11 grudnia 2018, wtorek

Teatr rozmowy

Dariusz Łukaszewski

Krzysztof Ścierański



W latach trzydziestych gangsterzy w Ameryce słuchali jazzu i tańczyli przy nim, to ich kręciło, a w latach osiemdziesiątych i teraz, gangsterzy w Polsce słuchają disco-polo.



Dariusz Łukaszewski: - Słyszałem, że w tym roku wygrał Pan plebistyt "Jazz Forum" na najlepszego muzyka w kategorii gitarzysta basowy…

Krzysztof Ścierański: - W "Jazz Forum"?

Tak.

- Proszę Pana, ja nieprzerwanie od 27 lat wygrywam ten plebiscyt.

Poważnie?

- Ja nie wiem komu powinienem za to flaszkę postawić…

To gratuluję, bo osobiście uważam, że ten prestiż się w naszym kraju Panu należy.

- To jest nagroda i krytyków i słuchaczy, i oni widocznie uważają, że ja gram jazowo i dobrze. I to miłe jest, bardzo. Ale to nie zmienia faktu, że ja coraz częściej nie mam właściwie gdzie występować, bo w najlepsze miejsca zamawia się różnych znanych i lubianych, bo dużo biletów się sprzeda, bo na to przyjdą ludzie, którzy tylko taką muzykę znają z radia. Ja po raz pierwszy, po trzydziestu latach, mam swoją płytę w empikach, "Directions" się nazywa, podczas, gdy młodsi znani mają ich po dziesięć.

To bardzo, powiedziałbym, energetyzująca muzyka, witalna, taka uśmiechnięta, oparta na motywach z różnych kierunków świata.

- I ma ładną czerwoną okładkę!

W ogóle Pan bardzo młodo wygląda – jakaś dieta, czy muzyka tak konserwuje, po prostu?

- Jeszcze się jakoś trzymam, może ta branża rzeczywiście konserwuje, jak mówią znawcy z branży rockandrollowej. Ale ja nie jestem muzykiem rockandrollowym, ani bluesowym.

30 lat temu, będąc chłopcem z małego miasteczka, dojeżdżałem do poznańskich klubów, żeby z otwartymi ustami słuchać koncertów Laboratorium (Janusz Grywacz), później String Connection (Krzesimir Dębski) i Air Condiction (Zbigniew Namysłowski) – we wszystkich tych kapelach na basie grał Krzysztof Ścierański. Minęło Trzydzieści lat i znów Pan gra w Laboratorium.

- Ta muzyka się nie zestarzała, Janusz Grzywacz jest wciąż doskonałym kompozytorem, więc postanowiliśmy zagrać kilka koncertów ze starymi kompozycjami Laboratorium oraz z paroma nowymi. To jest dla mnie trochę taki powrót do młodości.

Ale nagrał Pan płytę z Krzakiem, z utworami Jimmy Hendrixa …

- Jeden utwór gram na tej polskiej płycie poświęconej Hendrixowi, ale miałem przyjemność grania z ludźmi, którzy grali z Hendrixem…

O!?...

- To były trzy duże koncerty muzyki hendrixowskiej w Holandii. Budy Miles grał na bębnach, poznałem Noela Reddinga, ale nie graliśmy na dwa basy, było jesze kilku świetnych gitarzystów z Ameryki grających Jimmy’ego, np. Rikki Rose, z którym świetnie mi się grało.

Z Hendrixem kojarzy mi się Stevie Ray Vaughan, który go świetnie podrabiał, dobrze kojarzę?

- Tak, dobrze, ale ja nie byłem nigdy fanem Steviego Ray Vaugna, doceniałem jego błyskotliwa wirtuozerię, ale…

Dobre brzmienie miał!

- Tak, ale Jimmy miał przecież lepsze.

No, Hendrix je po prostu stworzył, ale powróćmy do Krzysztofa Ścierańskiego, wczoraj i dzisiaj… Minęło trzydzieści lat, ustrój się zmienił…

- Świat się zmienił! Zmieniła się Amerka, Chiny, zmieniły się Indie, wszystko jest inne dookoła.

Rządy się zmieniają na naszych oczach…

- Wałęsa powiedział coś takiego: Mili państwo, gdyby mój ociec wstał z grobu i zobaczył, że nie ma granicy pomiędzy Polską a Niemcami, toby padł na zawał. Pojawiło się dużo dobrych rzeczy, ale jest coraz więcej złych rzeczy.

Jakie to są te złe rzeczy?

- Jest coraz trudniej przetrwać w tym nowym świcie. Widzę to po sobie. Ja przecież gram w kilku zespołach, gram w "Laboratorium", gram z "Krzakiem", mam swoje trio, gram solo, mam dwa duety, mam znakomity kwartet….

To co Pan z forsą robi?

- Utrzymanie takiego stanu, to są tak wysokie koszty, że to się przestaje opłacać, traci sens. Zajeździłem auto – moim Craislerem przejechałem 562 tysiące kilometrów i się rozsypał po prostu, a kierowca kasuje za trasę więcej niż ja za granie koncertów dostaję. Teraz godziwe pieniądze za występy dostają tylko zespoły znane i lubiane, czyli te, które pokazują w telewizji i puszczają w komercyjnych radiach, którymi zarządzają urzędnicy, którzy się na muzyce kompletnie nie znają, czy na sztuce w ogóle…

Zawsze tak było.

- Ale nie do tego stopnia. Kiedyś były kluby studenckie, które było stać na dobry jazz, a teraz studenci słuchają disco-polo…

Ale czyja to jest wina, że na przykład "Jazz Jamboree" upada, studentów czy marketingowców od jazzu?

