14 listopada 2018, środa

Gostyńska 36

Pierwszy dzień lata



Powiedziałaś, że chcesz mieć staw w ogrodzie, takie swoje małe jeziorko z lilią wodną i dzikim karpiem. Wziąłem z szopy łopatę i poszedłem kopać staw dla ciebie.


W południe przyniosłaś mi obiad. W jednym garnku była ulubiona szczawiowa z jajkiem a w drugim kartofle, panierowany boczek i młoda kapusta. Zjadłem obiad i wylizałem garnki. Powiedziałaś, że nie lubisz kiedy wylizuję garnki, więc obiecałem że nie będę tego robił.

Oczyściłem łopatę z gliny, do której się dokopałem, i wskoczyłem do rowu kopać dalej. Ukazała się pierwsza woda. Była brzydka i mulista.

Wtedy przyjechałaś naszym autem i powiedziałaś, że staw który kopię, jest niedobry i lepiej kupmy sobie lepszy w sklepie. Oczyściłem łopatę, wrzuciłem ją do bagażnika i pojechaliśmy do miasta.

Długo szukaliśmy sklepu, w którym sprzedają gotowe stawy. W końcu go znaleźliśmy. Był świetnie zaopatrzony. Mieli stawy angielskie, francuskie, japońskie, chińskie, egzotyczne, morskie i krajowe. Niemieckich nie mieli, bo się skończyły, a nowa dostawa miała być dopiero za tydzień. Ale i tak byłaś zachwycona, więc ja też podziwiałem wszystko jak urzeczony. Woda w stawach nie była brzydka i mulista jak w moim dole, była krystaliczna i miała świeży lazurowy odcień.

Nie mogłaś się zdecydować, który staw kupić, więc zaproponowałem żebyśmy wzięli po kawałku z każdego, bo sprzedawali nie tylko w całości, ale cięli też na trójkąty jak tort. Wybrałaś ćwiartkę stawu z lilią i dzikim karpiem, a sprzedawca dorzucił do niej bociana gratis, wzięłaś też spory klin francuski z żabą i ślimakiem, jeszcze większy klin z bambusem i małą pandą, bo lubisz misie.

Kazałaś dorzucić klin ze skałą morską i jaszczurką, a sprzedawca zapytał czy ma być legwan czy raczej waran. Wybrałaś jedną jaszczurkę i uśmiechnęłaś się do sprzedawcy, więc natychmiast drugą dorzucił gratis. Zastanowiłem się czy nie strzelić tego lizusa w pysk, ale postanowiłem to odłożyć na później.

Wybrałaś jeszcze do całości klin z małą dżonką i zasuszonym Chińczykiem sternikiem, a lizusowaty sprzedawca z miejsca wystartował z propozycją dorzucenia orientalnej parasolki dla ciebie, która ochroni takie zjawiskowe wdzięki przed słońcem. Przecierałem oczy ze zdumienia, kiedy spojrzałaś na niego zalotnie, uśmiechnęłaś i przyjęłaś ten gratis.

Rozgrzany sprzedawca zaoferował, że niezwłocznie zapakuje wszystkie twoje kawałki tortu i osobiście dostarczy gdzie tylko zechcesz, za darmo i z największą przyjemnością. Mówił do ciebie jakby mnie tu w ogóle nie było, a ty śmiałaś się jak wtedy, gdy zobaczyłem cię po raz pierwszy. Tego już było za dużo. Strzeliłem lubieżnego drania w pysk.

Wpadła ochrona, ale nie chcieli się bić.

Wróciliśmy do domu bez zakupów. Chciałem sobie odgrzać kolację, ale nie było, więc zjadłem korniszona i popiłem kompotem z renklod. Rano wziąłem łopatę z szopy i poszedłem kopać staw dla ciebie. Woda nie była już taka mulista, im głębiej kopałem, tym napływała czystsza. Na pięciu metrach natrafiłem na krystaliczną. Powinna ci się spodobać.


Grafika: Andrzej Bobrowski


   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.