23 września 2019, poniedziałek

Teksty i nadteksty

Leszek Możdżer










Moje stwierdzenia są tyle warte, ile trwa czas ich wypowiadania. Ja sam teraz nie wiem, co bym chciał powiedzieć, dlaczego, po co, do kogo. Nie mam potrzeby wypowiadania się. Wszyscy mówią, mówią, a mało kto milczy.




2006

                                  

To prawda, że twoja dziewczyna zwracała się do Ciebie per

„skarpeta”?

– Tak. Ale to dawne dzieje. Teraz jestem „mędzik”.

 

                                   x x x                           

 

– Mówiono mi kiedyś, że moja muza się nie sprzeda, tymczasem moje

płyty osiągają nakłady porównywalne z płytami z muzyką pop. Ale ja nie

gram popu. Okazuje się, że jazz to nie jest ciekawostka przyrodnicza,

którą interesuje się niewielka grupa dziwaków. Ludzie po prostu

przychodzą posłuchać jak gram, i tyle. Nie wiem, czy znają się na

muzyce, czy nie. Nigdy nie upraszczałem swojego języka tylko po to,

żeby lepiej się sprzedać. Owszem, szukam prostoty, ale zagrać prosto

i bezbłędnie zgrabny temat jest o wiele trudniej niż wywalić na scenie pół

godziny brudnej awangardy. Wiem, co mówię, bo siedzę w tym od lat.

 

                                   x x x

 

Grałem już prawie wszystko, co paradoksalnie komplikuje mi sprawę

ostatecznego wyboru co do tego, co rzeczywiście chciałbym grać.

Spojrzałem na muzykę z tak różnych punktów widzenia, że nie potrafię jej

krytykować.

 

                                   x x x

 

To właśnie zrozumiałem: że jestem sam. I to jest wielki

strach, ale to jest też źródło mocy. Wcześniej miałem zewnętrzne

punkty odniesienia. Autorytety. Teraz już się nikim nie podpieram.

Po prostu wydaję płytę, pozuję do zdjęcia. Potem dochodzą

mnie różne głosy – pochwały i krytyki. Słucham ich, bo jest to dla

mnie ciekawe, ale to tylko rykoszet, echo. Można opisać drzewo

i kwiat, ale czy to ma na nie jakiś wpływ? Czy to je zmienia?

 

 

 

 

2007

 

Adam Makowicz powiedział, że „Chopin miał wpływ na polskich jazzmanów”. Prawda

czy fałsz?

Chopina mamy w umyśle i w palcach. A potem wychodzi to podświadomie w improwizacji.

Polska szkoła pianistyczna opiera się w dużej mierze na utworach Chopina. Był on

oryginalnym, na wskroś polskim kompozytorem. Na potęgę cytował ludowe frazy i rytmy,

chociaż traktował je tylko jako inspiracje. Ale jak dzisiaj osiągnąć polskość w muzyce, nie ma na to odpowiedzi.

 

Ale ten 'polski charakter' muzyki często powraca w twojej twórczości. Kiedyś z

yassowcami krytykowałeś polskich jazzmanów, a teraz krytykujesz polskie gwiazdy pop.

Tak, za to, że grają amerykańską muzykę. Uważam, że my, Polacy, mamy na tyle dużo

talentu i wyobraźni, że jesteśmy w stanie tworzyć własną estetykę muzyki pop. Kopiowanie

amerykańskich wzorców jest bez sensu, przecież ten język siłą rzeczy, z racji na swoją

konstrukcję, sugeruje inne muzyczne frazowanie. W angielskim jest mnóstwo wyrazów

jednosylabowych , nasz język to długie słowa z akcentem na przedostatnia sylabę. Na

przykład Marek Grechuta czy Zygmunt Konieczny to są kompozytorzy, którzy rozumieją i

czują język polski. 

 

                                   x x x

 

Wiesz, jak napisać dobry przebój?

Tak, ale tego nie robię, bo przeboje pisze się dla pieniędzy. Upokarzające byłoby dla mnie

robienie muzyki tylko w tym celu. Ale recepta na przebój jest prosta, piosenka musi być

komunikatywna, linia melodyczna jasna, z dosyć dużą liczbą pauz i ważny jest też dobry

wokalista. To jest stosunkowo proste, ale się tym nie zajmuje.

 

 

 

2010

 

- Rozmyślam nad upływającym czasem i myślę, że się tego nie boję. Gdy widzę ludzi, którzy pysznią się swoją młodością, nie wiedząc o tym, że ona jest dana tylko na chwilę, czuję się bogatszy o tę właśnie wiedzę. Poczucie tej pozornej siły związanej z młodością, które nosi w sobie każdy młody człowiek, wypinając dumnie pierś na dyskotece, jest złudzeniem. Taki człowiek nie wie nawet, czego nie wie.

 

                                   x x x

 

- W ogólnym rozrachunku muzyka nie jest najważniejsza na świecie. Są jeszcze inne, o wiele ważniejsze rzeczy do zrobienia, choć zdarzają się rzadko.

 

                                   x x x

 

Jakby to powiedzieć... Moje stwierdzenia są tyle warte, ile trwa czas ich wypowiadania. Dlatego, że słowa to tylko słowa. Staram się rozwijać we wszystkich kierunkach, ale czy ja to rzeczywiście robię? Nie gram na gitarze ani na puzonie. Generalnie chodzi mi o to, żeby i grać, i komponować. Oraz improwizować, czyli mieć umiejętność chwytania chwili, tej magii, która się dzieje tu i teraz. Oprócz tego rozwijać w sobie muzykę jako koncepcję. Zapisać ją, wypracować jakąś formę. Tak jak w życiu – koncepcja i improwizacja cały czas się przeplatają.

