dowiedzieć, że czescy żołnierze dorysowali sobie na hełmach znaczki SS. Nieśmieszne? A przepraszam jak się mają czuć mieszczańscy piwosze, którzy nagle lądują na pustyni pełnej smagłych mudżahedinów wyglądających jakby uciekli z Prince of Persia, lecz, zamiast w znane z gry szabelki, uzbrojonych w podrabiane kałasze, które strzelają zupełnie prawdziwymi kulami. Jak oni mają się czuć? Czy nie mogą się czuć jak obrońcy białej rasy? I czy z drugiej strony nie jest to śmieszne? Czesi jako ostatni przedstawiciele rasy aryjskiej. Powinni się jeszcze skumać z Bułgarami. Albo przynajmniej Polakami. I pewnie to robią. Ale mniejsza z tym. Kogo obchodzą czescy naziści? Mnie by obchodzili, gdyby grali jakiś solidny death metal.

 

 

 

wtorek, 20-10-2009 [01:30:55]

Jestem trochę podkurwiony, bo zapłaciłem dwie dychy za taksówkę z jednej strony Wisły na drugą. A nie powinno tak być. Wcale tak być nie powinno. Więc ewidentne jest, że koleś mnie ochujał. Ale nie wiedziałem jak się mam z nim kłócić. Więc wkurwiłem się, że nie poszedłem na piechotę, bo to piętnaście minut. I jeszcze jestem podkurwiony, że jestem podkurwiony, bo kogo obchodzą dwie dychy. Na pewno nie mnie. Nie miałbym takich skrupółów, gdybym je wydał na piwo. Nie miałbym żadnych skrupułów, gdy wspieram korporacje sprzedające napoje odurzające dla mas, a drobne wsparcie ciężko pracującego człowieka pracy mnie rozbija zupełnie.

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.