25 czerwca 2019, wtorek

Czytelnia człowieka dla ludzi

Redakcja

Międzynarodowy Festiwal Opowiadania

 

 

 

Do 17 października trwał we Wrocławiu 6 Międzynarodowy Festiwal Opowiadania


 

 

Adres do strony głównej Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania: www.opowiadanie.com.pl

Jedno z opowiadań ze strony www.opwiadanie.org podlinkowanej do Festiwalu




autor: Krzysztof Kuik

Sztuczne kwiaty

Babę poznałem krótko po przyjściu na świat. Podobno, bo nic nie pamiętam z tamtego okresu. Mama mówi, że po urodzeniu mnie musiała wrócić do pracy. Poszukała więc niani, która będzie się opiekować jej synkiem w czasie, gdy ona będzie w biurze. Baba była starszą kobietą, nie pracowała już i miała własne wnuki. Opiekowała się mną przez rok. Potem jej serce zaczęło żyć własnym rytmem i musiała go posłuchać, ograniczając codzienne życie do swojego mieszkania. Jednak ta magiczna więź, która zawiązała się wówczas między nami, była czymś więcej niż tylko relacją biznesową, jak to się dzisiaj mówi. Baba została przyjacielem domu. Przez lata odwiedzaliśmy się, mimo iż krótko po tym, jak została moją nianią, przeprowadziliśmy się na drugi kraniec miasta. Chociaż bez zdjęcia nie rozpoznałbym jej na ulicy, do dziś pamiętam wzbierające uczucie bezgranicznej radości i szczęścia, gdy zbliżał się czas jej odwiedzin. Od rana nie mogłem myśleć o niczym innym. A po południu, gdy rodzice wróciwszy z pracy, nakrywali uroczyście stół na wspólną kawę, biegałem bez przerwy między pokojem a korytarzem. Wdrapując się na ryczkę patrzyłem przez judasza czy już idzie. Ciemno na klatce schodowej, czyli nie idzie, potem jasno, ale to sąsiadka. W końcu dzwonek. Biegnę do drzwi, otwieram, zawsze jestem pierwszy, przed rodzicami. Wczepiam się w nią, wtulam się w płaszcz, sukienkę, sweter; nieważne, byleby mieć kontakt z nią, byleby być blisko czegokolwiek, co nią pachnie, co się z nią wiąże.
Kiedy podrosłem, poszedłem do zerówki. Tam pani uczyła nas rysować szlaczki, lepić z plasteliny, rozmawiała z nami o różnych rzeczach. Pewnego razu zapytała o osoby, które są nam szczególnie bliskie, oczywiście poza rodzicami. Powiedziałem, że „Baba”.  Pani i dzieci ryczały ze śmiechu. Nie rozumiałem, dlaczego się śmieją. Ze mnie, z Baby?
– A kto to jest „Baba” – spytała, ciągle jeszcze ze śmiechem na ustach, pani.
Ciężko było mi to wytłumaczyć, zwłaszcza, że poczułem się, jakby wszyscy byli przeciwko mnie i Babie.
– Baba – odpowiedziałem – przychodzi do nas i ja do niej też.
– A czemu na nią mówisz „Baba” – spytała – to nieładne słowo.
Nigdy nie myślałem, że Baba to brzydkie słowo. Nie znałem brzydkiego słowa, które brzmiało „baba”. Dla mnie to było najwspanialsze słowo na świecie. Dlaczego inni tak nie myślą? I ja, i rodzice zawsze na Babę mówiliśmy Baba. Milczałem.
– Spytaj rodziców, jak Baba ma na imię i jutro nam powiesz – zakończyła sprawę pani, biorąc na spytki kolejne dziecko.
Czułem, jakby mój świat miał runąć. Dzieci wyśmiały moją Babę, baba to brzydkie słowo, Baba ma imię. W domu rozpłakałem się przy rodzicach. Opowiedziałem, co mnie spotkało. Wtedy wyjaśnili mi, że „Baba” wzięła się stąd, że gdy zacząłem mówić, długo nie potrafiłem powiedzieć babcia, wychodziło ba-ba. Tak zostało. Baba nie była moją prawdziwą babcią, zresztą już wtedy obie prawdziwe nie żyły. Dlatego Baba, ni to babcia ni to imię. Słowo z kluczem, które tak się wszystkim spodobało, że nigdy już tego nie zmieniono w naszym domu. Owego popołudnia dowiedziałem się też, co znaczy słowo „baba” oraz że Baba ma na imię Maria. Następnego dnia pani nie wróciła już do tematu Baby, z czego bardzo się ucieszyłem.
Tamtego lata, po zerówce, Baba spędziła razem z nami wakacje. Wynajęliśmy domek i pojechaliśmy nad morze wszyscy razem – mama, tata, Baba, moja siostra i ja. Tyle dni razem z Babą. Pamiętam, że raz poszedłem z nią na spacer i zobaczyłem w kiosku sztuczne, plastikowe  kwiaty, które wyglądały jak prawdziwe. Stwierdziłem, że chciałbym jednego kupić i jej podarować. Przytuliła mnie i powiedziała, że bardzo chciałaby dostawać ode mnie kwiaty. Marzy o tym, że gdy podrosnę będę ją odwiedzał i przynosił bukiecik. Ale nie znosi sztucznych kwiatów i nigdy nie chciałby ich dostać. Zapamiętałem to. Wyobraziłem sobie, jak za kilka lat wsiadam samodzielnie do tramwaju i z bukietem w dłoni dzwonię do jej drzwi, a ona wita mnie z tym uśmiechem co zawsze i dumą, że tak urosłem. Wakacje minęły szybko. Zacząłem chodzić do pierwszej klasy.
Pewnego dnia rodzice, gdy wrócili do domu domyśliłem się po ich twarzach, że stało się coś naprawdę złego.
– Baba umarła – mówi mama, zakrywając dłonią twarz, ale łzy przedzierają się przez tamę jej palców i dwoma stróżkami ześlizgują po policzkach ku ziemi.
Umarła myślę. No a kiedy się z nią zobaczę?
Wtedy dowiedziałem się, co to jest śmierć i zrozumiałem, że wszystko się skończyło, że nie będzie już mnie i Baby. Że moje życie będzie trwać, ale Baby już w nim więcej nie spotkam. Mama mówi, że byłem na pogrzebie, lecz tego nie pamiętam. Potem nigdy nie pojechałem na jej grób, mimo iż moja mama co roku w dzień imienin odwiedza cmentarz. Próbowała mnie wyciągać, ale mówiłem, że to tylko grób, Baby tam nie spotkam, nigdzie jej już nie ma. Wtedy, mając siedem lat, pochowałem ją głęboko w swojej niepamięci, żeby móc dalej żyć. I tylko, gdy gdzieś zobaczę sztuczne kwiaty, przemyka mi przez myśl niejasne wrażenie, że był ktoś, kogo nazywałem Babą.


Krzysztof Kuik

czerwiec 28, 2010

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.