15 grudnia 2018, sobota

Teatr rozmowy

Dariusz Łukaszewski

Oleg Żukowski


Aktor Teatru Derevo i Teatru Formalnego z Petersburga, o białych niedźwiedziach, Cyganach, Nowosybirsku, niemieckiej żonie i „Szkole dla głupców”




Dariusz Łukaszewski: – Dzień dobry, mogę do ciebie mówić na „ty”?
Oleg Żukowski: – Cześć, Darek.
– Oleg, powiedz, czy to prawda, że w Rosji już nie chodzą po ulicach białe niedźwiedzie?
– Chodzą.
– Jeszcze chodzą?!! A powiedz mi, ile tych niedźwiedzi spotykasz codziennie na ulicy w Rosji, kiedy jesteś u siebie?
– Nie wiem dlaczego, ale w piątek zawsze więcej.
– A czy teraz te niedźwiedzie przypadkiem nie jeżdżą mercedesami?
– No nie, nie widuję niedźwiedzi w mercedesach.
– W porshe, rolls-roysie?
– Nie, nie, nie… Jak już, to w takim normalnym aucie.
– Jaki jest normalny samochód w Rosji?
– Łada.
– Ty też masz ładę?
– Mam.
– Czerwoną?
– Niebieską.
– I podwozisz białe niedźwiedzie, jak cię proszą, żebyś je podwiózł?
– Nie.
– Nie lubisz miśków?
– Wiesz co, mam czterech chłopaków i żonę, moja łada jest pełna.
Nie masz miejsca dla niedźwiedzi?
– Nie mam miejsca.
– A powiedz, czy białe niedźwiedzie przychodzą do teatru?
– Przychodzą tylko spać, przed teatrem.
– Nie mają ochoty wejść do wnętrza, bo tak nudno jest w rosyjskim teatrze?
– Nie mają pieniędzy na bilet.
– Nie stać ich po prostu?
– Nie.
– Ty ostatnio nie mieszkasz w Rosji. Gdzie teraz mieszkasz?
– Teraz...
– Nie dzisiaj, w ogóle. Bo dzisiaj jesteś w Lesznie, cieszymy się z tego powodu, ale gdzie mieszkasz? Gdzie jest twój dom teraz?
– Teraz mam jeden dom w Niemczech.
– A gdzie konkretnie?
– W Dreźnie. Już drugi rok. W tym roku będzie chyba inne miasto. Chciałbym
mieszkać na Węgrzech.
– Węgry? Dlaczego?
– Wiesz, jest takie miasto: tutaj są Węgry, tutaj Rumunia, tutaj Jugosławia. I chciałbym mieć teraz swój teatr w tym mieście. Już nie chciałbym pracować w Niemczech. W tym mieście są cyganie. I wiesz co, ja też jestem cyganem.
– Pochodzisz z Romów, twoi rodzice, dziadowie, czy po prostu czujesz się cyganem?
– Cygan to jest droga. I to jest taka romantyka, zawsze wielka. Pieśni i takie brudne samochody, konie, i czas płynie lepiej. I nie wiem dlaczego, zawsze kiedy spotykam cyganów, to oni są moimi kolegami, i nie ma sprawy.
– Spotkałeś w Polsce prawdziwych cyganów?
– Niedużo.
- Ale spotkałeś?
– Spotkałem kilku...
– A jak poznajesz cygana? Skąd wiesz, że to jest prawdziwy cygan?
– To jest proste.
– No to podaj receptę.
– Tu nie ma recepty, czujesz to po prostu. To jest takie „ciach”.
– I mówisz „cześć?
– I on też. To jest bardzo interesujące, miałem jedną żonę Niemkę, i to dla niej była zawsze niespodzianka, gdy przyjeżdżaliśmy do nowego miejsca i wychodzimy na drogę, widzę kogoś po raz pierwszy i jest taka sytuacja: mówię „cześć”, on odpowiada „cześć”, i zostajemy przyjaciółmi. Po prostu rozpoznaję podobnych ludzi, wierzę w takie spotkania, w takie porozumienie, wierzę w prawdziwego człowieka. Idę drogą i widzę – to jest druh. Nie przegapiam go.
– Powiedziałeś, że jedną twoją żoną jest Niemka, ile ty tych żon masz?
– Teraz mam ostatnią. Chciałbym tak już wszystko mieć w porządku.
– Jesteś pierwszy raz w Polsce?
– Nie.
A kiedy był twój pierwszy raz?
