11 grudnia 2019, środa

Czytelnia człowieka dla ludzi

Dave Eggers

Najlepsze opowiadania



Jak nakłonić Anglię, a potem całą Europę, do pokocha­nia opowiadań, a tym samym do wypromowania wielu lite­rackich magazynów oraz nowych pisarzy? Czy powinniśmy zagrozić użyciem siły?

 




Utwory składające się na tę antologię były publikowane przez McSweeney's w latach 1998-2003. Poza tym prawie nic ich ze sobą nie łączy.

 

Tobie, Czytelniku i Czytelniczko, spodobają się jedynie niektóre z nich; taka jest natura antologii utworów należą­cych do różnorodnych gatunków i napisanych w różnorod­nych stylach. Jeśli Ty lub Twoi znajomi dziwicie się, że nie wszystkie utwory podobają Warn się jednakowo, prawdopo­dobnie często w swym życiu i podróżach dziwicie się róż­nym sprawom i prawdopodobnie jesteście bardziej rozcza­rowani niż przeciętni ludzie. Życzę Warn wszystkiego naj­lepszego.

 

Niniejszy wstęp powstał długo, długo po tym, jak popro­sił mnie o jego napisanie brytyjski wydawca. Owa zwłoka była spowodowana faktem, że w historii słowa pisanego tyl­ko cztery wstępy miały jakąkolwiek wartość. Najczęściej są one doskonałym skrzyżowaniem nudnego ze znudzonym, przegadanego ze zniecierpliwionym.

 

Zatem zamiast dalej komentować to, co nie potrzebuje żadnego komentarza — zbiór opowiadań w konwencjach fikcji, satyry, eseju i pisarstwa demaskatorskiego — propo­nuję:

 

1. Wykonany przeze mnie rysunek konia oraz węża ogrodniczego (rysunki znajdziecie w dolnej części strony red.) .

 

2. Krótkie omówienie twórczości reżysera Billa Forsytha, który u nas jest przez wielu uwielbiany i którego dzieła są obiektem rozmyślań oraz tęsknoty.

 

3. Rysunek połowy niedźwiedzia polarnego stojącego obok ducha.

 

4. Jeden zdecydowany pogląd na temat magazynów lite­rackich w Stanach Zjednoczonych.

 

5. Rysunek ducha mówiącego do kawałka drewna.

 

Rany, brakuje mi Billa Forsytha. Pisząc te słowa, nie wiem, czy facet żyje, czy umarł, ale dużo bym dał, żeby obejrzeć jego nowe filmy. Pierwszym, jaki obejrzałem, był Biznesmen i gwiazdy, i nie mam pojęcia, dlaczego pierwot­nie tak mnie oczarował. Sądzę, chociaż teraz raczej zmy­ślam, że zostałem zaproszony do domu jakiejś atrakcyjnej wdówki i gdy do niej przyszedłem, zdjęła mi koszulę, poczę­stowała lemoniadą i poprosiła, abym z nią usiadł i obejrzał Biznesmena i gwiazdy.

 

W jednej z głównych ról w tym filmie wystąpił Peter Reigert, który po tym, jak zagrał jednego z członków bractwa w Menażerii, został zapomniany przez większość widzów. W Biznesmenie i gwiazdach grał obok Burta Lancastera, który w tamtym czasie był już w podeszłym wieku, jednak potem Reigert pojawił się w bardzo niewielu filmach. Resz­ta obsady pozostawała nieznana mieszkańcom Chicago i jego przedmieść.

 

Fabuła filmu: jeżdżący porsche facet na kierowniczym stanowisku w firmie naftowej z miasta w Teksasie przyjeż­dża na wybrzeże Szkocji; firma chce tam wydobywać ropę. Jego zadaniem jest kupić wybrzeże, wykupić mieszkańców i oczyścić ziemię pod przyszłą rafinerię, jednym słowem zrobić wszystko, co jest potrzebne do wydobywania ropy. Ale gdy Reigert przybywa do wioski, zakochuje się w wy­brzeżu, tamtejszych ludziach, barmance i w ogóle w całej okolicy. W rękach mniej zdolnych filmowców ten rodzaj filmu stałby się kolejnym przykładem okropnego banału i powielaniem zgranego motywu rodem z Hollywood, w któ­rym zapracowany biznesmen odkrywa to, co w życiu jest naprawdę ważne, to znaczy spacery po plaży, drzewa, zwie­rzęta oraz produkty zbożowe z wysoką zawartością błon­nika. Natomiast Forsyth wydobywa z tej historii coś lirycz­nego i prawdziwego. Okazał się mistrzem krótkich form, który wie, jak poprowadzić narrację przy użyciu jedynie subtelnych poetyckich środków.

