18 września 2019, środa

Dariusz Łukaszewski

Lepiej żyć, niż nie żyć - cz. 8


grafika:Andrzej Bobrowski



Siwe włosy, kruczymi kosmykami poprzetykane jeszcze tu i tam gdzieniegdzie, indiański wódz utykający dostojnie na drogę wkracza w celu przeprawy na drugi jej brzeg. Zwalnia S-3, staje, z szacunkiem pierwszeństwo daje. Lecz, oj... to nie wódz, to wiedźma zużyta przez długi życiorys, kuśtyka żwawo, wózek dziecięcy zapakowany kartonami i żelastwem złomu pcha przed sobą, a gdy brzeg osiąga, staje i... Dziękuję ludzkim językiem wypowiada.

- Mogę dać pani pieniądze? - pyta kierowca poruszony spektaklem tu przed nim rozegranym.
- Daj dziesięć złotych, więcej nie. Dziesiątką nie zepsujesz mnie, i nie będę musiała być wdzięczna – taką rzeczową informację sprzedaje wiedźma za złotych dziesięć. - Ale musisz tu przyjść do mnie, bo ja nie podejdę o nie do ciebie.

Otwierają się drzwi S-3, wysiada, do wiedźmy podchodzi, banknot odliczony wręcza.

- Jak długo powinno się żyć? - pyta, czując, że jednak coś powinien zagaić dla ocieplenia suchości aktu wręczania.

- Nie za długo. Bez przesady. Lepiej mniej, ale lepiej. Wspomnień wyprodukować ile się da, żeby się miało co z żalem zostawić - składa banknot na pół wiedźma, tę połowę znów na pół i przepoławia jeszcze raz, a potem złącza dłonie, pociera jedną o drugą, chucha na nie, klaszcze i pokazuje puste powietrze. - Przyjęłam – oświadcza, bez uśmiechu, bez kokieterii, w ogóle bez.

- O! - kiwa głową z uznaniem dla jej cyrkowej sztuczki.
- A pierwszy człowiek na świecie miał na imię Mieszko. I przyleciał z kosmosu na meteorycie zabić dinozaury, żeby powstała ewolucja. I zaraz z małpy zrobił się Pan Twardowski, co pierwszy sprzedał duszę diabłu za koguta i odleciał na księżyc. Potem Święty Mikołaj Kopernik wstrzymał słońce i ruszył ziemię, ale rad – rada nie rada – musiała wymyślić kobieta Skłodowska, i tak powstał świat czyli Polska. A przy niej powyrastały stopniowo, w miarę zapotrzebowania: Ameryka, Londyn oraz francuskie winorośle, żeby Polacy mieli gdzie za chlebem jeździć, i powstały Niemcy, żeby produkować mercedesy dla Polaków, ale u nich recesja straszliwa, więc słabo produkują i nie wszyscy w Polsce jeszcze mercedesami jeżdżą. A zaraz potem ewolucja wyłoniła Chorwację, żeby Polacy mogli mieć dokąd pojechać się wykąpać.


- O!...
- Trzeba ruszać do domu teraz, umyć się, ogarnąć grabiami z brudów świata, kompot z węgierek ogórkiem kiszonym zakąsić, a do tego kiszka na gorąco - święta kicha polska! Ze sarepską, nie żadna tam stołowa helmanc-lajt pegaz. I bułka wrocławska chrupiąca, nie jakaś kajzerka tylko wrocławska chrupiąca. No, takie cuda się same nie zdarzają; sprawianie sobie przyjemności to jednak ciężka praca, wcale nie taka łatwa. Ale czas już do domu, obrazek znajomy ten sam co wczoraj i jutro przed oczami ustawić dla skołatanych nerwów poluzowania.



Do siebie to mówi? Czy nie do siebie?

- Jakby tak nie było domu, to byś nawet nie wiedział, że z niego wyszedłeś i wciąż zawsze byś był w drodze, bo skąd byś wiedział, że masz dokąd wrócić. Się nagadałam za tę dziesiątkę, starczy, w sam raz będzie chyba. Teraz zejdę z pola widzenia kamery prowadzącej, jak jeszcze jest okazja ciekawie zniknąć, podejrzę czy nie ma mnie w domu i co akurat w nim robię, bo ciekawa jestem. Tyle ode mnie. Lepiej mniej, ale lepiej – zapamiętasz?
- Lepiej mniej, ale lepiej.

- Dotarło – uśmiecha się i za pchanie wózka zabiera.

Audiencja zakończona.


   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.