22 września 2019, niedziela

Czytelnia człowieka dla ludzi

Ludwik Cichy

Niedziela, 4. listopada


Siedzimy w domu i czekamy na poniedziałek. Ja i moja luba. Nieuchronność poniedziałku. Ja jeszcze w koszuli na niedzielę, ona też odświętnie wciąż. Patrzymy na miasto. W którym żyje armia. Psów oraz ludzi. Armia psów początkowo próbowała zjeść ludzi, ale dała spokój. Postanowiła z nich żyć. Dobrze. Ktoś, kto znajdzie korek od oceanów, zarobi kupę forsy na szantażu - jej głos mówi do mnie, albo pod moim adresem - ekologistów greenpeacowców, finansowanych przez najmądrzej dojrzałych bogatych sponsorów, pragnących zachować anonimowość. Zapomniałem tabletki na pamięć (że też musiało mi się przypomnieć) nie pamiętam, co miałem teraz powiedzieć, kończy mi się świąteczny popis. Myjemy zęby. Osobno. Czekamy na poniedziałek. Albo na następny. Poniedziałki są najlepsze, żeby zdarzyło się wszystko, albo chociaż kawałek wszystkiego.
Śni mi się, że ustały już powody, dla których nosiłem nóż.  Wiem jednak, że wciąż go noszę - z przywyczajenia bezrefleksyjnego(?), w nadziei, że znów się staną, te powody (?) .  Popijam wodę ze szklanki przy łóżku. Całkiem spokojnie i wygodnie postanawiam odłożyć dochodzenie do jutra.  Za dużo spraw odkładam na jutro.


   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.