18 sierpnia 2019, niedziela

Czytelnia człowieka dla ludzi

Ludwik Cichy

Królik polski (2)


Polska wiewiórka i polski królik siedzieli sobie w zielonych nieużytkach i słuchali co mówi polska wiewiórka. Wkrótce dosiadł się polski kret i tak sobie razem słuchali co mówi polska wiewiórka.

Cały tekst, Klick!!!


 

Królik polski - ciąg dalszy

 

napad


Polska wiewiórka i polski królik siedzieli sobie w zielonych nieużytkach i słuchali co mówi polska wiewiórka. Wkrótce dosiadł się polski kret i tak sobie razem słuchali co mówi polska wiewiórka.


- Pięknie napadają w AMERYCE, filmowo, aż miło popatrzeć – wszyscy słuchali głosu, który mówił, i nie musieli nic robić, bo przecież byli dostatecznie zajęci słuchaniem. – Czy na bank, czy na innego złoczyńcę – zawsze porywająco i z klasą. Naprawdę, możecie mi wierzyć, aż by się chciało porwać coś z nimi, pouczestniczyć, zanurzyć w takim brawurowym kadrze filmowym. Ach, AMERYKA...


-Yeah – przytupnął polski królik




- Może byśmy też coś napadli, porwali, pouczestniczyli brawurowo trochę? – rozpalił się polski kret.


- A kto tu ma coś do napadnięcia, czy tam porwania?


- Sowa by mogła mieć – podsunął polski kret.


- Yeah! – rozpalił się polski królik.




- Ja bym zrobił podkop i hyc, napadamy! – polski kret wyglądał na tak podnieconego jak był.


- Jaki podkop? Biedaku... – rzekła polska wiewiórka tonem terapeuty. – Sowa mieszka w dziupli na wysokości piątego piętra.


- Yeah... - westchnął królik polski i zaczął wyglądać na zrezygnowanego, czyli normalnie.



- Mówię wam, tu nawet nie ma okoliczności żeby się chciało napadać, porywać, grabić, rabować – podsumowała polska wiewiórka. – O! W AMERYCE, tam są dopiero warunki, tam od razu by się chciało ponapadać, pomalwersować. Tam wszystko inspiruje do skoku życia. A tu... se możesz skoczyć z jednej kłody pod nogi na drugą kłodę i... i spać pod pierzynę, o ile masz kulturę ścielenia jeszcze.

 

- Yeah... westchnął polski królik i wyglądał bardzo, bardzo normalnie.





wróbel



Od samego rana wielkie poruszenie, wszystkie zwierzęta ogromnie podniecone – ma przylecieć wróbel. Amerykański! Z Ameryki! Nie wiadomo kto pierwszy przyniósł tę wieść, a kto dowiedział się o tym ostatni. Tak jak nie wiadomo, czy jest coś na rzeczy, czy to tylko przeciek sterowany prowokacją. Gruchnęła wieść i nikt i nic już nie powstrzyma biegu zdarzeń.


- Z AMERYKI! – egzaltowała się polska wiewiórka największymi literami, jakie znalazła do dyspozycji.


- Yeah!!! – triumfował królik polski.



- Ale co robić, co tu zrobić, jak się zachować, żeby nie wyjść na pierwszego lepszego z narożnika...?! – gorączkował się polski kret. - Się chyba pochlastam z tych nerw.



- Bynajmniej... - polska wiewiórka zawiesiła głos dla nadania wagi - ... ewentualnie...


- No mówże, na miłość boską! – ponaglał kret polski. – Nie widzisz jakie mam wypieki, jak mi bije do głowy?, no dalej!



- Coś trzeba zrobić – ujawniła polska wiewiórka.

- Zaraz mi pęknie żyłka i wypłyną mlecze – ostrzegł polski kret.



– Chodźmy do bizona! – olśniła polską wiewiórkę myśl. – On jest bliżej międzynarodowego protokołu kwestii. Bonansus, Buffalo... rozumiecie, właściwe korzenie, et cetera...


- Genialnie! – pochwalił kret polski. – Chodźmy!


- Yeah! – przytupnął polski królik.



- Wypadało by coś powiedzieć - podzielił się wiedzą polski bizon. – Może powitać?


- Ale jak? Co powiedzieć? – polski kret denerwował się wizją nadciągającej kompromitacji.



- Może: how you've grown! – podsunął nieśmiało polski bizon.


- Nie, nie – zaoponowała polska wiewiórka. – To powinno być coś wyjątkowego, prosto z mostu serca, żeby każdy zrozumiał, prawda królik?


-Yeah – zgodził się królik polski.



- Well? – podsunęła polska wiewiórka.


– Takie krótkie coś to każdemu się może wymsknąć – skrytykował kret polski. - To powinno być coś przeszło więcej.



- Well, well? – wyskoczyła polska wiewiórka.


- Wciąż nie to. Co robić, co tu zrobić...? Co by tu... No mówcie coś! – zaapelował gorączkowo kret polski. – Na miłość boską, przecie on już może leci, może jest tuż...!


- Cześć wróbel? – nieoczekiwanie wycisnął z siebie polski królik, zdziwiony, słysząc to, co właśnie wycisnął.



- Cześć, się ma – wszyscy zadarli głowy, by ulokować wzrok tam, skąd dobiegł głos. Na gałęzi brzózki przysiadło małe szare ptaszysko i wpatrywało się w zebranych na dole.


- Nie macie czasem trochę suchy chleb dla konia? – zapytało małe szare ptaszysko. - Bo z daleka, i kurna bym zjadł trochę suchy chleb dla konia.



- Spieprzaj dziadu! – ofuknął ptaszysko kret polski.


- Suchy chleb! Ja nie mogę, w takiej chwili suchy chleb!!! – zdenerwowała się polska wiewiórka. – Niektórzy kompletnie nie mają klasy. - Dupy nie truj! – wydarła się. – Spieprzaj dziadu jeden!


- Yeah! – zawtórował królik polski.



I wróbel odleciał. Zobaczyć, czy nie ma go w innym, jakimś lepszym miejscu.



Koniec


(sierpień 2012)

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.