– W Sopocie, 1992 rok.
– I teraz jest lepiej w Polsce, twoim zdaniem, czy gorzej jest?
– Lepiej jest. Na przykład teraz teatry nie są już tak uzależnione od Warszawy. Długo pracowałem we Wrocławiu i ostatnio w Krakowie. I to są centra teatralne inne niż Warszawa, i są samodzielne. Chociaż czuję, że idą takie czasy, że nie ma pieniędzy na kulturę, to myślę, że to może być dobry moment, kiedy ludzie będą robić przedstawienia nie dla pieniędzy, ale z autentycznej potrzeby i dlatego, że są potrzebne. Ja nie jestem przyjacielem komercji: zagrać godzinny spektakl, potem do kasy i do domu. A w ogóle, ja lubię Polskę, mówię po polsku, mam babkę w Polsce.
– W którym miejscu w Polsce jest najwięcej cyganów? Które miasto jest u nas najbardziej cygańskie? Czy na przykład Leszno jest cygańskie?
– Nie, nie.
– Warszawa?
– Warszawa... To są tacy inni cyganie.
– Kraków?
– Kraków. W Krakowie są najlepsi cyganie.
– W twoim folderze reklamowym przeczytałem, że Oleg Żukowski jest aktorem Tatru Derevo i Teatru Formalnego z Petersburga, obecnie mieszka w Berlinie…
– Wiesz co, to jest reklamówka, ja nie wiem, co tam jest dokładnie. Z „Derevo” byłem siedem lat, ale od trzech lat już tam nie jestem.
– Czy to jest ten sam legendarny Teatr Derevo, z tradycjami, niemal wzorzec?
– To jest ten teatr.
– To dlaczego już w tym teatrze nie jesteś? Skoro jest taki ważny?
– Wiesz co, siedem lat współpracy, 100 przedstawień każdego roku. To były dobre czasy, współpracowaliśmy i wszystkie drogi zmierzały w tym samym kierunku. Oni są wciąż moimi przyjaciółmi, ale dla artysty jest tylko jedna droga – jego własna. Musiałem ich opuścić, żeby wyruszyć w swoją własną stronę. Uważam to za normalne.
– Robisz teraz swój nowoczesny, własny teatr. Ale czy w teatrze może być jeszcze coś nowego?
– Oczywiście.
– Polski pisarz, Eustachy Rylski, powiedział, że wszystkie nowości w literaturze już były. Nie można powiedzieć czegoś takiego o teatrze?
– Wiesz co, mam jednego nauczyciela, Olega Kisiljowa, mieszka w Montrealu. I on robi bardzo różne rzeczy. Na przykład treningi rozmowy dla policjantów w ekstremalnej sytuacji, treningi dla astronautów z NASA, co robić z ciałem, kiedy długo pracujesz w kosmosie i mięśnie powinny być w porządku. Naprawdę bardzo różne i nowoczesne treningi dla określonej publiczności, która tego potrzebuje. To jest teatr, który mnie interesuje. Nie wiem, czy jutro, ale dzisiaj tak. Wiesz, Kazimierz Malewicz, malarz rosyjski i bardzo dobry teoretyk sztuki – dla mnie jest bardzo ważny ten Malewicz – on ma dobrą ideę: twierdzi, że jest tylko jedna taka sztuka, która w artyście jest żywa. To jest jego wiara w odnalezienie drogi prowadzącej do absolutu. Gdy się go osiągnie, kiedy taką formę zrobisz, ona jest już martwa. Musisz szukać dalej.
– A czy publiczność nadąża za tymi odkryciami?
– No oczywiście.
– Oczekuje tego nawet?
– Ja nie myślę pod publiczność.
– Ale przecież artysta nie istnieje bez publiczności. Więc nie możesz powiedzieć, że widzowie, publiczność, są ci obojętni. Bez widzów nie ma spektaklu.
