20 listopada 2019, środa

Czytelnia człowieka dla ludzi

Redakcja

Koty Masłowskiej




Książka Masłowskiej przed napisaniem wzbudzała większe emocje niż po wydaniu, a nawet w ogóle się teraz o niej nie mówi. Może jest za gruba?



Fragmenty z trzech stroniczek

Kochanie, zabiłam nasze koty, nowa powieść Doroty Masłowskiej, wydawnictwo Noir sur Blanc, 2012.
Polecamy.





s. 32


...więcej nie poszła na zajęcia. Sprawdzała martwy

ekran swojego telefonu kilkanaście razy na godzinę.

Tak jakby miała wszelkie przesłanki, by oczekiwać na

wiadomość z wyznaniem miłości, oświadczynami, pozytywnym

wynikiem testu ciążowego i terminem porodu.

Otrzymała za to pocztą informację o wygranej, która

okazała się informacją o możliwości wygranej, i gazetkę

świadków Jehowy, a gdy chciała wyrzucić ją do śmietnika,

z jej stronic spojrzeli na nią ludzie tak uśmiechnięci,

przyzwoici i czyściutko oprani, że przez chwile pomyślała,

że nieprzystąpienie do nich może być w jej obecnej

sytuacji taktycznym błędem, którego pewnego dnia nie

będzie sobie mogła wybaczyć.

Oprócz tego nie otrzymywała wiele korespondencji,

oczywiście nie liczę tu ofert powiększania piersi. Jeśli

chodzi o nie, to nie pozwalano, by zapomniała, że zawsze

ma taką możliwość.



s.35


To prawda, że kogoś poznała.

Przynajmniej nie była to do końca nieprawda.



s. 42, 43


Zawsze mogłam liczyć, że do buta przyklei mi się stary hamburger, a kolo jadłodajni dla ubogich przyczepi się jakiś mówiący do siebie wielki skórzasty Murzyn w un peu nieswieżej czapce Świętego Mikołaja.


,,Co taka śliczna dupcia robi tu sama? — woła taki za każdą Bogu ducha winną staruszką kolebiącą się przez wielkomiejską dżunglę z rozedrganym balkonikiem. — Gdzie narzeczony, hę? Zostawił, umówił się, a nie przyszedł? Umów się ze starym łachudrą, a zrobię twojej małej tak dobrze, jak potrafią tylko chłopaki, co się na

tym znają"


W spodniach, które jednocześnie robią mu za worek, a może nawet i dom, trzyma taki gagatek zazwyczaj skóry po bananach, części od magnetowidów, a czasem i kał, który zawsze jeszcze może się na coś przydać. Te portki są tak brudne, że są już wodoodporne. Jeśli nie kuloodporne! Są w stu procentach organiczne i pewnie można nauczyć je reagować na tonacje głosu albo przeprowadzać niewidomych przez jezdnię.... Mógłby śmiało zgłosić się z tym patentem do NorthFace albo do Quechuy.

Ale uwierzcie, on woli swój straceńczy żywot.


Tak, tu można spotkać każdego: i żebraka, i księcia. I nagiego króla, o ile tylko któryś z tych zbzikowanych projektantów ogłosił, że w tym sezonie najmodniejsze są ciuchy uszyte z powietrza...


...A zaraz na trzecim w butiku-hotelu na złotej sofie pod obrazami Kjowebgiyra Anogiwa, który osiąga teraz zawrotne ceny, niby nigdy nic siedzą córki senatorów i różnych prominentów i zalewają się w trupa, przeglądając ,,Obrzydliwie bogate pipsko dziś"...

,,Czym najlepiej rzucać w telewizor plazmowy? Testujemy kieliszki do szampana".

,,Tato, rozbiłam twój śmigłowiec! Wyciągnij korzyści z zabawnej wpadki".

,,Co zrobić, by pekińczykowi nie waliło z ryja".

,,Czy wiesz, ze psy to ssaki?! Ciekawostki naukowe".


Już zdaje ci się, że jedyne ich zajęcie to krzyczenie: O mój Boże! O mój Boże! I rozglądanie się wokół, czy wielkie wrażenie, jakie robią, rozkłada się równomiernie po tym padole łez. Ale jak tylko spróbujesz przywlec się do nich jak wór nikomu niepotrzebnego śmiecia, nie licz na miłosierdzie, one wezmą cię w obroty. Najpierw powiedzą, żebyś skoro nie masz chleba, jadł ciastka; a potem że skoro nie masz ciastek, to żebyś jadł tort śmietanowy z organicznymi malinami. ,,Nie mam takiego tortu" — szepniesz, przełykając boleśnie ślinę, ,,To powiedz, żeby ci przysłali samolotem ze Szwajcarii". Czego jak czego, ale nienawidzą wyuczonej bezradności, z nimi też się nigdy nikt nie pieścił. Też kiedyś nie miały domu, więc nie biadoliły tylko kupiły sobie pałac we Florencji. Też kiedyś nie miały porsche, to kupiły sobie ferrari. Więc jeśli jesteś już takim wyświechtanym, gówno wartym tobą, to chociaż zlituj się i się stąd bujaj, bo zawołają ochronę. One nie znają Litości, żaden liczący się chirurg plastyczny w tym mieście nie ma tak na nazwisko!



Kochanie, zabiłam nasze koty, nowa powieść Doroty Masłowskiej, wydawnictwo Noir sur Blanc, 2012


   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.