7 kwietnia 2020, wtorek

Czytelnia człowieka dla ludzi

Ludwik Cichy

Każdemu wolno nie pisać o czym chce

Nie lubię jak ktoś podgląda moje myśli


fot: Jacek Wojciechowski (kadr ze "Szkoły dla głupców" Olega Żukowskiego)


 



Każdemu wolno nie pisać o czym chce


Był kiedyś tym niedobrym kolegą, co oszukiwał koleżanki w kapsle.  W podstawówce. Więc nie chciały z nim nic robić, ani w ogóle nikt, zatem dzieciństwo dłużyło mu się jak dożywocie. Potem (w technikum) odkrył, że jak się śmieje głośno z czyjegoś dowcipu – ale tak naprawdę bardzo głośno, że można go posądzić o szczerość – to chętnie opowiadają mu drugi dowcip i jeszcze następny. Z czasem wokół niego zaczął się kręcić tłumek spragnionych opowiedzenia jakiegoś kawału. A on śmiał się, i nauczył się jeszcze robić różne miny markujące uwagę oraz zawsze dopytywać o jakiś szczegół, że niby takie to jest interesujące wszystko, co do niego mówią. Doćwiczał przed lustrem jeszcze inne środki wyrazu, by potem wypróbować je w praktyce. Z czasem potrafił już bardzo profesjonalnie okazać zainteresowanie, nie tylko głośnym śmiechem. W trudnej sztuce bycia wielbionym przez wszystkich osiągnął - jeśli nie wszystko - to nieprzeciętnie wiele, a jednak wciąż dopracowywał nowe techniki, by ułatwić ludziom lubienie siebie, czyli jego. Naprawdę potrafił pójść w tym względzie na rękę jak mało kto i mało kto, a właściwie nikt, nie potrafił się oprzeć jego ozdrowieńczemu towarzystwu. Frustraci odzyskiwali przy nim pewność siebie, samotni zyskiwali przyjaciela, brzydule czuły się adorowane, jąkały zabierały śmiało głos, słowem świat wokół stawał się lepszy. Komplementował, uwodził śmiechem, namaszczał doskonałym nastrojem…


- Bardzo rozumna ciota – usłyszałem głos M., która musiała  od jakiegoś czasu stać za mną i patrzeć na zdania pojawiające się na ekranie laptopa.

- Jeśli nawet, to co!? – byłem zły, bo nie lubię, jak ktoś podgląda moje myśli.

- Lepiej byś coś o elitach napisał, o Kaczyńskim, o Macierewiczu, może o Bielanie chociaż; za to by lepiej zapłacili – w głosie M. nie było chyba rozczarowania, raczej cień kpiny ze mnie się w nim wyczuwało, co wcale nie było przyjemne.

- Skąd wiesz ile płacą za Kaczyńskiego?

- Jakby kiepsko płacili toby tylu o nim nie pisało – zauważyła M. przytomnie i tonem człowieka tak pewnego swych racji, że dalsze dyskutowanie tego ile płacą za Kaczyńskiego uznałem za nazbyt absorbujące mój najbliższy czas.

- A ty właściwie co tu robisz?! – natarłem przenosząc rozmowę w inne rejony. – Nie miałaś być w drodze po flaszkę?

- Już byłam w drodze.

- I?

- Przyniosłam flaszkę czerwonego… - zawiesiła teatralnie głos, by po sekundach kilku zakończyć efektownie - … i trochę piw.

- To po co mi tu wyjeżdżasz z Kaczyńskim?

- Ja wiem…? Wszyscy o nim piszą, więc może byś też coś, jakoś, rzeczowo, z wyżyn swojego nadrozumu…

- Mi przeważnie nie podoba się to, co podoba się wszystkim... - zacząłem i obejrzałem się, ale M. już nie było, widać straciła zainteresowanie rozmową. - Dobra, stawiam tu kropkę i koniec tego pisania. Otworzyć ci?

- Już mam otwarte.

KONIEC

 

PS.

Przedstawiona sytuacja jest całkowicie nierzeczywista. Chociaż czy to takie ważne? Przecież to jest tylko o tym, jak znów nie napisałem o Kaczyńskim. A to nic wstydliwego, w końcu każdemu wolno nie pisać o czym chce.

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.