– Są bardzo ważni i potrzebuję ich. Ale nie myślę, wiesz: będzie 40 osób, na drugim spektaklu 100, 200, 1000. Każdy ma swoją głowę i jest tyle różnych spektakli, nie mogę myśleć według tego, tego, czy tamtego. Ja myślę o tym, dokąd idę. Moja uwaga jest skierowana na odbiorcę w tym sensie, że publiczność to jest benzyna, napęd, energia, a ja jestem jak rakieta. Potrzebuję energii i to publiczność jest tą energią.
– A jak odróżnić takie ekspresyjne spektakle, o których mówisz, które dzieją się właściwie on-line, w danej chwili, od komercji, od chałtury. Na przykład przyjeżdża aktor ze spektaklem i mówi, że robi eksperymentalny, nowoczesny teatr. Przychodzą ludzie. On udaje, że robi spektakl, a ludzie myślą: „Jak to jest teatr, to ja wolę komiks pooglądać czy jakiś serial telewizyjny”. Jak odróżnić chałturę od prawdziwej sztuki ekspresyjnej?
– Interesujące pytanie.
– I tylko tyle powiesz?
– To człowiek powinien czuć sercem, a nie kierować się tym, co napiszą w gazecie, że to czy tamto jest najlepsze. Sam przeżyłem takie rozczarowanie: przyjechałem do Moskwy i uczyłem się w akademii teatralnej, na trzecim roku dostałem zaświadczenie, że mogę kupić tańszy bilet na bardzo ważny spektakl do najważniejszego teatru w Moskwie i poszedłem do tego teatru, oczekując prawie cudu. Siedzę tam i po trzech minutach myślę: co to jest? Przecież to nie jest dobre. Po kwadransie wiedziałem, że to jest gówno. Postanowiłem, że idę do domu, wstałem i pobiegłem po stopniach do wyjścia, a wszyscy: ciiii, ciiii, cicho! Na co miałem czekać? Potem w gazetach czytałem entuzjastyczne recenzje z tego spektaklu, wielkiego teatru. Do dupy taki teatr.
– Dobry teatr, prawdziwy, to jest wtedy, kiedy uruchamia jakieś emocje, uczucia, zainteresowanie, zły jest wtedy, jak cię nudzi? Jak jest martwy, nic nie czujesz nudzisz się?…
– Dla martwych ludzi powinien być martwy teatr, dla żywych ludzi powinien być żywy.
– Twoja „Szkoła dla głupców”, potrafisz powiedzieć w dwóch, trzech zdaniach, o czym to jest i dlaczego to trzeba obejrzeć?
– To są doświadczenia ze szkoły na Syberii, tam się urodziłem…
– Na Syberii? A gdzie konkretnie?
– Nowosybirsk. Tam jest półtora miliona ludzi i sam beton.
– Tam jest zimno?
– Bardzo zimno. I miałem różne problemy. W szkole, przez 10 lat, słyszałem: „Oleg, ty nie jesteś dobry, nie robisz tak, jak chciałby nauczyciel”. Moja mama, mój tata chodzili do szkoły i wysłuchiwali: to jest taki syn, robi takie rzeczy, i problemy, problemy, problemy. I zrobiłem analizę – dlaczego te problemy? Wyszło mi, że kiedy jest chłopak, to powinien być wolny. Nie powinien widzieć dookoła tabliczek z napisami: nie wolno, nie wolno, i nie wolno, i zabrania się!
I to jest o tym, dlaczego warto i trzeba być sobą, nawet będąc chłopakiem.
To jest proste, bardzo proste.
– Myślisz, że w życiu może być tak prosto jak w teatrze?
Andriej Maguczi, bardzo dobry reżyser i mój nauczyciel, powiedział i pokazał mi kiedyś: tutaj jest życie, tutaj teatr, a tu jest granica. A później on tę granicę we mnie zagubił, zatarł.
– A czego cię najważniejszego nauczył?
– No właśnie tego.
– I o tym też jest w „Szkole dla głupców”?
– Tam jest wszystko, bardzo proste, jak w życiu i w teatrze być powinno.
– Chciałbyś powiedzieć jeszcze o czymś, o co nie zapytałem?
– Ja mogę z tobą rozmawiać do jutra.
   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.