                                   x x x


A Pan się uważa za człowieka, który odtwarza życie czy tworzy?

- Ja się uważam po prostu za posłańca. Gońca, który niesie jakieś tam koperty. Nawet nie wiem, co jest w środku. Jest takie zjawisko jak muzyka, które powstało na tej planecie. I ta muzyka ma swoich posłańców, którzy jej dostarczają.

 

Jest Pan po prostu kurierem?

- Tak. Jestem kurierem. Każdy na moim koncercie dostaje „kopertę”, otwiera ją i sam sobie czyta wiadomość.

A skąd Pan te „koperty” niesie?

- Nie wiem. Jestem tylko kurierem.

To czemu Pan to robi?

- Nie wiem. Nie wiem... Po prostu każdy ma swoją funkcję na tej planecie. Jeden sprzedaje kwiatki, drugi buduje domy, trzeci gra muzykę. Ja gram. Taka jest moja funkcja. Niech pani zapyta ptaka, dlaczego lata. Nie wie. Tak się dzieje.

 

                                   x x x

 

- Ja sam teraz nie wiem, co bym chciał powiedzieć, dlaczego, po co, do kogo. Nie mam potrzeby wypowiadania się. Wszyscy mówią, mówią, a mało kto milczy.

 

                                   x x x                             

 

A ciężko unieść podziw innych ludzi?

- Nikt nie lubi być ideałem, bo na dłuższą metę jest to nie do zniesienia. Każdy bowiem wie, że to jest nieprawda. Łatwiej mi od chwili, kiedy uzmysłowiłem sobie, że moja muzyka nie jest moja i tak naprawdę nic na tym świecie nie jest moje. To tylko „koperty”, które niosę. Akurat tak się wykształciłem, akurat tysiące godzin przesiedziałem przy instrumencie, więc jestem sprawnym pianistą, ale nie mam pewności, że to jest moje.

Tym bardziej jest trudno?

- Nigdy nad tym nie rozmyślałem. Wie pani co? Nie wiem. Spotykam się z jakimiś objawami sympatii, ale powiem szczerze, że tak naprawdę to jest absurdalna sytuacja, kiedy siedzi się na środku oświetlonej sceny, a wokół są dwa tysiące ludzi. Często mam ochotę zdjąć ręce z klawiatury i spytać: „Słuchajcie, o co chodzi? O co w ogóle chodzi? Czego wy ode mnie chcecie, a czego ja chcę od was?”. Jednak później, kiedy ludzie przychodzą i przynoszą mi łzy w oczach, wtedy wiem, że to ma jakiś sens. Nie wiem jaki. Mam nadzieję, że ta muzyka, którą wykonuję, wlewa się przez te różne szczeliny i wciska w zakamarki do środka człowieka i za pomocą różnych chemicznych i duchowych reakcji rozpuszcza jakieś takie zastygłe...

 

x x x

 

- Wychodzę na scenę już prawie 20 lat i sporo miałem zamówień od polityków. Oni się zmieniają, c chwila gram dla kogoś innego, a fortepiany są te same. Po paru latach przyjeżdżam do znanej mi ambasady, gdzie kiedyś grałem, z lotniska odbiera mnie ten sam kierowca co poprzednio, ta sama sekretarka przynosi kawę, ale reszta jest już z nowego rozdania.

 

                                   x x x

 

 

- Gram publicznie od siódmego roku życia,

najgorsze były egzaminy dla szkoły i rodziców.

Tata mówił: wyprostuj się, pani od muzyki:

wiesz, ten drugi utwór zagrałeś za szybko,

ktoś inny: za dużo lewej ręki, za dużo pedału,

za głośno. I wszyscy, którzy mnie słuchali, wiedzieli

lepiej ode mnie, co zrobiłem źle. Niedawno

miałem w SPATiF-ie przypadkową rozmowę,

jakiś koleś zaczął opowiadać, ze moja twórczość

jest niekonsekwentna, niesymetryczna...

Strasznie się tym przejąłem, zacząłem się tłumaczyć,

aż w końcu mnie oświeciło: spytałem,

jaka jest tercja w C-dur. I on nie wiedział. Nie

wiedział, a wypowiadał się o mojej twórczości.

Więc powiem teraz temu koledze,

że tercją w C-dur jest dźwięk E.

Dopiero niedawno zorientowałem się, że ludzie,

którzy przychodzą na koncert, wiedzą

o muzyce mniej niż ja. To było dla mnie odkrycie,

że mogę pozwolić sobie na rodzaj arogancji

wobec nich. Gram etiudę Witolda Lutosławskiego,

w której notorycznie mylę się na trzeciej

stronie i nikt tego nie słyszy. Mogę trochę

poimprowizować i wrócić do nut. Przez wiele

lat publiczność była dla mnie egzaminatorem.

Dziś to ja nią rządzę, chce po prostu grać muzykę

i szkoda mi czasu na podtrzymywanie tej całej

medialnej bańki wokół mnie.

 

 

 

Wypowiedzi Leszka Możdżera pochodzą częściowo z jego strony internetowej, a w części z wywiadu, jaki przeprowadziła z muzykiem Hanna Halek („Gala”) oraz rozmowy Jacka Tomczuka zamieszczonej w "Przekroju". Fot: e-teatr.pl
Strona Leszka Możdżera: www.mozdzer.com

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.