26 maja 2017, piątek

Czytelnia człowieka dla ludzi

Marcin Szylko

Kolacja (opowiadanie)

 

 

 

 

 




Ręce dziewczyny mają pomalowane paznokcie i skórki obgryzione niemal do krwi.

 

ilustracja:  Anna Cięciel





Marcin Szylko

opowiadanie.org.pl



Kolacja



Światło żarówki zalewa siedzących przy stole. Spływa po leniwych powiekach, kapie na kamienne policzki i zsuwa się cicho po wyblakłych ubraniach. Twarze pozostają nieruchome, jedynie żuchwy równomiernie mielą znajdujący się na talerzach posiłek. Światło niekiedy przygasa, ich twarze nigdy się nie rozjaśniają. Bo nie ma pieniędzy.


Jej ręce szybko wędrują od talerza do ust. I od ust w kierunku talerza. Wcześniej wyjmowały garnki z kredensu i obierały kartofle. Przestawiały też słoiki w piwnicy, ale tam zamiast podłogi jest gruba warstwa szlamu po powodzi. Nikt tego nie sprząta. Na remont i tak nie ma pieniędzy. Jej ręce znają wszystkie zakamarki tego domu. Chowają w nich różne przedmioty i z nich wyciągają w zależności od potrzeb. A kiedy nikt nie patrzy, zastanawia się, czy oni sobie poradzą, gdyby jej zabrakło.


Jego ręce są zniszczone i starsze niż nieruchoma twarz. Niektóre palce bardziej żółte od pozostałych, oprócz papierosów trzymają w ciągu dnia maszynkę do golenia, narzędzia, długopis oraz łyżkę. Czasem na chwilę wyjmują z kieszeni pieniądze, które już tam nie wracają, choć przez całe życie jego ręce starają się, aby pieniądze wędrowały w odwrotnym kierunku. Palce odliczają dziesiątki, dwudziestki oraz setki, przekazują je w zamian za prąd, gaz, wodę i mieszkanie. Kiedy nikt nie patrzy, zapalają kolejnego papierosa w oknie i próbują odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego inni mają lepiej.


Ręce dziewczyny, która jest ich córką, mają pomalowane paznokcie i skórki obgryzione niemal do krwi. Prawa wędruje od talerza do ust i z powrotem, lewa nie rozstaje się ani na moment z telefonem. W ciągu dnia wielokrotnie piszą te same słowa na urzędowym papierze i wkładają je do różnych kopert. Potem na poczcie odliczają dziesiątki na znaczki i żegnają koperty znikające w czerwonej skrzynce. Dopóki nie będzie pieniędzy, tak musi być dzień po dniu. Telefon milczy podczas posiłku. Ręce dziewczyny pozostają spokojne pomimo poobgryzanych skórek. A kiedy nikt nie patrzy w nocy, zapalają światło w łazience i długo trzymają lustro przed nieruchomymi oczami. Przesuwają lustro niżej wzdłuż ciała, czasem rozchylają brzegi nocnej koszuli, unoszą lekko obie piersi i zatrzymują lustro na kilka minut. Wtedy nie myślą o życiu, gdzie nie ma pieniędzy i zastanawiają się, czy oni sobie bez niej poradzą.


Jej usta milczą. On nie lubi wysłuchiwać skarg, a nic innego nie przychodzi jej do głowy. Gdyby przynosił do domu coraz mniej pieniędzy, na pewno jej usta zadałyby pytanie, potem następne. Lub gdyby przyniósł nagle znacznie więcej niż normalnie. A tak nie muszą pytać o nic. Lecz, kiedy nikt nie patrzy, jej usta wędrują wraz z ciałem do kuchni i odczytują szeptem jedyny list, jaki chowa w jednej z szafek pod ceratą. Czasem jej ręce wycierają wtedy powieki.


Jego usta napchane jedzeniem nie za bardzo wiedzą, co mogłyby powiedzieć. Gdyby jedzenie okazało się gorsze niż zwykle, może odezwałyby się, lub gdyby uznały, że jedzenie jest wyjątkowo dobre. Jedzenie jednak napotyka na wielkie trudności, aby po trzydziestu latach być wyjątkowe. Zresztą na wyjątkowe jedzenie po prostu nie ma pieniędzy. Jego usta mogłyby poskarżyć się, że nie ma jak naprawić dachu, uszkodzonego przez wichurę i że podczas burzy woda zalewa poddasze, ale milczą wytrwale, gdyż jej usta nie wspominają nic o powodziowym szlamie w piwnicy. Kiedy nikt nie widzi, jego usta zaciągają się kolejnym papierosem, a choć mają wtedy szansę, nie potrafią zebrać się na słowa.


Usta dziewczyny mówią nocą do lustra w łazience. Pozostawiają na nim modlitwy, od których jest im lżej. Mówią do szyby w oknie samotnego pokoju i do każdej wysyłanej koperty, mówią wszystko to, czego nie słychać od nich w czasie posiłku. Mogłyby wyrzucić z siebie jedno, drugie i trzecie, ale szkoda, bo jak oni sobie z tym poradzą. I tak nie ma pieniędzy. Kolacja nie jest od mówienia. Światło żarówki zalewa siedzących przy stole, przygasa jedynie, gdy pod lampą przelatują marzenia. Wspólna kolacja spaja i cementuje rodzinę cementową formą w cementowej kuchni.


Marcin Szylko

opowiadanie.org.pl

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.