 

Czy mam pojęcie o tym, co mówię? Prawdopodobnie nie. Problem polega na tym, że nie wiem, co pan Forsyth pora­bia i planuje, zatem jeśli ktoś wie, to proszę, niech napisze na adres: Search for Forsyth, c/o McSweeney's 826 Valen-cia Street, San Francisco, CA 94110 USA. Jeśli już odszedł z tego świata, a czytają to jego krewni lub przyjaciele, to, proszę, niech przyjmą moje kondolencje. Był wspaniałym człowiekiem. Poza wspomnianymi już filmami wyreżyse­rował również Gregory's Girl, doskonały film, oraz Radość i osłodę, który opowiada o wojnie pomiędzy wytwórcami lo­dów. Również bardzo dobry.

 

Jeśli Forsyth żyje i pracuje, to ja, reprezentując wszyst­kich Amerykanów żywych i martwych, pozdrawiam go oraz jego przyjaciół i krewnych. Oby nikt z Was nigdy nie musiał jeść hummusu.

 

Teraz należy powiedzieć coś w poważniejszym tonie, a co dotyczy magazynów literackich oraz opowiadań. Po­informowano mnie ostatnio, że w Anglii wychodzi zaledwie kilka czasopism literackich. Jak podaje moje źródło, jest tam mnóstwo regularnie wydawanych magazynów, ale bar­dzo mało niekomercyjnych czasopism, w których można znaleźć beletrystykę, literaturę faktu, poezję oraz podob­ne gatunki. Jest wspaniała „Granta”, a potem prawie nic, jak twierdzi mój informator. W Stanach, jak może wiecie, wychodzi przynajmniej 1250 takich czasopism. Wszystkie mają wygląd książek w papierowych okładkach i ukazują się przynajmniej raz na kwartał. W większości przypadków są wydawane przez wydziały anglistyki oraz kreatywnego pisarstwa mieszczące się na około 24 000 college'ów w Ame­ryce.

 

Z liczbą amerykańskich czasopism literackich oczywi­ście przesadziłem. Ale nie zawyżyłem jej aż tak bardzo. Mamy ich dość, aby wiele osób w Appalachach mogło wy­kładać sobie nimi ściany, natomiast w innych częściach kra­ju są wykorzystywane jako podwaliny, na których buduje się place zabaw i autostrady.

 

Każde z tych czasopism ma swoich czytelników, których liczba zwykle wynosi od 100 do 50 000, a średnia liczba czy­telników każdego z takich czasopism wynosi około 1500.

 

Według niektórych standardów może to się wydawać mało, jednak i tak jest to znacznie więcej osób, niż można by zmieścić w swoim domu. A każda liczba czytelników, któ­rzy nie zmieściliby się w typowym domu, stanowi, jak uwa­żamy w McSweeney's, dobrą liczbę czytelników. Tak więc czasopisma te trwają i, jak wierzy większość ludzi, kwitną. Każdy lokalny magazyn ma swój lokalny, małomiasteczko­wy charakter oraz małomiasteczkowych czytelników. I każ­dy z tych magazynów staje się idealnym inkubatorem dla nowych indywidualności; to w nich pisarze mogą ekspery­mentować ze stylem, charakterem i formą, wykorzystując krótką formę beletrystyczną, która jest łatwa do przetra­wienia zarówno dla czytelnika, jak i dla pisarza.

 

Jednak czasopisma te zaczynają się i kończą opowiada­niem, a na świecie, poza naszym krajem, mało jest osób, dla których opowiadanie ma jakąś wartość. Dla nas tu, w Sta­nach, jest to źródło niekończącej się fascynacji: ta niewzru­szona obojętność, jaką reszta świata przejawia wobec opo­wiadań. Nawet we Francji, gdzie lubią, aby ich powieści były krótkie, nie lubią opowiadań. Wydaje się to zamierzo­ną sprzecznością, obliczoną na to, aby nas zdezorientować. Nie, żeby zdezorientowanie nas było czymś szczególnie trudnym, zwłaszcza w ostatnich pięciu latach.

 

Jak nakłonić Anglię, a potem całą Europę, do pokocha­nia opowiadań, a tym samym do wypromowania wielu lite­rackich magazynów oraz nowych pisarzy? Czy powinniśmy zagrozić użyciem siły? To główny towar eksportowy Stanów Zjednoczonych i sądzimy, że w tym przypadku sprawdziłby się tak samo dobrze jak we wszystkich innych. Zatem oto co nakazujemy: musicie pokochać opowiadania i założyć własne i liczne kwartalniki literackie, bo w przeciwnym ra­zie zbombardujemy Was oraz Wasz naród, wtargniemy na Wasze wybrzeża i poślemy najemników, aby pobili Waszych powstańców. Dla naszych przyjaciół nazwiemy to krucjatą. Dla całej reszty świata nazwiemy to wyzwoleniem.

 

Dave Eggers, 2004, wstęp do "Najlepsze opowiadania McSweeney's, tom 2", ZYSK I S-KA Wydawnictwo, Poznań 2008

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.