15 grudnia 2018, sobota

Teatr i jego ludzie

Karina Piwowarska

Ono (5)

Jednak to paradoks: odnalezienie tożsamości narodowej lub seksualnej, bez których to można czuć się Zagubionym Nikim, może również być niebezpieczne, może być pułapką, bo prowadzi wprost w ciasne granice jednego z kawałków nazywających się bądź „Żydzi”, bądź „Homoseksualiści”, bądź „Katolicy”.



Rozpędzone w głupim, owczym pędzie Ono walnęło głową w jakąś lustrzaną powierzchnię. Ta powierzchnia pękła i rozbiła się na małe kawałki. Teraz Ono siedzi na podłodze, usiłuje złożyć kawałki w pierwotną całość, jak grę przypominającą puzzle. Z czoła Ono leje się krew, a każdy lustrzany odłamek odbija kawałek krajobrazu lub twarzy, lub zwierzęcia. Zdarza się, że jest nawet całkiem ładnym, samodzielnym szczegółem. W poszukiwaniu klucza, zasady łączenia tych porozbijanych kawałeczków, Ono szpera w znanych sobie zakamarkach, sposobami jedynymi, jakie zna. Tymczasem niektóre z kawałków usamodzielniają się, buntują, wyodrębniają, stwarzają zamkniętą całość, w dodatku bronią się swoją ostrą krawędzią przed przypasowaniem do czegokolwiek większego, przed zmianą kąta nachylenia i sposobu odbijania, przed większą nieznaną sobie liczbą wymiarów, ustanawiają własne zasady, granice, własnego boga, własnego władcę, swoje banki i swój własny plebs. I tego strzegą.

Więc Ono przesuwa je jedynie po dwu wymiarach płaskiej podłogi tak lub inaczej, tam i z powrotem, tak i siak.

Po chwili roi się już od małych, wrogo nastawionych państewek, krajobrazów, postaci i zwierzątek.

Jednym z owych państewek, rozrastającym się w szalonym tempie i robiącym coraz większą karierę, i mającym coraz rozleglejsze wpływy, pretensje i roszczenia, tym samym budząc powszechną wrogość, jest świat ludzików, którzy zwą się "Homoseksualistami". Wiadomo że innym, równie niebezpiecznym dla kawałka zwącego się "Normalnym" jest kawałek należący do "Żydów". Te trzy kawałki dałoby się jeszcze jakoś połączyć na zasadzie zwanej Odwzajemniona Nietolerancja albo Tłumiona Niechęć, albo Tajony Lęk Przed Nieznanym. Ale grozi to pokiereszowaniem palców lub odłamkiem w oku.

Ograniczenie każdego z kawałków sprawia, że jego mieszkańcy wykształcają cechy niezrozumiałe dla posiadaczy innego zestawu. Najbardziej tajemniczym zestawem cech jest ten zwany "Normalnymi".

Jeden z kawałków, bardzo piękny, nazywa się "Anioły w Ameryce" i opowiada o świecie "Homoseksualistów". Żeby móc go obejrzeć, należy przyjechać do kawałka zwanego "Warszawa", w owym kawałku odnaleźć kawałek zwany "Ursynów", po czym można się mu przyglądać przez pięć godzin. Właściwie nie ma wyjścia, bo z Ursynowa o 1.00 w nocy i tak nie da się wyjechać.

Onu zdaje się, że każdy wielki i wzniosły temat, kluczowy, czy to dla "Normalnych", czy dla "Żydów", czy dla "Homoseksualistów", czy dla "Katolików" (och, ci są najniebezpieczniejsi i uzbrojeni po zęby! Roszczą sobie pretensje od dwóch tysięcy lat do kawałka "Normalnych"), niejednemu z ich przedstawicieli – reżyserów, udało się już zawrzeć w dwóch godzinach! Ale ponieważ Ono wlazło do kawałka zwanego "Teatr Rozmaitości", to jeśli chce, uwiedzione pięknem inscenizacji i sex appealem Jacka Poniedziałka, obejrzeć długą opowieść o miłości, śmiertelnej chorobie, lęku, władzy i poszukiwaniu, i odnajdywaniu, tożsamości narodowej i seksualnej, i wyjść z tego cało, to lepiej niech siedzi cicho. Jednak to paradoks: odnalezienie tożsamości narodowej lub seksualnej, bez których to można czuć się Zagubionym Nikim, może również być niebezpieczne, może być pułapką, bo prowadzi wprost w ciasne granice jednego z kawałków nazywających się bądź "Żydzi", bądź "Homoseksualiści", bądź "Katolicy".

Obok spektaklu dzieje się równocześnie coś ciekawego: mieszkańcy kilku agresywnych kawałków, zazwyczaj uszykowanych-do-boju-w-każdej-chwili-o-byle-co, siedzą w jednej przestrzeni, patrzą na to samo, nie mają żadnych pretensji o to, co widzą, nawet jeśli są to pieszczoty "Homoseksualistów", i wcale się rzucają ani na siebie nawzajem, ani na to, co widzą. Być może dlatego, że są to szczególni przedstawiciele, posłowie tolerancji, przesiani przez sito trudów, jakie należało pokonać, aby dotrzeć do hali fabrycznej na Ursynowie, i jeśli już włożyło się w coś tyle zapału, to trzeba to szanować. Być może kierują się snobizmem, tworzą koterię, klikę, kolejny jeszcze mniejszy kawałek – odłamek, który zwie się "Widownią TR".

Rozsypanych kawałków na pewno nie da się Onu złożyć poprzez przestawianie i przesuwanie tam i na powrót po płaskiej podłodze. Trzeba by chyba wstać z podłogi i przeskoczyć w inny wymiar.


Karina Piwowarska

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.