- Nie wiem. Zmieniła się telewizja, więc i świat się za nią zmienił. Kiedyś to był szpan być na koncercie Maila Davisa, czy zaliczyć polską premierą filmu Felliniego, i to był rodzaj protestu przeciwko temu, co tu się działo, to była manifestacja przynależności do kultury zachodniej, czy światowej. Tak było kiedyś.

Dzisiaj radio kilkakrotnie powtórzyło pewną informację, i zarówno sposób jej podania jak i informacja, chyba dobrze charakteryzują dzisiejszą rzeczywistość- radio powiedziało, że jak się wpisze w wyszukiwarkę Gogle Ojciec Rydzyk to pojawi się 650 tysięcy linków…

- Ja mam tylko 250 tysięcy.

A jak się wpisze Wałęsa, to pojawi się półtora miliona…

- O! Ciekawe.

Niech Pan uważa teraz - a jak się wpisze Doda, to pojawi się… 13 i pół miliona!

- No tak…

Przepraszam, że trochę rozbawię teraz – wie Pan, że Doda naprawdę wierzy w to, że umie śpiewać, i że jest wielka? Tak jak kiedyś Samantha Fox?

- Publiczność nie wymaga dzisiaj poziomu, staje się niewybredna, to świadczy o niskim poziomie kultury, i to nie jest tylko polska specjalność, bo w Ameryce też gwiazdki podskakują na scenie i sprzedają swoje wdzięki przy przeciętnych muzycznych aranżacjach w tle.

Tylko, że Ameryce, poza ofertą komercyjną są różne inne możliwości, podczas gdy u nas przed pierwszą w nocy teatru, koncertu ani dokumentu się nie obejrzy.

- Ja jestem fanem dawnego kina i dokumentalnych filmów, i przed drugą po północy tego znaleźć nie mogłem. Zalewa nas kicz z Ameryki, te wszystkie "Tańczący z lodami", a telewizje, nawet jak dają informacje, to zawsze u dołu ekranu jest pasek typu: pijany kierowca rozjechał drzewo, drzewo miało 6 promili alkoholu". Po co to?

Oglądalność.

- Ale co to znaczy oglądalność?!

Oglądalność oznacza to, że jeżeli masowy widz, w ilości 2 milionów ogląda najgłupszy program, to producent batoników da każde pieniądze za to, żeby być z reklamą przy takim programie, i po to te programy powstają.

- Czyli znowu wygrał księgowy. I co ja tu mam do roboty? W latach trzydziestych gangsterzy w Ameryce słuchali jazzu i tańczyli przy nim, to ich kręciło, a w latach osiemdziesiątych i teraz, gangsterzy w Polsce słuchają disco-polo. Co tam gangsterzy – zatrzymaliśmy się w drodze na koncert na stacji benzynowej i czekając na jedzenie, szału dostawałem patrząc na faceta, który grał na jakimś automacie, wydającym przez pół godziny ten sam hałas, coś jakby rozpędzony samochód przejeżdżał w żelaznej rurze. Jemu to nie przeszkadzało. Ludzie są głusi.

Charls Bukowski opisywał, jak musiał słuchać odgłosów zza cienkich ścian i że ludzie wychodząc z domu zostawiają radio na cały regulator przy otwartych oknach.

- Bo każdy uważa, że jest artystą. Jeżeli słyszy Dodę, to jemu się wydaje, że on też może śpiewać, że on uczestniczy w kulturze, jest wspaniały, a hałasy jakie wytwarza domowymi głośnikami są jedyną i wielką muzyką. Bo mu w telewizji nie powiedzieli, że jest jeszcze inna. Kiedy ktoś ogląda seriale, tych tańczących, czy śpiewających z lodami, to nagle doznaje olśnienia: O rany! Przecież ja też bym tak potrafił/ła! Po co mam sprzedawać w "Biedronce", lepiej zostanę aktorką. Zaraz zdam do jakiejś szkoły aktorskiej, albo po co – kupię jutro lepszy ciuch i od razu będę gwiazdą. W tym roku, w Warszawie było ponad 50 zdających na jedno miejsce w szkole aktorskiej! Takie wzorce myślenia i zachowań oglądałem w Ameryce w latach osiemdziesiątych. Kiedy wysiadłem z samolotu w Nowym Jorku, znalazłem się w świecie ludzi dziwnie staranie wyluzowanych, dbających by się uśmiechać, poruszających się z wystudiowaną swobodą, i mi się to wtedy podobało, to ich filmowe tempo, ruchy i zachowanie, teraz wiem, że to byli wszystko aktorzy poserialowi, żyjący dalszym życiem podpatrzonym u bohaterów sitkomów. Tylko wziąć kamerę i kręcić, każdy to był gotowy aktor, i każdy grał ten sam film, w taki sam sposób. Może jak już wszyscy zaczną się zachowywać tak samo, serialowo i kiczowato, to się to stanie nudne i nie do zniesienia, i zaczną się rozglądać za czymś nowym, oryginalnym, może nawet wartościowym, może za jazzem na przykład?


Dariusz Łukaszewski

Fot. Jacek Wojciechowski


   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

k.scieranski (0)~rolandstar, 2011-12-06 11:10:09

czlowiek artysta wspanialy muzyk nie tylko w polsce ale i na swiecie jeden z najlepszych basistow , tam gdzie sie pojawi i zagra pozostaje na wieki w pamieci........

Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.